Ewa Działa-Szczepańczyk w felietonie z 11 stycznia 2019 r. rozkłada na czynniki pierwsze siedem dogmatów ideologii neomarksizmu – tzw. marksizmu kulturowego – który dziś stanowi „religię” postępowych elit zachodnich. Pierwszy dogmat: w świecie ludzi nie występuje coś takiego jak płeć męska i żeńska (ogłoszono już ok. 60 rodzajów płci). Drugi: odrzucamy zachowania i wartości przypisane płci przez kulturę. Trzeci: równość ras jako dogmat (ignorujący ewolucyjne różnice). Czwarty: równorzędność kultur w społeczeństwach zróżnicowanych („multikulti”). Piąty: odrzucamy gorset religijnych i obyczajowych ograniczeń seksualności – właśnie w tym punkcie neomarksiści święcą triumfy od lat 60. XX wieku (rewolucja seksualna). Szósty: życie płodu jest mniej cenne niż życie dorosłego człowieka (podstawa dla aborcji na życzenie i eutanazji). Siódmy: zwalczanie postaw godzących w doktrynę przez zmianę znaczenia pojęć (rasista, homofob, transfob) i „pałę” nowomowy (walka z „mową nienawiści”). Autorka pokazuje, jak neomarksizm – pod przykrywką „postępu” i „nowego” – prowadzi do intelektualnego i duchowego kastrowania ludzi i degrengolady rodziny.
Czy „nowe” oznacza „lepsze”? Odpowiedź brzmi – czasami TAK, ale tylko, czasami.
Żyjemy w epoce, która naznaczona jest w przestrzeni publicznej pewnymi po
stokroć powtarzanymi „prawdami”. Nie są to ani prawdy ujawnione, ani objawione,
ani prawdy oczywiste, ani wreszcie, prawdy zweryfikowane. Jedyne co je
charakteryzuje to, to że są ustawicznie nam sączone do głów.
Z czasem stają się dla nas opiniami tak oczywistymi, że nie uważamy za konieczne
by mogły podlegać jakiejkolwiek obróbce intelektualnej. Zrastają się tak dalece
z naszym ja, że już nie dostrzegamy ich nielogiczności. Takim „hitem” ostatnich
lat jest dogmat: „świat idzie do przodu, trzeba iść z duchem czasu – wszystkie
idee które się pojawiają są wartościowe, bo są nowe” Ten, kto ich nie chce
zaakceptować jest zatęchłym konserwatystą, „ciemnogrodem”, wstecznikiem i
człowiekiem o ciasnym umyśle nie umiejącym się otworzyć na wyzwania nowego
świata. Dlaczego dzisiejszym Wielkim Kreatorom Ludzkości, tak mocno zależy,
byśmy bezkrytycznie przyjmowali wszystko co nowe? Odpowiedź jest prosta. To co
nam serwują ci „mądrzejsi z definicji” nie ma podlegać intelektualnej analizie,
bo gdybyśmy się jej dopuścili, okazało by się, że mamy do czynienia z wielką
mistyfikacją.
A cóż za „nowość” chcą nam wcisnąć ci Wielcy Kreatorzy Ludzkości? Ano, kilka
ideologicznych dyrdymałów, które niczym muzyka disco polo łatwo wpadają w ucho,
ale niewiele są warte. I to my oczywiście mamy w nie wierzyć, Oni – w żadnym
wypadku. Ten ideologiczny bełkot to odsmażane stare kotlety czyli ideologia
marksistowska serwowana nam obecnie w nowej odsłonie – w świeżej i bardziej
pikantnej panierce – czyli w postaci neomarksizmu (marksizmu kulturowego).
Najzabawniejsze jest to, że propagatorzy tej ideologicznej papki to zdeklarowani
ateiści, mieniący się spadkobiercami ludzi światłych, pragmatycznych, ufających
wyłącznie zdobyczom nauki, a tak naprawdę w głoszonych przez siebie „prawdach”
czynią to, co jest dokładnym zaprzeczeniem idei „mędrca szkiełka i oka”.
Zupełnie lekceważą zdobycze nauki, mało tego, oni, jeżeli zachodzi taka
potrzeba, naukę naginają do głoszonej przez siebie ideologii. Oto kilka
przykładów założeń i dogmatów tej „religii” z próbą wykazania ich
irracjonalności:
Siedem dogmatów neomarksizmu
1. W świecie ludzi nie występuje coś takiego jak płeć męska i żeńska. Płeć jest
kwestią samopoczucia i deklaracji. Tym sposobem ogłoszono już około 60
rodzajów płci występujących u naszego gatunku. Brak słów by to komentować. A
gdzie zdobycze genetyki, biologii molekularnej, nie mówiąc już o zwykłej
znajomości praw rządzących rozmnażaniem organizmów generatywnych. Nic to –
ważniejsze jest krzewienie idei, która docelowo ma nas pozbawić własnej
tożsamości w tym tej najbardziej pierwotnej czyli płciowej.
2. Odrzucamy zachowania, normy i wartości przypisane płci przez kulturę. Nie ma
ról społecznych przypisanych kobiecie i mężczyźnie – nie będzie powodu by
panoszyła się dyskryminacja ze względu na płeć. Z pozoru logiczne, ale tylko
z pozoru. A dlaczego nie odwrócić sytuacji – wzmacniajmy „specjalizację”
płci co do jej roli w rodzinie i społeczeństwie i uczmy się te role
doceniać, a wszelkie patologie po prostu piętnować i karać. Ale według
Kreatorów Lepszego Świata – nie ma takiej opcji – ma być na opak – „kobiety
na traktor, mężczyźni do szydełkowania”, bo wtedy degrengolada społeczna się
dopełni.
3. Krzewimy ideę równości ras. Brzmi atrakcyjnie. Tylko jest jeden szkopuł –
ludzie różnych ras różnią się jednak i to wieloma parametrami – i bardzo
dobrze, w końcu setki lat ewolucji zrobiły swoje. Nie marnujmy tej
spuścizny, uczmy ludzi wzajemnej tolerancji mimo istnienia między nimi
różnic, a nie zaprzeczajmy ich istnieniu.
Zapraszamy do działu Felietony…
4. Postulujemy równorzędność kultur w społeczeństwach zróżnicowanych etnicznie,
kulturowo i religijnie („multikulti”). Ta kolejna „urowniłowka” brzmi
również całkiem nieźle. Tylko rzeczywistość niestety mocno zgrzyta. Okazuje
się, że jak zawsze w socjalizmie realizowanym w praktyce są równi i
równiejsi (patrz: traktowanie katolików w „oświeconej” Europie).
5. Odrzucamy gorset krępujący naszą seksualność w postaci nakazów religijnych i
lokalnej obyczajowości. Każdy człowiek może się realizować w tym zakresie do
woli, nie bacząc na ewentualne skutki uboczne np. w postaci zadawania
cierpienia innym. Taki selfik seksualny „ ja w centrum i ewentualnie reszta
w tle”. Na tym polu neomarksiści święcą triumfy już od lat 60-tych – bo nie
ma nic przyjemniejszego jak dogodzić sobie i wyłącznie sobie nie licząc się
z innymi np. krzywdą żony, męża, dzieci. Właśnie neomarksistom o to chodzi –
zniszczyć rodzinę. Wówczas człowiek niczym „wolny elektron”, samotny wśród
tłumu jest bardziej podatny na wpływy. Nie mając wsparcia w rodzinie,
najczęściej szuka jej erzacu (bo człek to istota stadna) w postaci wolnych
związków, sekt, znajdując „ukojenie” w używkach, narkotykach i alkoholu.
Szybko się wykańcza nie doczekawszy emerytury, ale zanim to nastąpi to sporo
popracuje. To wspaniały modelowy obywatel Nowego Lepszego Świata, oczekiwany
z utęsknieniem przez neomarksistów.
6. Życie człowieczego płodu jest mniej cenne niż życie w pełni rozwiniętego
człowieka” Ten dogmat jest wyjątkową mieszanką hipokryzji i udawanej
ignorancji, co do znajomości rozwoju człowieka. Doprawdy, to że część życia
człowiek realizuje wewnątrz macicy, nie oznacza, że jest w tym czasie
„gorszy” w stosunku do tego, który już znalazł się na zewnątrz czyli się
urodził. My ssaki tak mamy, że musimy jakiś czas tam pobyć. Ptaki i gady ten
czas spędzają wewnątrz jaj , inne zwierzaki od razu rozwijają się w
środowisku zewnętrznym. Czy to oznacza, że życie tych ostatnich jest cenne
od samego początku, a nasze niekoniecznie? Jeżeli już jednak jakimś fuksem
uda się nam narodzić, to jeszcze nie koniec naszych problemów z
nemarksistami. Czyhają oni, bowiem na nas w klinikach specjalizujących się w
dokonywaniu autanazji w przypadku, gdybyśmy nie mieli szczęścia urodzić się
pięknym i w miarę zdrowym egzemplarzem.
7. Zwalczanie z całą konsekwencją postaw i działań godzących w doktrynę
neomarksistowską. Tu szermierze „postępu” mogą sobie pogratulować
pomysłowości, ale przede wszystkim skuteczności. Wpadli oni bowiem na
szatański pomysł – zmiany znaczenia pojęć i dostosowania ich do własnych
potrzeb. Neomarksiści każdemu nie podzielającemu ich doktryny człowiekowi
(ruchowi, organizacji, czasami całemu narodowi) przykleją odpowiednią łatkę
np. rasisty czy homofoba, po czym wyciągają swoją „pałę” nowomowy np. walki
z nietolerancją, z mową nienawiści, z antysemityzmem, z rasizmem i ostatnio
„modnym” faszyzmem i okładają nią z upodobaniem upatrzonego przez siebie
wroga, czasami doszczętnie go niszcząc, a czasami tylko dyscyplinując.
Podsumowując, neomarksizm według jej twórców i propagatorów, to ideologia
perspektywiczna. Jest świetnym narzędziem do intelektualnego i duchowego
kastrowania ludzi, a następnie uczynienia z nich istot bytujących na poziomie
czysto biologicznym. Z takim ubezwłasnowolnionym „materiałem” łatwo sobie już
dalej poradzić. Docelowo ma on składać się z ludzi – rabów, ale co
najważniejsze, nie mających świadomości, że nimi są, mało tego, zadowolonych ze
swojego niewolniczego statusu. Ci, którzy już dzisiaj zostali tą ideologia
zainfekowani, mają pierwsze objawy kliniczne tej choroby – uważają siebie za
awangardę postępowej ludzkości. Nie dajmy sobie zaimplementować tego bakcyla, bo
gdy będziemy mieć do czynienia z pandemią to będzie już za późno.




