Lwów czci ludobójców Polaków. 2027 ma być rokiem UPA i Szuchewycza, w Polsce burza

8 min. czytania

Filip Dzięciołowski

21 października 2026 r.

rok UPA

8 min. czytania

Filip Dzięciołowski

21 października 2026 r.

Rok 2027 na Lwowszczyźnie upłynie pod znakiem UPA i Romana Szuchewycza, czyli formacji i dowódcy odpowiedzialnych za rzeź Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Taką decyzję podjęła Lwowska Rada Obwodowa. W Polsce wywołało to falę oburzenia, od MSZ i IPN, przez wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, aż po polityków opozycji. Pojawiły się również pytania o sens polityki rządu Donalda Tuska wobec Kijowa.

Co dokładnie postanowiły władze Lwowa?

We wtorek 20 października Lwowska Rada Obwodowa, czyli samorząd regionalny obwodu lwowskiego, podjęła decyzję, że rok 2027 ma być poświęcony jednocześnie Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romanowi Szuchewyczowi oraz Ołehowi Olżyczowi, poecie i działaczowi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Za poszczególnymi uchwałami głosowało około 50 radnych. W przypadku wyboru UPA i Szuchewycza źródła podają 52 lub 54 głosy, a w przypadku Olżycza 49. Rada liczy 84 deputowanych.

Pomysł wyszedł od komisji kultury rady obwodowej, której przewodniczy Swiatosław Szeremeta. To on bronił go w trakcie sesji plenarnej.

„Jest to nasza historia, nasi bohaterowie i powinniśmy w należny sposób uszanować ich pamięć”

– Swiatosław Szeremeta, przewodniczący komisji kultury Lwowskiej Rady Obwodowej

Na Lwowszczyźnie mają się odbywać m.in. specjalnie przygotowane wydarzenia upamiętniające, a także naukowe, kulturalne i edukacyjne. Okazją są okrągłe rocznice, ponieważ w 2027 roku minie 85 lat od powstania UPA oraz 120 lat od urodzin Szuchewycza i Olżycza. Wcześniej ta sama rada przyjęła oświadczenie, w którym sprzeciwiła się „zewnętrznej presji” w sprawie pamięci o ukraińskich bojownikach o niepodległość. Innymi słowy, Lwów dał jasno do zrozumienia, że polskie protesty go nie interesują.

Dlaczego UPA budzi w Polsce takie emocje?

Ukraińska Powstańcza Armia, zbrojne ramię banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, w latach 1943-1945 przeprowadziła czystkę etniczną na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Od 1943 roku naczelnym dowódcą UPA był Roman Szuchewycz.

Ofiarami byli przede wszystkim cywile: kobiety, dzieci i starcy, mordowani często z wyjątkową brutalnością. Według szacunków IPN na samym Wołyniu zginęło ok. 60 tys. Polaków, a łącznie z Galicją Wschodnią liczbę ofiar szacuje się nawet na ponad 100 tys. Sejm w 2016 roku uznał te zbrodnie za ludobójstwo, a 11 lipca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. IPN w swoim oświadczeniu przypomniał słowa z rozkazu Szuchewycza do podległych dowódców.

„W pień wycinać. Czysto polskie wsie palić, wsie mieszane – tylko polską ludność niszczyć”

– fragment rozkazu Romana Szuchewycza przytoczony przez IPN

Na Ukrainie Szuchewycz i UPA od lat przedstawiani są jako bohaterowie walki o niepodległość. W Polsce, gdzie wciąż żyją potomkowie ofiar, a wiele ciał pomordowanych nadal spoczywa w nieoznaczonych dołach, taki kult jest traktowany jako policzek.

Jak zareagowały polskie władze?

Decyzję Lwowa ostro skrytykował Instytut Pamięci Narodowej. Według IPN upamiętnienie Szuchewycza to „cios wymierzony w pamięć o ofiarach dokonanego na jego rozkaz ludobójstwa”. Instytut nazwał go „architektem” zbrodni i ocenił, że decyzja wpisuje się w wieloletni proces budowania oficjalnego kultu Szuchewycza i innych ukraińskich radykalnych nacjonalistów.

Głos zabrało także Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rzecznik resortu Maciej Wewiór w rozmowie z Wirtualną Polską stwierdził, że „gloryfikowanie UPA i zbrodniczych postaci jest sprzeczne z wartościami europejskimi”. Dodał, że Szuchewycz to „zbrodniarz splamiony krwią tysięcy niewinnych ofiar”.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz uznał decyzję za nieakceptowalną i wezwał władze Ukrainy do odcięcia się od niej.

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki w rozmowie z Polsat News zwrócił uwagę na brak wzajemności w relacjach z Ukrainą. Polska przyjęła i wspierała ukraińskich uchodźców, a w zamian na Ukrainie gloryfikuje się tych, którzy mordowali Polaków. Według Boguckiego rząd powinien zareagować na polu dyplomatycznym.

Opozycja: „Panie Tusk, jak tam przyjaźń z Ukrainą?”

Najostrzej zareagowali politycy prawicy. Europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik nie przebierała w słowach i wprost uderzyła w premiera.

„Władze Lwowa właśnie zdecydowały, że rok 2027 będzie poświęcony UPA i jej dowódcy Romanowi Szuchewyczowi. Będą oddawać hołd ludobójcom polskich obywateli. Panie Tusk, jak tam „przyjaźń” z Ukrainą i Zełenskim…”

– Ewa Zajączkowska-Hernik, europosłanka Konfederacji

Konkretnych działań w tej sprawie domaga się natomiast były premier Mateusz Morawiecki. Jego zdaniem politycy, którzy poparli decyzję, powinni dostać zakaz wjazdu do Polski.

„Każdy polityk, który przyłożył do tego rękę, powinien otrzymać zakaz wjazdu na nasze terytorium. Nie chcemy tu czcicieli morderców polskich dzieci, kobiet i mężczyzn!”

– Mateusz Morawiecki, były premier

Nawet często przesadnie sympatyzująca ze stroną ukraińską lewicowa strona rządu wypowiedziała się o całej sprawie krytycznie. Wiceminister Karolina Zioło-Pużuk przyznała, że każdy może czcić swoich bohaterów, natomiast Polska ma prawo stwierdzać, że to nie są bohaterowie wspólni z Polakami. Z kolei Karolina Romanowska ze Stowarzyszenia Pojednanie Polsko-Ukraińskie oceniła, że „oddalamy się tym samym coraz bardziej od pojednania polsko-ukraińskiego”.

Co na to Kijów?

W momencie publikacji tego tekstu władze Ukrainy nie odniosły się do decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej. Milczenie Kijowa jest wymowne, bo to przecież nie pierwszy taki przypadek. Pod koniec maja prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”, co skrytykował nawet Donald Tusk. W czerwcu prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego, a ukraiński przywódca odesłał odznaczenie kurierem do Warszawy.

Ironią losu jest to, że jeszcze 17 października Zełenski zapewniał, że relacje z Polską „rzeczywiście się poprawiły”. Kilka dni później Lwów dał przykład, jak ta poprawa wygląda w praktyce. O tym, jak trudno w Polsce prowadzić rzeczową rozmowę o UPA, pisaliśmy także przy okazji słów Leszka Balcerowicza o „hejcie na Ukrainę”.

Ukraino, po co ci to?

Ciężko nie zauważyć, że ukraińskiej stronie nie zależy wcale na tym, aby nie podsycać złych nastrojów dotyczących historycznych zażyłości, jakie łączą ją z Polską. Ukraina od ponad czterech lat broni się przed rosyjską agresją, a Polska od pierwszego dnia wojny jest jednym z jej najważniejszych sojuszników. To przez Polskę płynęła broń, to Polacy otworzyli domy dla milionów uchodźców. Natomiast w tej sytuacji władze obwodu lwowskiego postanowiły uczcić człowieka, którego podwładni mordowali polskie kobiety i dzieci.

Często powielana argumentacja, że „każdy czci swoich bohaterów” w tym przypadku jest jednak mocno nietrafiona. Ukraina nie musi szukać bohaterów w szeregach UPA, bowiem ma tysiące żołnierzy, którzy zginęli, broniąc kraju przed Rosją. Ma postacie z własnej historii, które nie budzą takiego sprzeciwu w Polsce, jak chociażby Symona Petlurę, sojusznika Józefa Piłsudskiego z wojny 1920 roku. Mimo to radni ze Lwowa wybrali Szuchewycza, i to w momencie, gdy Kijów najbardziej potrzebuje dobrych relacji z Warszawą. Trudno to uznać za przypadek. To świadomy wybór, który mówi Polakom wprost: wasza pamięć nas nie obchodzi.

Kim był Roman Szuchewycz?

Roman Szuchewycz to jedna z najważniejszych postaci ukraińskiego nacjonalizmu i zarazem jedna z najbardziej znienawidzonych w Polsce. Używał m.in. pseudonimu „Taras Czuprynka”. Był naczelnym dowódcą UPA w czasie, gdy formacja ta dokonywała masowych mordów na polskiej ludności cywilnej.

Pochodzenie i młodość

Roman Szuchewycz urodził się 30 czerwca 1907 roku. Jako jego miejsce urodzenia źródła podają Lwów lub pobliski Krakowiec. Tereny te należały wówczas do Austro-Węgier, a po I wojnie światowej znalazły się w granicach II Rzeczypospolitej. Był więc formalnie obywatelem polskim. Już jako nastolatek, około 1923 roku, wstąpił do Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, która walczyła o oderwanie od Polski jej wschodnich województw, posługując się terrorem, sabotażem i szpiegostwem. Później związał się z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów.

W okresie międzywojennym brał udział w organizacji akcji terrorystycznych OUN, w tym w przygotowaniach do zamachu na posła Tadeusza Hołówkę w 1931 roku oraz w działalności związanej z zabójstwem ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku. Po zamachu na Pierackiego trafił do obozu w Berezie Kartuskiej. Występował jako świadek w procesie w sprawie tego zabójstwa, ale skazany został za działalność antypaństwową. Na wolność wyszedł w 1937 roku.

Na służbie u Niemców

Po wybuchu II wojny światowej Szuchewycz współtworzył banderowską frakcję OUN (OUN-B). W 1941 roku był jednym z zastępców dowódcy batalionu „Nachtigall”, ukraińskiej jednostki utworzonej przy niemieckiej Abwehrze, która wkroczyła do Lwowa razem z Wehrmachtem. Pod koniec 1941 roku przeszedł do niemieckiego 201. batalionu policyjnego (Schutzmannschaft), który działał na okupowanej Białorusi i któremu zarzuca się udział w pacyfikacjach białoruskich wsi.

Co Szuchewycz zrobił jako dowódca UPA?

W sierpniu 1943 roku III Zjazd OUN-B powierzył Szuchewyczowi dowództwo nad UPA. Antypolska akcja na Wołyniu trwała już wtedy od kilku miesięcy. Według historyka prof. Grzegorza Motyki podczas tego właśnie zjazdu zaakceptowano metody i efekty czystek. Pod dowództwem Szuchewycza mordy na Polakach zaczęto przeprowadzać na terenach Małopolski Wschodniej, gdzie powtórzono wołyński scenariusz: palenie wsi, mordy na cywilach i wypędzenia.

IPN nazywa Szuchewycza „architektem” zbrodni na Polakach. Jako naczelny dowódca nie pociągnął do odpowiedzialności swoich podwładnych za bestialskie metody, a później tworzył i szerzył narrację, która miała zaprzeczać zbrodniom z lat 1943-1945.

Śmierć Romana Szuchewycza

Po zajęciu zachodniej Ukrainy przez Armię Czerwoną Szuchewycz ukrywał się i kierował podziemiem walczącym z Sowietami. Zginął 5 marca 1950 roku w Biłohorszczy, ówczesnej wsi pod Lwowem, która dziś jest po prostu jedną z dzielnic. Został otoczony przez sowieckie siły bezpieczeństwa.

Kult Szuchewycza na Ukrainie

Na Ukrainie Szuchewycz jest czczony jako bohater walki o niepodległość. W 2007 roku prezydent Wiktor Juszczenko nadał mu pośmiertnie tytuł Bohatera Ukrainy. W 2010 roku sąd w Doniecku uznał jednak ten dekret za niezgodny z prawem, a w 2011 roku Naczelny Sąd Administracyjny Ukrainy oddalił apelację, którą złożyli m.in. Juszczenko i syn Szuchewycza, Jurij.

Sam Jurij Szuchewycz przez wiele lat był więziony przez Sowietów, a w 2014 roku został deputowanym do ukraińskiego parlamentu z listy Partii Radykalnej. Co więcej, imię Szuchewycza nosi wiele ulic w wielu ukraińskich miastach. W Biłohorszczy, czyli miejscu jego śmierci, przez wiele lat działało poświęcone mu muzeum. Zostało ono zniszczone w rosyjskim ataku dronów 1 stycznia 2024 roku.

To nie pierwszy raz, gdy upamiętnianie Szuchewycza wywołuje międzynarodowy skandal. W 2021 roku władze Tarnopola nadały jego imię miejskiemu stadionowi. Decyzję potępiły wtedy nie tylko Polska i IPN, ale też ambasador Izraela w Kijowie, który zażądał jej natychmiastowego cofnięcia. Polski Zamość zawiesił wtedy współpracę z Tarnopolem.

Źródła: Wirtualna Polska, Interia. Opracowanie: Nasza Polska.

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Więzienie i przymusowe „leczenie”. Tak Turkmenistan traktuje osoby homoseksualne

Dron uratował rannego żołnierza. Ukraińcy przeprowadzili pierwszą w historii tego typu ewakuację z frontu

Zełenski odsunięty od negocjacji? Trump: czas, by ktoś inny negocjował za Ukrainę

Ukraiński dron eksplodował nad Litwą. Wilno wskazało na Polskę, Kijów przeprasza i obwinia Rosję

Francja w ogniu. Spłonął zabytkowy ratusz w Limoges, 1200 zatrzymanych i 150 rannych policjantów

Największy atak dronów na Petersburg. Płonie terminal naftowy, trafione centrum danych VK

Rosyjskie drony uderzyły w polski zakład na Wołyniu. Jedna osoba nie żyje, ośmioro rannych

Kliczko uderza w Zełenskiego. „Gdzie są miliardy?”. Spór o obronę Kijowa

Inne kategorie

Czytaj także