Donald Tusk mówił o „dość precyzyjnym raporcie bezpośrednio od szefa CIA”. Teraz Tomasz Siemoniak prostuje jego słowa i zapewnia, że „premier tak nie mówił”, a całą dyskusję o tym, czy raport został przedstawiony w formie ustnej czy pisemnej, nazywa absurdalną. Z jego słów oraz z wyjaśnień BBN wynika, że żadnego dokumentu od Amerykanów nie było. Jedyne, co zostało przekazane szefowi rządu, to relacja ministra dotycząca rozmowy w siedzibie CIA.
Co Tusk mówił o raporcie CIA?
10 września, podczas wizyty w Bratysławie, premier Tusk ogłosił, że otrzymał od Amerykanów ważne ostrzeżenie.
Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. (…) Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE.
Donald Tusk, premier, Bratysława, 10 września
Słowa premiera zabrzmiały tak, jakby na jego biurku wylądował dokument przekazany przez szefa amerykańskiego wywiadu Johna Ratcliffe’a.
Skąd wziął się „raport” od szefa CIA?
Dwa dni wcześniej, 8 września, minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak poinformował na X, że rozmawiał z Ratcliffe’em w siedzibie CIA. Napisał, że „najistotniejsze informacje” z tego spotkania przekazał premierowi.
Swoje wątpliwości co do tego, czy faktycznie tak było, dość szybko zgłosił Pałac Prezydencki. Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta stwierdził, że żadnego „tajnego raportu CIA na biurku” nie było. Szef BBN Bartosz Grodecki potwierdził, że Siemoniak przekazał mu, jak wyglądał przebieg rozmowy z szefem CIA, a on te informacje przekazał prezydentowi. Jak podkreślił, żadnej „kartki papieru” jednak nie widział.
Co Siemoniak powiedział teraz w Radiu Zet?
30 września Siemoniak został zapytany w Radiu Zet, czy premier dostał dokument od szefa CIA. Jego odpowiedź okazała się dość zaskakująca.
Ja nigdy, ani premier tak nie mówił. Dziwię się, jaki absurd niektórzy wybudowali na tej sytuacji.
Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, w Radiu Zet
Gdy jednak dziennikarz zacytował mu dokładne słowa Tuska z Bratysławy, minister momentalnie zmienił ton. Przyznał, że po rozmowie z Ratcliffe’em natychmiast poinformował premiera. „Był to raport precyzyjny, premier był ogromnie tym zainteresowany. Po prostu przedstawiłem mu raport z tej rozmowy” – mówił. W jednej rozmowie minister najpierw zaprzeczył, że ktokolwiek mówił o raporcie, a chwilę później sam tak nazwał własną relację z rozmowy. Dodał, że te same informacje przekazał prezydentowi oraz pozostałym osobom, które powinny je znać.
Ponadto uznał dyskusję o tym, czy raport był ustny czy pisemny, za absurdalną. Jego zdaniem ważne jest to, co przekazał szef CIA, a nie forma. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego najbliższe otoczenie premiera nie potrafi się zdecydować, jaką wersję prezentować wobec opinii publicznej.
Był raport CIA czy go nie było?
Z jego słów i z wcześniejszych wyjaśnień BBN wynika, że premier dostał ustną relację ministra z rozmowy w Langley, a nie dokument od szefa CIA. To jednak zupełnie co innego niż „precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA”, o którym mówił Tusk w Bratysławie.
Siemoniak sugeruje, że forma przekazania raportu nie ma większego znaczenia, a to nie jest do końca prawda. Premier użył bowiem autorytetu amerykańskiego wywiadu, aby wzmocnić swój przekaz o zagrożeniach, przed którymi ostrzega Polaków od wielu miesięcy. Gdy okazało się, że za tymi słowami nie stoi żaden dokument, który miałby potwierdzać jego prawdomówność, minister ogłosił, że premier „tak nie mówił”, choć nagranie z Bratysławy mówi co innego.
Co ciekawe, w gąszczu mieszanych wersji, czy raport faktycznie przekazano, a jeśli tak, to w jakiej wersji, to treści samego ostrzeżenia nikt publicznie nie ujawnił. Siemoniak nie chciał ujawnić, co miał usłyszeć w gabinecie szefa CIA.






