Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek chce, by prokuratura wyciągnęła konsekwencje wobec prezydenta Karola Nawrockiego za jego piątkowe wejście do Trybunału Konstytucyjnego. Prokurator generalny ocenia postawę głowy państwa „w kategoriach prawnokarnych”, natomiast chwali sędziów za to, że nie dali się stłamsić „bandyckiemu najściu grupy z prezydentem na czele”. Problem w tym, że to rząd, w którym zasiada Żurek, przejął przy pomocy policji Trybunał, a konstytucja nie pozwala prokuraturze pociągnąć urzędującego prezydenta do odpowiedzialności karnej.
Żurek: wejście prezydenta do TK to sprawa dla prokuratury
W niedzielę 1 listopada 2026 r. minister Żurek mówił na antenie TVP Info o gorących wydarzeniach z piątkowej nocy pod budynkiem Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnijmy, że prezydent przyjechał do Trybunału w nocy z 30 na 31 października, po tym jak sędzia Anna Korwin-Piotrowska przy wsparciu policji przejęła kierowanie TK i odsunęła od obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego. Według ministra już samo wejście Nawrockiego do budynku było przestępstwem.
Samo jego wejście do Trybunału oceniam już w kategoriach prawnokarnych. To było naruszenie nietykalności budynku Trybunału. Jego współpracownicy zupełnie bezkarnie zachowywali się w budynku i myślę, że prokuratura musi wyciągnąć z tego tytułu konsekwencje.
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, TVP Info, 1 listopada 2026 r.
Minister nie szczędził również pochwał pod adresem sędziów, którzy w nocy blokowali prezydentowi drzwi. Zarzucił dodatkowo Nawrockiemu, że przeciskając się przez kordon, naraził na konsekwencje funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa.
Podziwiam ich za tę heroiczną postawę, że nie dali się stłamsić temu bandyckiemu najściu grupy z prezydentem na czele.
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, TVP Info, 1 listopada 2026 r.
Prokurator generalny wzywa samego siebie
Apel Żurka do prokuratury brzmi kuriozalnie, biorąc pod uwagę, że to on nią kieruje. Zauważmy, że od czasu połączenia obu funkcji minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym. Wzywając prokuraturę do wyciągnięcia konsekwencji, Żurek wzywa więc samego siebie. Nikt trzeźwo myślący nie uzna go w tej sytuacji za bezstronnego obserwatora całego konfliktu.
Zanim jednak przejdziemy do kwestii prawnych, to przypomnijmy, że już w piątek 30 października, dokładnie w dniu przejęcia Trybunału, Żurek złożył w TK pięć wniosków o uchylenie immunitetów. Cztery wnioski dotyczyły prezesa Święczkowskiego, a jeden wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Wnioski liczą łącznie 224 strony i 50 tomów akt. Żurek ogłosił to w piątek wieczorem, niemal w tym samym czasie, gdy obaj sędziowie zostali odsunięci od swoich obowiązków. Teraz natomiast minister domaga się konsekwencji dla prezydenta, który stanął w ich obronie. Gdzie w tym logika?
Co mówi konstytucja o odpowiedzialności prezydenta?
Wypowiedzi Żurka w sprawie piątkowych wydarzeń mają w praktyce niewiele wspólnego z obowiązującym prawem. Zgodnie z art. 145 Konstytucji RP prezydent za naruszenie konstytucji, ustawy lub za przestępstwo odpowiada wyłącznie przed Trybunałem Stanu. Postawić go w stan oskarżenia może jedynie Zgromadzenie Narodowe, czyli posłowie i senatorowie razem. Do tego jest potrzebny wniosek od co najmniej 140 członków Zgromadzenia i uchwała podjęta większością 2/3 ustawowej liczby jego członków. Natomiast w okresie sprawowania urzędu prezydent nie odpowiada przed sądami powszechnymi ani przed prokuraturą. Jedyną drogą jest wspomniany Trybunał Stanu.
Prokuratura nie ma więc żadnych narzędzi, aby wyciągać konsekwencje wobec urzędującej głowy państwa. Żurek, który jest z wykształcenia sędzią, doskonale o tym wie. Wygląda więc na to, że minister Tuska rzuca w telewizji groźby bez realnego pokrycia, czym albo pokazuje, że nie zna podstawowych przepisów albo je nagina w mediach na potrzeby szerzenia rządowej narracji.
Kto naprawdę łamie konstytucję w tym sporze?
Żurek przedstawia sprawę tak, jakby to prezydent naruszył porządek prawny. Tymczasem to właśnie obóz rządzący przeprowadził w piątek akcję, w przypadku której kwestie prawne budzą najwięcej wątpliwości. Konstytucja w art. 194 mówi o tym, że prezesa i wiceprezesa Trybunału powołuje prezydent. Tymczasem Korwin-Piotrowska zawiesiła obu na miesiąc, powołując się na art. 130 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych. Ta ustawa reguluje działanie sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych, a nie Trybunału Konstytucyjnego.
Sama Korwin-Piotrowska nigdy nie złożyła ślubowania wobec prezydenta, którego wymaga ustawa o statusie sędziów TK. Z tego powodu Nawrocki nie uznaje jej za sędzię. Do budynku Trybunału weszła pod osłoną policji i Służby Ochrony Państwa, a premier Donald Tusk w orędziu sam przyznał, że zapewnienie Trybunałowi bezpieczeństwa to zadanie władzy wykonawczej, „a więc moje”. Wychodzi na to, że szef Żurka wziął na siebie odpowiedzialność za operację, którą prezydent nazwał „siłowym przejęciem konstytucyjnego organu państwa”.
„Zamach stanu”. Tak tę noc ocenia druga strona
Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński nazwał działania wobec Trybunału zamachem stanu i całkowitym bezprawiem. Tak samo ocenia je prezes Święczkowski, PiS oraz były premier Węgier Viktor Orbán, który 31 października napisał na X, że Tusk przeprowadził zamach stanu wymierzony we własny naród.
Zastępcy prokuratora generalnego, których Żurek odsunął od obowiązków, zapowiedzieli zawiadomienie do prokuratury w sprawie zamachu stanu w Trybunale.
Prezydent w nocy wszedł do budynku TK po konsultacji z Pierwszym Prezesem SN i umożliwił wejście wiceprezesowi Sochańskiemu. Żurek właśnie ten aspekt nazwał bandyckim najściem. Zwolennicy prezydenta wskazują, że była to obrona konstytucyjnego organu państwa przed tymi, którzy przejęli go przy pomocy policji.



