Kompradorzy to pojęcie z nauk społecznych, którym pierwotnie określano miejscowych kupców pośredniczących w handlu kolonii z metropoliami. Dr Wojciech Błasiak, socjolog z Katowic, używa go do opisu elit politycznych III RP. Jego zdaniem kompradorski charakter miała już szokowa transformacja z przełomu lat 80. i 90., czyli tak zwany plan Balcerowicza, który w istocie był planem George’a Sorosa i Jeffreya Sachsa, zaakceptowanym przez rząd Mieczysława Rakowskiego i doradców „Solidarności”. Autor pokazuje skutki tej polityki w liczbach: stały deficyt transferów dochodów z tytułu zagranicznej własności, przekraczający 40 mld zł rocznie, skumulowany deficyt handlu zagranicznego w latach 1990-2005 na poziomie 166 mld dolarów i utratę od dwóch do trzech milionów miejsc pracy. Przyczyn szuka w selekcji elit przy Okrągłym Stole, a rozwiązania w jednomandatowych okręgach wyborczych.
Kompradorami nazywano pierwotnie kupców tubylczych w krajach podlegających ukrytej lub jawnej kolonizacji, którzy pośredniczyli w handlu z kolonizującymi metropoliami, a faktycznie pełnili rolę agentów handlowych tych metropolii. W naukach społecznych przyjęła się nazwa „burżuazja kompradorska” na określenie tubylczej burżuazji handlowej krajów skolonizowanych, która pośredniczyła w eksploatacji gospodarczej kolonii przez metropolie.
Kompradorzy III RP i plan Balcerowicza
Współcześnie jest to określenie charakteryzujące rodzime grupy i środowiska, które pełnią rolę pośredniczącą w eksploatacji ekonomicznej własnego kraju przez obce centra gospodarcze i działają na ich rzecz. I taką właśnie rolę pełnią elity polityczne III RP od jej „okrągłostołowych” narodzin. Elity te to w istotnej większości polityczni kompradorzy, którzy pełnią w większym lub mniejszym stopniu rolę przedstawicieli na Polskę obcych centrów politycznych i kapitałowych. Stricte kompradorski charakter miała już szokowa transformacja ustrojowa przełomu lat 80./90., czyli realizacja tzw. planu Balcerowicza. Nigdy nie było żadnego planu Balcerowicza. Był za to plan światowego spekulanta finansowego Georga Sorosa, zaaprobowany przez komunistyczny rząd Mieczysława Rakowskiego i tzw. ekspertów „Solidarności” na wiosnę 1989 r. Plan zakładał szokową transformację z równoczesnym przekazaniem polskiego przemysłu w zamian za długi w ręce zagranicznych wierzycieli. Acz ostateczną wersję planu napisał na zlecenie George’a Sorosa Jeffrey Sachs, po klęsce wyborczej komunistów w czerwcu 1989 r. „Pracowaliśmy całą noc do świtu – wspomina J. Sachs – a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcje i planowany chronologiczny porządek reform”.
Realizacja planu Sorosa-Sachsa z początkiem lat 90. otworzyła drogę nie tylko do głębokiej penetracji gospodarki i rynków Polski. Umożliwiła spekulacyjne wysysanie zasobów finansowych polskich banków dzięki stałemu kursowi dolara w warunkach hiperinflacji korekcyjnej (m.in. tzw. afera FOZZ). Doprowadziła do celowego zadłużenia i upadku finansowego przedsiębiorstw państwowych, dzięki skokowemu podniesieniu oprocentowania kredytów z 7 proc. w 1989 r. do ponad 80 proc. w 1990 r., a odsetek od zaległości do poziomu 212 proc. średniorocznie. Otworzyła też drogę do przekształcenia procesu prywatyzacji w wyprzedaż enklaw rentowności i nowoczesności polskiego przemysłu.
Transfer zysków i deficyt handlowy
Kompradorska polityka gospodarcza dotyczyła wszakże, choć z różnym nasileniem i skalą, wszystkich kolejnych rządów III RP. Kompradorska prywatyzacja przemysłu i bankowości doprowadziła do stałej już sytuacji transferu części polskiego dochodu narodowego, poprzez wywóz z Polski zysków, dywidend i dochodów z tytułu zagranicznej własności. Obrazuje to różnica pomiędzy polskim produktem krajowym brutto, a polskim dochodem narodowym netto w postaci tzw. dochodu z zagranicy. Jest to bilans transferów finansowych z tytułu własności narodowej do i z Polski. Wykazuje on stale deficyt rzędu ponad 40 mld zł rocznie. I tak w 2010 r. deficyt tych transferów wyniósł 47 mld zł. Roczniki statystyczne GUS nie podają niestety stron bilansu. Poza tym jest to tylko wynik oficjalnych transferów finansowych. Do rejestrowanego wywozu zysków, dywidend i dochodów z tytułu obcej własności trzeba by jeszcze doliczyć nierejestrowany wywóz ukryty w cenach produktów i usług transferowanych między zagranicznymi firmami-matkami, a krajowymi firmami-córkami.
Najbardziej wszakże syntetycznym wskaźnikiem kompradorskiej polityki elit politycznych III RP jest stały deficyt bilansu handlu zagranicznego. Jak oszacował to Mieczysław Kabaj, łączny skumulowany deficyt w okresie 1990-2005 osiągnął wysokość 166 mld dol. Napływ zaś inwestycji zagranicznych wyniósł 66 mld, przy czym bezpośrednie inwestycje kapitałowe stanowiły w nim tylko około 25 proc. Zdaniem M. Kabaja, roczny deficyt w wysokości 10 mld dol. oznacza utratę 200 do 300 tys. miejsc pracy. To oznacza, że w wyniku kompradorskiej polityki gospodarczej utraciliśmy co najmniej 2 do 3 mln miejsc pracy.
Przeczytaj również: Układ starych znajomych. Kulisy Okrągłego Stołu
Skąd się wzięły kompradorskie elity
Polskie elity polityczne są więc istotnie kompradorskie i jest to ich najgroźniejsza cecha. Przyczyny kompradorskości leżą zasadniczo w doborze tych elit w latach 1989-1991 w ramach transformacji ustrojowej. Ich pierwotnej selekcji dokonały bowiem komunistyczne służby specjalne dla potrzeb tzw. porozumienia „okrągłego stołu”. Szczególnie groźne było prawdopodobne rozparcelowanie tych służb, a więc i agentur wpływu ulokowanych w selekcjonowanych elitach politycznych, przez USA, Rosję i Niemcy. Jak to przyznał były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski, rozmowy o warunkach transformacji rozpoczęły się na poziomie wywiadów PRL i USA jeszcze w 1988 r.
Ponadto dla rodzimych komunistów niepodległość, suwerenność i patriotyzm były zawsze zagrożeniem ich istnienia. Dla polskich komunistów niepodległość, suwerenność i patriotyzm, to było co najmniej „odchylenie nacjonalistyczne”, a nade wszystko „faszyzm”. W szerszym jeszcze kontekście historycznym grunt ideowy i kulturowy pod kompradorskość stworzyło celowe niszczenie polskiego patriotyzmu. I to od ludobójczej eksterminacji polskich elit w okresie II wojny światowej, po prowadzoną politykę niszczenia patriotyzmu w PRL-u oraz jego stałą destrukcję i marginalizację w III RP. Kompradorskość polskich elit politycznych jest wszakże stałą ich cechą tylko dzięki nieustannemu samoodtwarzaniu i samoreprodukcji tych elit poprzez proporcjonalną ordynację wyborczą do Sejmu. Polscy wyborcy głosują, ale w istocie nie wybierają, gdyż głosują na już wybranych na listy partyjne. Sami zaś możliwości bezpośredniego startu w wyborach nie posiadają. I nie ma rzeczywistych możliwości zaprzestania tej samoreprodukcji i pozbycia się kompradorskich elit politycznych. Nie ma więc możliwości zaprzestania kompradorskiej polityki gospodarczej. Z wszystkimi tego skutkami dla wielkiej skali bezrobocia i niskich indywidualnych dochodów narodowych netto większości Polaków.
JOW zamiast list partyjnych
Żeby to zmienić, trzeba zmienić ordynację wyborczą w wyborach do Sejmu. Zamiast ordynacji list partyjnych, trzeba wprowadzić większościową, opartą o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych.
Wojciech Błasiak
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Wojciecha Błasiaka pt. „Kompradorzy” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 6 (953) z dnia 4 lutego 2014 roku, s. 11. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Wojciech Błasiak / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 6 (953)/2014, s. 11.





