Obrady Okrągłego Stołu rozpoczęte 6 lutego 1989 r. ich beneficjenci nazywają wydarzeniem historycznym dla całej Europy, ale Władysław Korowajczyk w 25. rocznicę pyta, gdzie ten okrągły mebel ma kanty. Przypomina poprzedzające obrady tajemnicze spotkania w Magdalence i własne wspomnienie z września 1989 r., gdy w Wilnie był świadkiem manifestacji Sajudisu, której sowieckie służby nie próbowały rozbić. Stawia tezę, że przemiany zaplanowano w Moskwie. Następnie prowadzi czytelnika przez dzieje PRL: od sowieckiej okupacji lat 1944 i 1945 przez ucieczkę Józefa Światły i Październik 1956, który nazywa pierwszym komunistycznym przekrętem, po Grudzień 1970 i przejęcie władzy przez ekipę Gierka, czyli przekręt drugi. Pisze o agentach SB w ruchach wolnościowych lat 70., o doradcach w Stoczni Gdańskiej i o stanie wojennym. „Gruba kreska”, uwłaszczenie nomenklatury i odrzucenie lustracji uznaje za trzeci przekręt.
Historia
Mija 25 lat od obrad „okrągłego stołu”. Część opinii publicznej, a przede wszystkim beneficjenci „okrągłostołowi” określają tamte wydarzenia jako historyczne nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy. Mój osobisty stosunek do tamtych obrad był zawsze sceptyczny, toteż od początku zadawałem sobie pytanie: gdzie ten okrągły mebel ma kanty?
Obrady mające początek 6 lutego 1989 r. poprzedzone były tajemniczymi spotkaniami w Magdalence. Co tam ustalono między uczestnikami, do dziś pozostaje w sferze domysłów. Efektem umów „okrągłego stołu” były wybory 4 czerwca 1989 r., które – jak określiła aktorka Joanna Szczepkowska – „zakończyły w Polsce komunizm”. Ale czy rzeczywiście? Pozostaje pytanie kto z kim zawierał umowę przy stole, który był okrągły i nie miał ani boków, ani stron?
Wilno 1989 i efekt domina
Wydarzenia w Polsce w 1989 r. spowodowały efekt domina. Reżimy komunistyczne w „demoludach” padały jeden po drugim i to, pomijając Rumunię, w sposób bezkrwawy.
W początkach września 1989 r. byłem w Wilnie świadkiem manifestacji Sajudisu. W pobliżu Katedry tłum wykrzykiwał i skandował jakieś hasła, a mówca pojawiał się jeden po drugim. Nie rozumiałem tam ani jednego słowa, ale atmosfera zgromadzeń świadczyła wyraźnie o buncie przeciwko sowieckiej władzy. Wilno leżało w Litewskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej i – rzecz zastanawiająca – nie było żadnej próby siłowego rozbicia zgromadzeń przez sowieckie siły bezpieczeństwa. Jeżeli władza bolszewicka nie reagowała na przejawy buntu, to pozostaje jedyne logiczne wytłumaczenie, że sprawa została ukartowana i zaplanowana w Moskwie, a ściślej – na Łubiance. Niektóre źródła donoszą, że pierwszym autorem późniejszej pierestrojki był zbrodniarz nad zbrodniarzami, Ławrientij Beria, który z projektami reform wystąpił zaraz po śmierci Stalina w 1953 r. Towarzysze nie darowali mu „rewolucji socjalizmu” i zamordowali Berię…
Od 1944 r. do Października 1956
Dramatyczną cezurą dla Polski były lata 1944-1945, kiedy to okupanta niemieckiego zastąpił sowiecki. Armia Czerwona wraz z NKWD i Smiersz, przy wsparciu agentów sowieckich Bieruta i Bermana, siłami zaprzańców z Korpusu bezpieczeństwa Wewnętrznego, Informacji Wojskowej i Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego, rozprawiały się z każdym przejawem polskich aspiracji wolnościowych. Dziesiątki tysięcy polskich patriotów zostało zamordowanych, setki tysięcy katowano w więzieniach, maltretowano latami w kazamatach, zsyłano do łagrów.
Kierowniczą rolę w PRL odgrywała, z nadania sowieckich komunistów, partia komunistyczna – najpierw PPR, a od 1948 r. PZPR. Od samego początku na szczytach partyjnych władz toczyły się walki frakcyjne. W tamtych czasach nie bardzo umieliśmy zdefiniować te konflikty, chociaż docierały do nas wiadomości o ofiarach z gremiów kierowniczych, takich jak Gomułka i towarzysze. Wyłomu informacyjnego dokonał Światło, wysoki urzędnik MBP. Uciekł w 1953 r. na zachód i przekazał informacje o sytuacji PRL i w samej partii. Stawiam hipotezę, że była to ucieczka kontrolowana.
Podziały i walki frakcyjne nasilały się w partii, aż doszło do Października 1956 r. (ten okres poprzedziło Powstanie Poznańskie w czerwcu, z wieloma ofiarami śmiertelnymi). Doszło do „radykalnych zmian” w PZPR, rzutujących na całą sytuację w PRL. Ekipę Ochaba odsunięto od władzy, Bierut zmarł wcześniej zaraz po zakończeniu XX Zjazdu KPZR, a miejsce I sekretarza zajął Gomułka.
Tamte dni wprowadziły nas w stan euforii. To był olbrzymi entuzjazm wszystkich Polaków, a Gomułka cieszył się ogromnym autorytetem. Nie na długo. Po VIII Plenum KC PZPR 20 października 1956 r. odbył się kilkusettysięczny wiec w Warszawie i wtedy w wystąpieniu Gomułki padło ostrzeżenie, trochę niezauważone: „Koniec wiecowania, do roboty!”.
Przeczytaj również: Kłamstwo „okrągłostołowe”. Skutki okrągłego stołu, o których nie chciano pamiętać
Pierwszy i drugi przekręt
Z każdym miesiącem partia wracała na stare drogi. Reżim komunistyczny rzeczywiście zelżał i nie było takich okrutnych represji jak przed Październikiem, ale PRL nie zeszło z drogi rozpoczętej w 1944 r. W Październiku my, Polacy, daliśmy się nabrać na „rewolucję narodową”. To był pierwszy przekręt komunistyczny w PRL.
Rozczarowanie pogłębiało się z miesiąca na miesiąc. Dojrzewaliśmy politycznie i coraz krytyczniej obserwowaliśmy to wszystko, co działo się w PZPR. Zaostrzyły się walki frakcyjne, które zawsze istniały w partiach komunistycznych. W PZPR frakcje różnie były określane: raz jako nacjonaliści, innym razem jako rewizjoniści i dogmatycy, to znowu jako „żydy” i „chamy”. Moczar, były szef UB w Łodzi, tworzył frakcję „partyzantów”. Pojawili się „komandosi”, tworzyła się „demokratyczna opozycja” – oni walczyli o „socjalizm z ludzką twarzą”.
Przyszedł rok 1970. W obronie socjalizmu padły strzały i dziesiątki zabitych na Wybrzeżu. W walkach komunistycznych frakcji padli Polacy. Gomułka przegrał, a na ofiarach Trójmiasta frakcja Gierka sięgnęła po władzę. W tamtych miesiącach byliśmy bardziej wstrzemięźliwi w entuzjazmie do Gierka i jego: „Pomożecie?”. Mieliśmy rację. To był drugi przekręt komunistyczny!
W każdej takiej „odnowie” oprócz nomenklatury partyjnej ogromną rolę odgrywała Służba Bezpieczeństwa. Agenci różnych kategorii robili swoją robotę. Często na czele jakiegoś strajku wyskakiwał na beczkę agent i „porywał” tłum, a masa wynosiła go na lidera robotników.
W dekadzie Gierka walki frakcyjne toczyły się dalej. Lata 70. charakteryzowały się różnymi ruchami wolnościowymi. Nie mam wątpliwości, że wszystkie zgromadzenia i spotkania były nafaszerowane agentami SB, a wielu agentów zostawało liderami tych ruchów.
Od Sierpnia 1980 do Magdalenki
Lato 1980 r. to strajki rozlewające się po całej Polsce i ten najdonioślejszy – w Stoczni Gdańskiej. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak w pierwszym czy drugim dniu strajku przed bramą Stoczni pojawili się Mazowiecki i Geremek? Zaoferowali swoje usługi jako doradcy i zostali przyjęci z entuzjazmem. Na wiosnę 1981 r. Jacek Kuroń zaproponował, że oni jako „demokratyczna opozycja”, ponad głowami Kani i PZPR zwrócą się do władców na Kremlu o rozmowy w sprawie rozwiązania napiętej sytuacji w PRL.
Nastał stan wojenny, były internaty – jedne dla wybranych, inne dla „plebsu”, a i agenci, dla swego uwiarygodnienia, też zaliczali odsiadkę. Wybrani interlokutorzy gawędzili i gawędzili, aż dogadali się przy „okrągłym stole”.
„Okrągły stół”, wybory 4 czerwca, Mazowiecki premierem. „Gruba kreska”. Uwłaszczenie nomenklatury. Precz od służb specjalnych, zwłaszcza wojskowych! Precz z lustracją i dekomunizacją! Polacy znowu wykiwani. Trzeci przekręt…
Władysław Korowajczyk
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Władysława Korowajczyka pt. „Rocznica kanciastego stołu” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 12 (959) z dnia 18 marca 2014 roku, s. 15. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Władysław Korowajczyk / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 12 (959)/2014, s. 15.



