Wojciech Reszczyński w felietonie „Degrengolada” z listopada 2009 r. (przedruk NP 43/2009, publikowany na portalu 6 czerwca 2012 r.) rozprawia się z powrotem znanego polityka do rzekomo „przyjaznej” komisji sejmowej „Przyjazne Państwo”. Autor opowiada swoje własne, karkołomne doświadczenie: prosta zmiana meldunku dla mikroprzedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą oznacza karuzelę PKD, GUS, ZUS, Urzędu Skarbowego (rejestr, PIT, VAT), WKU, tablic rejestracyjnych samochodu i dowodu osobistego. Urzędniczka rozbrajająco potwierdza: „wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało”. Reszczyński punktuje trzy odsłony patologii III RP: uczciwy obywatel traktowany jak przestępca; urzędnik ujawniający afery ma 8 lat więzienia; sądy polskie oddają Niemcom gospodarstwa na Mazurach po 26 latach od wyjazdu z Polski. Publicysta punktuje też bezkarnych łapówkarzy „ofiarami prowokacji” i wpisuje polską państwowość w orwellowski kontekst.
Więcej na ten temat w tekście: Kim są maślarze i kim są harcerze
Sprawdź także: Anna Kanigowska, informatorka Onetu, która w kampanii uderzała w Nawrockiego, trafiła do więzienia
Sprawdź także: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?
Wrócił do łask facet, którego głupawe i chamskie popisy wskazywały na pewne problemy osobowościowe, facet, po którym można się było spodziewać szybkiego pogrzebania tej partii, która przygarnęła go z miłości do jego gotówki i prymitywnej hucpy. Staje znowu na czele komisji, której nazwa jest policzkiem dla każdego przedsiębiorcy czy petenta oczekującego od dawna takich zmian w stosunkach obywatel-państwo, aby państwo to służyło obywatelowi, a nie odwrotnie. Każdy, kto zmieniał miejsce zameldowania, a prowadzi działalność gospodarczą, doskonale wie, z czym to się wiąże. To jest tak, jakbyś się człowieku dopiero co urodził. Praktycznie zakładasz firmę od zera, bo inna ewidencja działalności gospodarczej (rejestr), inny Regon, GUS, ZUS, Urząd Skarbowy (podatkowy, dochodowy i od VAT), WKU, nowe tablice rejestracyjne samochodu. Zaczyna się od zmiany dowodu osobistego, a potem niekończąca się mordęga z „pitami”, zgłoszeniami, oświadczeniami, itd., itp., i bieganina po urzędach, bankach. Najzabawniej jest, kiedy przepisujesz z aktualnego wykazu działalności ujętych w PKD (Polska Klasyfikacja Działalności) nowe liczby i cyferki w miejsce starych, już nieaktualnych. Te zaszyfrowane oznaczenia mówią urzędnikom o tym, czym się zajmujesz. Nazwa tego, czym się zajmujesz, nie ulega zmianie, zmieniają się tylko oznaczenia. Obsługująca urzędniczka ze spokojem wytrzymała wszystkie moje komentarze, po czym z rozbrajającą szczerością i tym charakterystycznym luzem powiedziała, że wraz z pojawieniem się tego faceta od przyjaznej komisji wszystko się u nas jeszcze bardziej skomplikowało. Jest gorzej niż było. Ale to nie wszystko, bo gość, którego ręce bywają zajęte trzymaniem sztucznego penisa i pistoletu, co pokazuje w kółko telewizja, będzie teraz współprzewodził swojej partii. Ma być jej twarzą. Zamiast statusu podejrzanego przez prokuraturę za przekręty przy wpłatach na swoją kampanię wyborczą dostaje awans, po którym, jak widać, jego partia spodziewa się dalszych sukcesów. Zamiast kompromitacji i odejścia w publiczny niebyt, zamiast leczenia w zakładzie zamkniętym, kop w górę na salony władzy i mediów. Za chwilę pewnie zostanie premierem 38-milionowego narodu i zmieni nam godło z białego orła na świński ryj. I pomyśleć, że w tym roku przypada 20 lat od odzyskania wolności po 44 latach komuny. Wszystko jest u nas możliwe, bo żyjemy w kompletnej paranoi. Człowiek uczciwy traktowany jest jak przestępca. Urzędnik, który ujawnia afery, traci pracę i jest oskarżony o przekroczenie uprawnień, za co grozi mu do 8 lat więzienia. Łapówkarze zostają uznani za ofiary bezlitosnej prowokacji. Fałszywe uwiedzenie posłanki jest większą zbrodnią niż korupcja, której się dopuściła. Jeszcze większą zbrodnią jest próba uwiedzenia telewizyjnej celebrytki i na tym skupia się uwaga mediów, a nie na forsie, którą sobie, ot tak, zgarnęła. Skorumpowanego lekarza bronią ci, którzy nie widzą nic złego w tym, że płacili mu do ręki. W obronie gwałciciela w Ratuszu miejskim zawiązują się komitety obywatelskie, a na listach protestacyjnych widnieją utytułowane nazwiska miejscowych prominentnych „elit”. Współpracownik komunistycznych służb pozostaje niekwestionowanym autorytetem, podobnie jak poetka sławiąca Stalina, ale o tym nie wolno nawet wspomnieć, bo zostanie to odebrane jako atak na „dobro narodowe”. Pluje się na wszystko, co polskie i narodowe. Można wsadzać polskie flagi w psie gówna i bezczelnie rechotać do woli na oczach wielomilionowej publiczności. Można obrażać urząd prezydenta, gdy nie jest on pupilkiem „salonu”. Można pisać o polskim patriotyzmie, że jest faszyzmem, idiotyzmem i antysemityzmem. Polskie sądy orzekają w interesie byłych niemieckich właścicieli nieruchomości i wyrzucają ludzi z domów na bruk. Ostatnio Sąd Okręgowy w Olsztynie oddał Niemcom, którzy wyjechali z Polski 26 lat temu, gospodarstwo w Kanigowie na Mazurach. Wojciech Reszczyński NASZA POLSKA NR 43/2009




