Dieter Przewdzing, burmistrz Zdzieszowic na Opolszczyźnie, został brutalnie zamordowany 18 lutego 2014 r. w swoim domu, a śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Opolu pod obserwacją Prokuratury Generalnej. Michał Soska przypomina sylwetkę samorządowca, który rządził miastem od 1975 r., najpierw z nadania PZPR, a po 1990 r. z ramienia Komitetu Wyborczego Mniejszość Niemiecka, i którego w kręgach mniejszości nazywano „kanclerzem Przewdzingiem”. Opisuje jego ostatnie wystąpienia na rzecz gospodarczej autonomii Śląska, protesty PiS i Ligi Obrony Suwerenności oraz apel Bernarda Gaidy, przewodniczącego Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych, o specjalny nadzór nad śledztwem. Przytacza rozmowę z Norbertem Raschem z TSKN na Śląsku Opolskim. Pyta, dlaczego zabójstwo burmistrza miałoby być traktowane inaczej niż każde inne, i zestawia przywileje mniejszości niemieckiej w Polsce z sytuacją Polonii w Niemczech, która wciąż nie ma statusu mniejszości narodowej.
Polska dzisiaj
18 lutego brutalnie zamordowany został burmistrz Zdzieszowic na Opolszczyźnie. Prokuratura Okręgowa w Opolu prowadzi intensywne śledztwo, a dokładnie obserwuje je Prokuratura Generalna. Dieter Przewdzing znaleziony został w swym domu w kałuży krwi, z licznymi ranami ciętymi. Jedna z hipotez mówi o tle rabunkowym morderstwa, na Opolszczyźnie spekuluje się jednak, czy nie był to mord polityczny.
Sęk tkwi bowiem w tym, że Przewdzing mocno akcentował swą niemieckość, powiązany był z Towarzystwem Sp o ł e c z n o – Ku l t u r a l n y m Niemców na Śląsku Opolskim, a w ostatnim czasie nawoływał do autonomii gospodarczej Śląska, co – zdaniem krytyków – było łamaniem konstytucji RP.
Teraz o specjalny nadzór nad śledztwem apeluje mniejszość niemiecka. Czy fakt, że zamordowany burmistrz był Niemcem i działał w organizacji mniejszości, zaważy na intensywności prowadzenia śledztwa i tempie jego wyjaśnienia?
„Kanclerz Przewdzing”
Przewdzing rządził Zdzieszowicami od 1975 r. Najpierw jako sekretarz miasta, potem, z woli PZPR, był jego naczelnikiem. Po 1990 r. nadal był burmistrzem, ale już z ramienia Komitetu Wyborczego Mniejszość Niemiecka. Rządził za czasów Gierka, Kani, Jaruzelskiego, Wałęsy, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego i Komorowskiego, przetrwał 10 opolskich wojewodów. Na Opolszczyźnie mówiono o nim: „Kanclerz Przewdzing” – oczywiście w kręgach mniejszości. Pod koniec lat 80. odkupił od państwa znacjonalizowane po wojnie rodzinne gospodarstwo, odbudowując je z ruiny. Mówił o sobie, że jest śląskim Niemcem, choć za PRL o niemieckości raczej milczał i był członkiem PZPR i ORMO. Od powstania Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców był związany z mniejszością. Z dumą podkreślał, że Przewdzingowie nie wyparli się niemieckich korzeni i za PRL nie zmienili nazwiska.
W ostatnim czasie głośno, publicznie żądał autonomii gospodarczej dla Śląska. Jego gmina kiedyś należała do pięciu najbogatszych w Polsce. Ale gdy duże firmy zaczęły swe siedziby przenosić ze Zdzieszowic do stolicy czy na Śląsk, a dochody z podatków spadły o 20 mln zł, Przewdzing zaczął „pyskować w obronie swojego heimatu”: że Warszawa rozkrada śląski majątek, wypompowuje pieniądze z samorządów, że bogaci się kosztem śląskich gmin, które biednieją. Na podstawie takich populistycznych haseł zaczął mówić o gospodarczej (to trzeba przyznać – nie politycznej) autonomii Śląska od Polski.
Nic więc dziwnego, że Przewdzing miał wrogów. PiS oraz Liga Obrony Suwerenności domagały się usunięcia go z urzędu z powodu łamania konstytucji. Przed urzędem miejskim w Zdzieszowicach odbyła się pikieta. PiS złożyło też do Prokuratury Generalnej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez nawoływanie do separatyzmu. Nawet dla PO takie hasła poszły za daleko i w oświadczeniu w dość dziwny sposób odcięła się od Przewdzinga, stwierdzając, że „oderwanie Śląska od Polski nie da oczekiwanych przez burmistrza rezultatów”. Wśród lokalnej społeczności, a zwłaszcza w kręgach mniejszości niemieckiej, Przewdzing cieszył się jednak dużym autorytetem, co ukazała także wyjątkowa aktywność środowisk mniejszościowych po pojawieniu się informacji o zabójstwie. Niektórzy działacze z góry wydają się wiedzieć, że zabójstwo dokonane zostało przez politycznych przeciwników, i domagają się specjalnego traktowania tego śledztwa.

Niemcy za, a nawet przeciw
Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, wystosował apel „do najwyższych władz państwowych” o specjalny nadzór nad śledztwem. Zamordowanego burmistrza nazwał „niestrudzonym pomysłodawcą i propagatorem idei gospodarczej autonomii Śląska”, który „określał siebie Ślązakiem i Niemcem jednocześnie”. Zdaniem Gaidy, „idea daleko idącego pogłębienia samorządności znalazła wielu zwolenników, ale też wielu przeciwników, którzy usiłowali ją i jej twórcę zdyskredytować”. Z zadziwiającą szczerością przyznaje Gaida, iż „organizowano protesty i demonstracje (…). Działalność publiczna Dietera Przewdzinga, (…) jego jasny związek z Mniejszością Niemiecką wywoływały wrogie postawy”. Te fakty traktuje jednak jako powód, dla którego śledztwo miałoby zostać objęte „specjalnym nadzorem”, a jego wyniki „pilnie ujawnione”.
Przeczytaj również: Niemiecka lewica opluwa pamięć ofiar stalinizmu. Co wydarzyło się przy grobach Liebknechta i Luksemburg
Norbert Rasch, przewodniczący TSKN na Śląsku Opolskim, w rozmowie z „Naszą Polską” wyraźnie odcina się od pomysłów Przewdzinga. „Był osobą, która domagała się większej niezależności dla samorządów. Według niego były one coraz bardziej okrajane z kompetencji, a jednocześnie dodawano im coraz więcej zadań bez wsparcia finansowego. Wszystko zostawało na garnuszku gminy. Poza tym przedsiębiorstwa, które są usytuowane w danej gminie, mogą płacić podatki w Warszawie lub gdzie indziej. Te podatki powinny zostać na miejscu. Dla Przewdzinga więcej samorządności było jednoznaczne z autonomią”. Na pytanie, jak konkretnie miała wyglądać taka samorządność gospodarcza, wyraźna odpowiedź jednak nie pada. „Nie wiem, nigdy nie słyszałem o konkretnym przedstawieniu zasad funkcjonowania takiej autonomii” – mówi Rasch, dodając: „Autonomia gospodarcza nie jest realizacją programu mniejszości niemieckiej. To autorski projekt Przewdzinga”. Ale oświadcza też: „My popieramy dążenia samorządów do większej samorządności”.
Przeczytaj również: Wyszukane przez Zbigniewa Żmigrodzkiego
Specjalne traktowanie
Zapytany, czy wierzy, że morderstwo na tle politycznym jest możliwe, Norbert Rasch także odpowiada niejednoznacznie, choć w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” sugerował, iż Przewdzing miał wielu wrogów: „Domysłów jest wiele. Jedni myślą o gospodarczych, inni o politycznych przyczynach. Ale każde z nich należy weryfikować i ewentualnie wykluczać. Dajmy czas, by wypowiedziała się prokuratura”.
Prokuratura Generalna oczywiście potwierdza, że jest zainteresowana sprawą i będzie ją „bacznie obserwować”. Dzień po zabójstwie do Zdzieszowic przybył wojewoda opolski Antoni Jastrzembski (PSL), by „podtrzymać na duchu współpracowników Przewdzinga”. Komisja Wspólna Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych uczciła na swym posiedzeniu pamięć zabitego minutą ciszy oraz zamierza zająć się sprawą na kolejnym.
Sprawa śmierci burmistrza powinna jednak być traktowana tak samo, jak każde inne zabójstwo. Jakiekolwiek specjalne traktowanie śledztwa tylko dlatego, że burmistrz Zdziechowic należał do mniejszości niemieckiej i że organizacja tej mniejszości się tego domaga, byłoby potwierdzeniem wyjątkowej roli i wpływów Niemców, nie tylko na Śląsku Opolskim, ale i w państwie polskim.
Uprzywilejowana mniejszość
Niemcy są największą mniejszością etniczną w Polsce, lecz stanowią jedynie 0,4 proc. obywateli (ok. 150 tys.). Z budżetu państwa finansowana jest największa organizacja mniejszości – właśnie TSKN. Język niemiecki jako pomocniczy wprowadzony jest w 22 gminach, w 28 gminach dwóch województw wprowadzono 335 dodatkowych niemieckich nazw miast i wsi (dwujęzyczne tablice). Język niemiecki jako wykładowy obowiązuje w 148 przedszkolach, 196 szkołach podstawowych i 57 gimnazjach województwa opolskiego, w 111 placówkach województwa śląskiego i 11 województwa warmińsko-mazurskiego. Mniejszość niemiecka posiada własny tygodnik (finansowany przez państwo oraz z niemieckiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych), kilkaście audycji radiowych w lokalnych rozgłośniach oraz własne radio internetowe, a także własne programy na antenie TVP Opole i komercyjnej TV Silesia.
Niemcy traktują nasze państwo niczym dojną krowę, ciesząc się bardzo szerokimi dotacjami z budżetu, podczas gdy licząca 1,5 do 2 mln osób Polonia w Niemczech nie jest nawet uznawana za mniejszość narodową (taki status odebrała Polakom III Rzesza). A co się z tym wiąże – nie korzysta z żadnych dotacji państwowych na działalność kulturalną i edukacyjną, nie ma możliwości prowadzenia placówek edukacyjnych z polskim językiem wykładowym czy nadawania w mediach publicznych własnych programów. Choć historia Polonii w Niemczech sięga początku XIX w., Niemcy argumentują, że nie jest to zasiedziała mniejszość, lecz młode skupisko emigrantów. A kolejne polskie rządy nie czynią nic, by Niemcy cofnęły hitlerowską regulację, dyskryminującą naszych rodaków w RFN.
Michał Soska
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Michała Soski pt. „Śledztwo pod specjalnym nadzorem” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 10 (957) z dnia 4 marca 2014 roku, s. 1, 14. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Michał Soska / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 10 (957)/2014, s. 1, 14.



