Pomnik Czerniachowskiego w Pieniężnie, upamiętniający sowieckiego generała odpowiedzialnego za likwidację około 8 tys. żołnierzy Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, stał się w 2014 r. przedmiotem sporu z Rosją. Rada gminy postanowiła go usunąć lub przenieść, a Rosjanie, informując jedynie MSZ, odnowili monument i zorganizowali przy nim uroczystość w 69. rocznicę śmierci generała z udziałem gubernatora obwodu kaliningradzkiego i uczniów z Kaliningradu. Jerzy Biernacki w rubryce „Mam pytanie” zgadza się, że Rosjanie mogą czcić kogo chcą, ale u siebie. Przypomina rosyjski pomnik gen. Michaiła Murawjowa, zwanego w Polsce „Wieszatielem”, który po Powstaniu Styczniowym przyczynił się do powieszenia około tysiąca Polaków, i przywołuje pojęcie ludobójstwa wypracowane przez Rafała Lemkina. Pisze o pomniku „Czterech Śpiących” stojącym w miejscu, gdzie w 1945 r. działało 11 katowni NKWD i UB, oraz o warszawskiej ulicy Armii Ludowej, i wzywa, by brać przykład z Ukraińców obalających pomniki Lenina.
Publicystyka. Mam pytanie
Rada gminy Pieniężno podjęła uchwałę o likwidacji lub przeniesieniu pomnika generała Armii Czerwonej Iwana Daniłowicza Czerniachowskiego, który w wieku 39 lat zginął w 1945 r., w końcówce działań wojennych. Powodem uchwały jest fakt, że gen. Czerniachowski był odpowiedzialny za likwidację ok. 8 tys. żołnierzy Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Ambasada Federacji Rosyjskiej najpierw ostro zaprotestowała przeciwko zamiarom radnych Pieniężna, a później, w lutym br., Rosjanie, nie pytając ani samorządowych, ani centralnych władz o pozwolenie (ograniczyli się do poinformowania MSZ) zorganizowali specjalną uroczystość w 69. rocznicę śmierci generała, w której wzięło udział ok. 100 (w informacji była mowa o 30) osób, w tym gubernator obwodu kaliningradzkiego Nikołaj Cukanow, członkowie rządu tego obwodu, przedstawiciele ambasad Białorusi i Ukrainy oraz duża grupa uczniów szkół z Kaliningradu. Prowokacyjne obchody rocznicy (której przedtem nikt nie obchodził) poprzedziło wyremontowanie i pomalowanie pomnika, również bez wiedzy i zgody miejscowych władz.
Rosyjscy „bohaterowie” i ich ofiary
Rzecz jasna, wolno Rosjanom czcić kogo chcą, nawet zbrodniarzy, ale u siebie – gen. Czerniachowski miał walczyć z Niemcami, a nie z Polakami, których zamiast wyzwalać (jako przedstawiciel alianta naszych aliantów) likwidował czy eksterminował w różny sposób, przede wszystkim poprzez wywożenie ich, jak to się w Polsce mówi, „na białe niedźwiedzie”, skąd wrócili tylko nieliczni.
Jakiś czas temu Rosjanie postawili, nie pamiętam, w którym mieście, pomnik gen. Michaiłowi Murawjewowi, zwanemu w Polsce „Wieszatielem”. Działał na Litwie w okresie Powstania Styczniowego i po jego zakończeniu. Wedle jego własnego zestawienia, eksterminował on 9,5 tys. osób, w tym 177 powiesił, 972 zesłał na katorżnicze roboty, 345 wcielił do wojska (na 25 lat!), 864 skazał na służbę w rotach aresztanckich, 1427 zesłał na Sybir, 1529 – w głąb Rosji, 4096 osadził pod nadzorem w odległych guberniach. Inni historycy podają, że w sumie przyczynił się do powieszenia ok. 1000 Polaków. Dziś, mając termin ludobójstwo (chodzi o termin prawniczy), wypracowany przez polskiego prawnika Rafała Lemkina i wprowadzony do prawa międzynarodowego w okresie procesu norymberskiego, takiego eksterminatora nazwalibyśmy właśnie ludobójcą.
Przeczytaj również: Zdrajca z SLD. Tadeusz Iwiński w obronie pomnika Iwana Czerniachowskiego
Powtarzam: Rosjanie u siebie mogą czcić nawet swoich zasłużonych dla Rosji (?) ludobójców, których inne cywilizowane narody wstydziłyby się – świadczy to jedynie o rosyjskim standardzie moralnym. Standard ten, podobny do leninowskiej „moralności rewolucyjnej”, polega na tym, że dobre jest to, co służy imperium. Bez względu na koszty, to znaczy na tysiące zamordowanych ludzi, którzy nie godzili się na imperialne zniewolenie. Ten, kto tych zbrodni dokonywał, decydował o nich i nadzorował je, miał zasługi dla rosyjskiej ojczyzny. Zaiste, krwawe, mordercze zasługi.
„Czterech śpiących” i ulica Armii Ludowej
Wokół pomnika „Czterech Śpiących”, jak warszawiacy ochrzcili tzw. pomnik braterstwa broni polskich i radzieckich żołnierzy, który po zbudowaniu drugiej linii metra ma wrócić na Plac Wileński, w 1945 r. było 11 katowni NKWD i UB, gdzie torturowano i zabijano polskich patriotów z AK i innych formacji Polskiego Państwa Podziemnego. O jakim „braterstwie broni” możemy w tym kontekście mówić? Ostre protesty ambasady rosyjskiej przeciw likwidacji pomnika lub przeniesieniu go na Cmentarz Żołnierzy Radzieckich mają się do prawdy historycznej, która jest jedna, jak pięść do nosa, i powinny być po prostu ignorowane. Bierzmy przykład z Ukraińców, którzy w ostatnim czasie zrzucili dziesiątki pomników Lenina w różnych miejscowościach, z Kijowem na czele.
Akcja „Bolszewika goń z pomnika, goń, goń, goń” powinna wreszcie nabrać rumieńców. Nie tylko z pomnika – także z różnych nazw ulic, placów itp. W centrum Warszawy nadal jest ulica Armii Ludowej (przedwojenna 6 sierpnia, na pamiątkę wymarszu Pierwszej Kadrowej z krakowskich Oleandrów). To po prostu skandal!
Na koniec dodajmy, że Polacy nigdy nie stawiali pomników mordercom. Tym bardziej nie musimy znosić obecności pomników postawionych obcym zbrodniarzom.
Jerzy Biernacki
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Jerzego Biernackiego pt. „Czy musimy, jak Rosjanie, czcić zbrodniarzy?” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 11 (958) z dnia 11 marca 2014 roku, s. 14. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Jerzy Biernacki / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 11 (958)/2014, s. 14.




