Na Dolnym Śląsku powstaje prywatna akademia dronowa, w której polskich operatorów mają uczyć czynni żołnierze z ukraińskiego frontu. Za projektem stoi wrocławski biznesmen Radosław Tadajewski. MON odcina się od inicjatywy, a eksperci podkreślają, że taki projekt wymaga osłony ze strony kontrwywiadu. Sam Tadajewski przekonuje, że robi to, na co polskie wojsko powinno się zdecydować już dawno. Faktem jest, że polska armia wciąż ma problem z własnym programem dronów.
Czym jest akademia dronowa Flying Partisan?
Radosław Tadajewski w styczniu tego roku założył fundację Flying Partisan. Według doniesień „Rzeczpospolitej” buduje na Dolnym Śląsku akademię dronową. Szkolenia mają prowadzić czynni ukraińscy żołnierze z doświadczeniem na froncie, czyli specjaliści od wojny z wykorzystaniem dronów, jaką Ukraina od lat prowadzi z Rosją. Według „Rzeczpospolitej” projekt jest opóźniony.
Szczegóły przedsięwzięcia pozostają na razie owiane tajemnicą. Tadajewski potwierdził „Rzeczpospolitej”, że jest to prywatna inicjatywa, ale nie chciał zdradzać szczegółów aż do momentu jej sfinalizowania. Nie powiedział też, kogo konkretnie jego akademia ma szkolić.
„Robię to, co powinno robić polskie wojsko”
– Radosław Tadajewski, cyt. za „Rzeczpospolitą”
Najwięcej emocji wzbudził film, który promuje fundację. Widać na nim ukraińskie drony uderzeniowe dalekiego zasięgu UJ-26 Bober, które lecą w stronę Wielkiego Pałacu Kremlowskiego w Moskwie. Na koniec pojawia się rysunek chłopca z kontrolerem drona, nawiązujący do symbolu Małego Powstańca. Nie wszystkim ten spot promocyjny przypadł do gustu. Gen. Roman Polko nazwał nagranie dość prowokacyjnym.
Kim jest Radosław Tadajewski?
Radosław Tadajewski to przedsiębiorca z Wrocławia, który do tej pory nie był związany z branżą zbrojeniową. W rejestrze beneficjentów rzeczywistych figuruje jako właściciel kilkunastu spółek, które realizowały zlecenia m.in. dla Orlenu, PZPN i NBP. Jedna z jego firm realizowała zlecenie przy kampanii #StopRussiaNow za czasów rządu Mateusza Morawieckiego. Według rozmówców „Rzeczpospolitej” Tadajewski zdobył zaufanie strony ukraińskiej właśnie dzięki swojemu zaangażowaniu w działaniach wymierzonych przeciwko Rosji.
MON odcina się od projektu
Jak już wspominaliśmy, powstająca akademia związana z obsługą dronów wojskowych to prywatny podmiot. Ministerstwo Obrony Narodowej zapewnia, że nie współpracuje z fundacją Tadajewskiego. Resort podkreśla, że szkolenia w Wojsku Polskim prowadzą wyłącznie wyspecjalizowane jednostki wojskowe i certyfikowane polskie ośrodki szkoleniowe.
Akademia ma też zresztą pewne problemy formalne. Urząd Lotnictwa Cywilnego potwierdził, że fundacja Flying Partisan nie figuruje w Krajowym Systemie Informacji Dronowej i nie ma zarejestrowanej działalności operatora dronów. Do prowadzenia ośrodka szkoleniowego potrzebne jest m.in. zgłoszenie do ULC, instruktorzy z certyfikatami zgodnymi z przepisami UE oraz zgody na loty. Według branżowych źródeł legalne sprowadzenie z Ukrainy dronów i sprzętu do ich zwalczania jest bardzo trudne do zrealizowania.
Eksperci: potrzebna osłona kontrwywiadu
Eksperci nie kwestionują samej idei, bowiem doświadczenie Ukraińców, którzy od ponad czterech lat walczą z Rosją przy użyciu dronów, jest dziś bezcenne. Jako przykład warto przytoczyć sytuację, gdy Ukraińcy niedawno ewakuowali nawet rannego żołnierza za pomocą ciężkiego drona. Wszyscy podkreślają jednak, że tak wrażliwy projekt wymaga kontroli ze strony państwa. Były wiceminister obrony w rządzie PiS Wojciech Skurkiewicz uważa rozwój szkolenia dronowego za istotny dla bezpieczeństwa państwa.
„Rozwój kompetencji w zakresie szkolenia dronowego uważam za istotny i ważny z punktu bezpieczeństwa naszego państwa. Jednak wszystko musi się odbywać pod osłoną kontrwywiadowczą”
– Wojciech Skurkiewicz, były wiceminister obrony narodowej
Podobnego zdania jest gen. Roman Polko, były dowódca GROM. Jego zdaniem żołnierz z pola walki to dla takich szkoleń duża wartość, jednak ukraińskich instruktorów należy wcześniej dokładnie zweryfikować. „Trzeba przeprowadzić gruntowny test, czy nie jest to wrzutka” – mówił. Polko uważa, że szkolenia z zakresu obsługi dronów powinno prowadzić przede wszystkim wojsko, które posiada do takich celów specjalne bazy, poligony i instruktorów.
Wojsko nie nadąża za dronami?
Słowa Tadajewskiego o tym, że robi to, co powinno robić wojsko, trafiają jednak w czuły punkt. Gen. Polko przyznał, że w Polsce nie brakuje specjalistów od dronów, ale „za dużo jest działania z klucza politycznego”.
MON buduje własny projekt dronowy, ale głównie na papierze. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz od miesięcy zapowiada utworzenie Dron Legionu, ale nawet „Rzeczpospolita” przyznaje, że szumnie zapowiadany projekt wciąż jest bez konkretów, a resort musi podchodzić do niego drugi raz. Tymczasem drony są dziś podstawową bronią na ukraińskim froncie, a nad Polską wielokrotnie pojawiały się już rosyjskie bezzałogowce.
Jeśli prywatna fundacja jest w stanie szybciej zorganizować szkolenia z ukraińskimi praktykami niż państwo, to jest to przede wszystkim problem MON. Jednocześnie trudno nie zgodzić się z ekspertami, że w tak wrażliwym obszarze nie może być miejsca na działanie bez wiedzy i kontroli polskich służb.



