Zbigniew Żmigrodzki w felietonie „Godna rocznica” z 18 lutego 2018 r. celebruje 110 lat od powstania ruchu skautowego – harcerstwa. Publicysta wraca do początków: angielski wojskowy, generał Robert Baden-Powell, w 1908 r. opublikował książkę „Scouting for boys” – biblię ruchu. Rok później jego siostra Agnes założyła skauting żeński. Do Polski „Scouting for boys” przetłumaczył Andrzej Małkowski w 1911 r. – Żmigrodzki podkreśla to jako moment inicjacyjny polskiej wersji ruchu. Pierwsze drużyny powstały w Galicji i w Kongresówce w latach 1911-1913. Autor obserwuje polską historię harcerstwa: rolę w Powstaniu Warszawskim (Szare Szeregi, kompania „Zośka”), zwalczanie przez komunistów po 1945 r., kontynuacja niezależnych struktur poza PZPR. Felieton wpisuje się w polską konserwatywną refleksję nad ideą Baden-Powella jako fundamentu wychowania obywatelskiego.
Temat kontynuujemy w artykule: Zdzisław Badocha „Żelazny” – postrach bezpieki
W tym roku mija 110 lat od powstania ruchu skautowego – harcerstwa. Zainicjował go angielski wojskowy – generał Robert Baden – Powell, publikując książkę „Scouting for boys”( 1908, przetłumaczył ją Andrzej Małkowski w 1911 roku). Siostra generała, Agnes założyła w 1909 r. skauting żeński. W Polsce pierwsze drużyny powstały w latach 1910 – 1912, we Lwowie, Krakowie, Warszawie, ale również na prowincji – w Nowym Sączu, Częstochowie, Kielcach, Radomiu.. Od 1920 r. odbywały się doroczne zloty światowe – Jamboree.
Ideą harcerstwa było wychowanie obywatelskie poprzez rozwijanie charakteru, zdrowia i sprawności fizycznej, w kontakcie z przyrodą. Dużą rolę w tworzeniu nowego ruchu odegrała narodowa organizacja niepodległościowa „Zarzewie” oraz jej formacje „Pet” i „Zet”. Sprawnościom harcerskim służyły ćwiczenia i obozy. W 1939 roku. na świecie było już 3,3 mln harcerzy. Przed samą wojną zostałem zuchem ( „zuchy”- była to młodsza formacja harcerstwa) w gromadzie zuchów „Dzielnych”, którą prowadziła Irena Stasiecka, żona Eugeniusza, szefa Głównej Kwatery „Szarych Szeregów”, sławnego „porucznika Piotra”, poległego w Powstaniu Warszawskim. Zachowała się moja fotografia – w mundurku i w berecie z główką wilczka (zuchy, inaczej niż harcerze, zamiast czapek mieli berety z „wilczkiem”). Po wojnie moje harcerstwo trwało krótko: nasz drużynowy i dwaj druhowie musieli uciekać ( byli w konspiracji u „Warszyca”), drużynę rozwiązano. Do opanowanego przez komunistów związku już się nie zapisałem. Obecna sytuacja – kilka harcerskich organizacji – optymizmem bynajmniej nie napawa.
Temat kontynuujemy w artykule: „Chłopcy silni jak stal”
Zbigniew Żmigrodzki



