Czerwone kartki, transparenty i skandowane hasła o „prawie wyboru”. W czwartkowy wieczór przed Sejmem zwolennicy aborcji protestowali pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Byliśmy na miejscu i zapytaliśmy uczestników, o co właściwie walczą. W rozmowach szybko okazało się, że za głośnymi hasłami nie stoją żadne przemyślane argumenty. Jedna z protestujących stwierdziła, że mężczyźni „tylko się spuszczają” i nie mają nic do powiedzenia w sprawie dziecka. Trudno było również uzyskać sensowne wyjaśnienie, w którym momencie płód powinien być uznany za żywego człowieka.
Co się działo przed Sejmem?
Proaborcyjna manifestacja odbyła się 22 października na skrzyżowaniu ulic Wiejskiej i Matejki. Data nie była przypadkowa. Dokładnie sześć lat wcześniej Trybunał Konstytucyjny orzekł, że aborcja z powodu ciężkich wad płodu jest niezgodna z konstytucją. Warszawski protest był częścią ogólnopolskiej akcji w 28 miastach, którą zorganizowały m.in. Fundacja Widzialne, Ogólnopolski Strajk Kobiet i Akcja Demokracja.
Mimo deszczu przed Sejmem zebrało się według szacunków ok. 250 osób. Pojawili się m.in. przedstawiciele Amnesty International, politycy Lewicy i Razem oraz wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat. Uczestnicy trzymali transparenty z hasłami „Martwe nie będziemy” i „Brak legalnej aborcji zabija” oraz skandowali „Rewolucja to kobieta”. Politykom pokazywali symboliczne czerwone kartki.
Jak widać, protestującym nie wystarczyło to, co już dwa dni wcześniej przegłosował Sejm. Posłowie przyjęli bowiem częściową dekryminalizację aborcji i pomocy przy jej przeprowadzeniu oraz przywrócenie aborcji z powodu ciężkich wad płodu. Uczestnicy manifestacji domagają się jednak znacznie więcej, czyli aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży i pełnej dekryminalizacji.
„Mężczyźni tylko się spuszczają”
Postanowiliśmy porozmawiać z uczestnikami protestu. Pytaliśmy między innymi o rolę ojca dziecka przy podejmowaniu decyzji o aborcji. Jedna z protestujących nie miała wątpliwości co do tej kwestii. Według niej mężczyźni „tylko się spuszczają” i na tym ich rola się kończy, a decyzja o losie dziecka należy wyłącznie do kobiety.
Trudno o bardziej wymowne podsumowanie tej ideologii. Ojciec zostaje w niej sprowadzony do roli dawcy materiału biologicznego, a dziecko do „problemu”, który można usunąć. Te same środowiska, które na co dzień domagają się od mężczyzn odpowiedzialności za rodzinę, w kwestii życia dziecka odbierają im prawo głosu.
Do kiedy płód jest płodem?
Pytaliśmy też, od kiedy według protestujących mamy do czynienia z dzieckiem. Tu zaczynały się problemy. Rozmówcy nie potrafili wskazać jasnej granicy, choć to od niej zależy cały ich postulat aborcji do 12. tygodnia. Najczęściej powtarzanym argumentem było to, że płód nie potrafi samodzielnie żyć poza organizmem matki, więc można go usunąć.
Zauważmy, że ten argument nie ma żadnych szans w zderzeniu z rzeczywistością. Samodzielnie nie przeżyje również wcześniak w inkubatorze, noworodek, osoba w śpiączce czy ciężko chory człowiek zależny od opieki innych. Nikt rozsądny nie stwierdzi, że z tego powodu ich życie jest mniej warte.
Uderzające było również to, jak łatwo protestujący mówili o powodach, dla których dziecko można usunąć. Wystarczy „gorszy moment” w życiu albo brak odpowiednich warunków materialnych. O dziecku mówiło się jak o przeszkodzie, a nie jak o człowieku. Te same środowiska potrafią zresztą z ogromnym zaangażowaniem bronić zwierząt. Niedawno zaś pod ratuszem rozpaczano nad losem dziczki Marlenki, podczas gdy przy Wiejskiej działa punkt aborcyjny. Trudno w tym miejscu nie dostrzec rażącej hipokryzji ze strony lewicowych środowisk.
Kontrmanifestacja i kordon policji
Przed Sejmem pojawili się także obrońcy życia. Rozstawili namiot i nagłośnienie przy punkcie AboTak, który od miesięcy działa naprzeciwko Sejmu. Z głośników odtwarzali opisy tego, jak w rzeczywistości wygląda zabieg aborcji. Gdy uczestnicy kontrmanifestacji skierowali się w kierunku głównej manifestacji, doszło między nimi do ostrej wymiany zdań. Z tłumu zwolenników aborcji padały wulgarne okrzyki, a momentami dochodziło też do przepychanek. Policja rozdzieliła obie grupy kordonem. Rzecznik stołecznej policji młodszy aspirant Jakub Filipiak zapewniał, że „nie było żadnej scysji ani interwencji”.
Co dalej z ustawami aborcyjnymi?
Przegłosowane przez Sejm ustawy trafią teraz do Senatu. Ustawa o częściowej dekryminalizacji przeszła zaledwie czterema głosami, stosunkiem 217 do 213. Za przywróceniem aborcji z powodu wad płodu głosowało 233 posłów, przeciw było 203. Po przejściu przez Senat oba projekty trafią na biurko prezydenta Karola Nawrockiego, który może je podpisać, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Środowiska pro-life apelują o weto. Czwartkowy protest pokazał jedno. Uczestnicy głośno domagają się „prawa do aborcji”, ale nie potrafią spójnie wyjaśnić, dlaczego i do kiedy wolno odebrać życie dziecku.



