Święty Jacek z Żoliborza. Paweł Siergiejczyk o Jacku Kuroniu

4 min. czytania

Paweł Siergiejczyk

11 marca 2014 r.

Jacek Kuroń, zdjęcie pokolorowane, na tle sali z okrągłym stołem

4 min. czytania

Paweł Siergiejczyk

11 marca 2014 r.

Jacek Kuroń, gdyby żył, obchodziłby w marcu 2014 r. 80. urodziny, a jego przyjaciele i wychowankowie z kręgu „Gazety Wyborczej” uczcili tę rocznicę jubileuszową fetą, specjalnym dodatkiem i licznymi laurkami. Paweł Siergiejczyk w rubryce „Prosto z mostu” przekonuje, że z dawnego opozycjonisty robi się świeckiego świętego, symbol zupek i telewizyjnych „dobranocek”, potrzebny nowej lewicy jako wiarygodny sztandar. Przypomina wrzawę z 2006 r., gdy krakowskie „Arcana” opublikowały dokumenty z archiwum IPN pokazujące, że zatrzymywany w latach 1985 i 1986 Kuroń przedstawiał esbekom propozycje porozumienia z władzą. Autor nie zarzuca mu współpracy z SB, ale proponuje ocenić go jako polityka: od Rewolucyjnego Związku Młodzieży i „Listu otwartego do partii” przez KOR i „Solidarność” po artykuły „Rząd Narodowy” i „Tezy o wyjściu z sytuacji bez wyjścia”. Dowodzi, że życiowym celem Kuronia były Magdalenka, „okrągły stół” i III RP w takim, a nie innym kształcie.

Prosto z mostu

Gdyby Jacek Kuroń żył, obchodziłby właśnie 80. urodziny. Z tej okazji jego przyjaciele i wychowankowie – głównie z kręgu „Gazety Wyborczej” – zorganizowali jubileuszową fetę, wydali specjalny dodatek, napisali sporo laurek. Po co? Najwyraźniej po to, by młode pokolenia, które nie pamiętają darmowych zupek i telewizyjnych „dobranocek” zmarłego 10 lat temu Kuronia, zostały utwierdzone w przekonaniu, że to był taki świecki święty, do którego trzeba się modlić także i dziś – a może szczególnie dziś, gdy kryzys gospodarczy wyrzuca miliony ludzi na margines społeczeństwa i „nowa lewica” na gwałt potrzebuje wiarygodnych sztandarów, by stanąć na czele buntu.

Dokumenty z archiwum IPN i wrzawa wokół „świętego Jacka”

Tylko że Kuroń wcale nie był postacią wiarygodną. Pamiętam medialną wrzawę, gdy w 2006 r. krakowskie „Arcana” opublikowały kilka dokumentów z archiwum IPN. Z dokumentów tych wynikało, że Kuroń, będąc zatrzymywanym w latach 1985 i 1986, przedstawiał rozmawiającym z nim esbekom swoje poglądy, które można odczytywać jako niedwuznaczne propozycje porozumienia się z władzą. Wrzawa była zupełnie niewspółmierna do znaczenia tej publikacji, bo nie chodziło przecież o zarzucanie Kuroniowi współpracy z SB.

Michnik, Wujec, Frasyniuk, Celiński wyli z oburzenia, bo ich „świętego Jacka” pokazano nagle w zupełnie innym świetle: jako zimnego polityka, który z wyrachowaniem kreślił scenariusze porozumienia z PRL-owską władzą, a przecież sam był jednym z symboli oporu wobec tej władzy. A jednak tak właśnie było – Kuroń nie był żadnym działaczem charytatywnym ani XX-wiecznym doktorem Judymem. Przez całe życie był politykiem: i wtedy, gdy w 1956 r. tworzył Rewolucyjny Związek Młodzieży, i wtedy, gdy pisał z Karolem Modzelewskim „List otwarty do partii”, i wtedy, gdy znalazł się w gronie strategów marcowego buntu studentów, i wtedy, gdy zakładał KOR, i wreszcie wtedy, gdy należał do czołowych przywódców „Solidarności”. No i oczywiście także w III RP – jako wieloletni poseł, minister, kandydat na prezydenta.

Przeczytaj również: Kłamstwo „okrągłostołowe”. Skutki okrągłego stołu, o których nie chciano pamiętać

Polityk, który dążył do porozumienia z władzą

Kuroń był politykiem i właśnie jako polityka należy go oceniać. To znaczy zastanawiać się, jakie stawiał sobie cele, jakich środków używał, do czego dążył i co udało mu się osiągnąć. Zarówno ze wspomnianych dokumentów, jak i z publicystyki samego Kuronia jasno wynika, że przez całe lata 80. jego idee fixe było porozumienie opozycji z ówczesną władzą. Pisał o tym w artykule pt. „Rząd Narodowy”, który powstał niedługo przed wprowadzeniem stanu wojennego, a który wywołał sprzeciw nawet jego przyjaciół, choćby Michnika. Pisał też w głośnym tekście pt. „Tezy o wyjściu z sytuacji bez wyjścia”, powstałym podczas internowania w Białołęce w lutym 1982 r., gdzie co prawda wzywał do stworzenia ruchu oporu w celu „zlikwidowania okupacji w zbiorowym, zorganizowanym wystąpieniu” (czyli do powstania lub rewolucji), ale tylko po to, by „ludzie obozu rządowego wiedzieli, że na inicjatywę kompromisu pozostał im jeszcze ściśle określony czas”.

Jacek Kuroń należał więc do najbardziej konsekwentnych strategów, którzy zmierzali w kierunku Magdalenki i „okrągłego stołu”. To był jego życiowy cel i życiowy sukces – przynajmniej dla jego środowiska. Nie żadne tam zupki ani zasiłki, tylko właśnie stworzenie III RP w takim, a nie innym kształcie ustrojowym i personalnym.

Paweł Siergiejczyk

 


ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Pawła Siergiejczyka pt. „Święty Jacek z Żoliborza” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 11 (958) z dnia 11 marca 2014 roku, s. 3. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Paweł Siergiejczyk / „Nasza Polska”. Zdjęcie Jacka Kuronia pokolorowane przez redakcję, tło: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Inne kategorie

Czytaj także