Darmowy podręcznik dla pierwszoklasistów to główna obietnica rządu Donalda Tuska na początek 2014 r., roku wyborów europejskich i samorządowych. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada, że od września uczniowie pierwszych klas dostaną bezpłatną książkę, która ma służyć przez trzy lata, a w kolejnych latach mają dojść darmowe e-podręczniki. Wydawcy ostrzegają, że na przygotowanie podręcznika potrzeba zwykle dwóch lat, a nie kilku miesięcy, i że ich rynek, wart blisko miliard złotych rocznie, może się załamać. Mateusz Rawicz pokazuje plusy i minusy tego pomysłu: rodzice pierwszoklasistów płacą dziś za komplet książek 250-300 zł, ale rządowy podręcznik może nie uwzględnić różnic między sześcio- i siedmiolatkami, a po roku używania będzie zniszczony. Przypomina też, że wysokie ceny podręczników to w dużej mierze skutek częstych zmian programowych za ministrów Katarzyny Hall i Krystyny Szumilas.
Rozpoczęła się wyborcza ofensywa rządu. Prawdopodobnie od września pierwszoklasiści będą mogli uczyć się z bezpłatnych podręczników. Rząd obiecuje, że tak się stanie, może się to jednak okazać nierealne.
Podręczniki musiałaby być gotowe już na początku czerwca, ponieważ do połowy czerwca Ministerstwo Edukacji Narodowej musi podać listę tytułów podręczników na kolejny rok szkolny. Wydawcy ostrzegają, że to zbyt mało czasu, ponieważ praca nad podręcznikiem trwa dwa lata.
Darmowy podręcznik dla pierwszoklasistów od września
Najbardziej prawdopodobny wydaje się wrześniowy bałagan z podręcznikami. Ponad pół miliona rodziców uczniów pierwszych klas będzie miało problem z wyborem podręcznika dla swoich pociech.
Kolejną rządową reformę można podsumować w prosty sposób – dobry pomysł, ale kompletnie nieprzygotowany. Darmowy podręcznik ma zmniejszyć wydatki rodziców, którzy na komplet podręczników dla pierwszoklasisty muszą wydać 250-300 zł. Ceny podręczników w Polsce należą do najwyższych w Europie. Zarabiają na nich przede wszystkim wydawcy i pośrednicy. Rządowy pomysł ma kosztować podatników ok. 10 mln zł.
Darmowy podręcznik na lata?
Rząd zapowiada, że darmowy podręcznik dla pierwszoklasistów ma im służyć przynajmniej przez trzy lata. W praktyce jest to raczej niemożliwe, bo już pod koniec pierwszego roku użytkowania podręcznik będzie mocno zniszczony. Wykorzystywanie podręcznika – zgodnie z rządowymi założeniami – przynajmniej przez trzy lata będzie musiało pociągnąć za sobą zmiany w programie nauczania. Obecnie podręczniki dla najmłodszych uczniów zawierają liczne zadania, polegające na rysowaniu, kolorowaniu czy wklejaniu liter i rysunków.
Przeczytaj również: Wywiad z Marzeną Machałek: sześciolatki do szkół
Nie wiadomo, czy rządowy podręcznik będzie uwzględniał różnice w rozwoju dzieci sześcio- i siedmioletnich, bo musimy pamiętać, że od nowego roku szkolnego naukę w pierwszych klasach rozpocznie również część sześciolatków.
Kto jest przeciw, a kto za darmowym podręcznikiem
Przeciwnikami rządowego projektu są wydawcy, co nie powinno dziwić: wartość rynku podręczników jest szacowana na prawie miliard złotych rocznie. Zysk ze sprzedaży trafia nie tylko do wydawców, ale i do sprzedawców. Teoretycznie więc może się zdarzyć, że wprowadzenie darmowych podręczników – jeszcze nie w najbliższym roku, ale w ciągu najbliższych kilku lat, kiedy zostaną wprowadzone obiecywane przez MEN darmowe e-podręczniki, także dla starszych roczników – doprowadzi do upadku branży wydawców podręczników i do bezrobocia kilkunastu tysięcy osób. Zwolennikami wprowadzenia bezpłatnego podręcznika dla pierwszoklasistów są oczywiście rządowa koalicja PO-PSL, ale i inne siły parlamentarne. Opozycja jednak nie kryje swoich zastrzeżeń wobec rządowego projektu, słusznie krytykując, że pomysł pojawił się dopiero po kilku latach rządów Donalda Tuska. PiS podkreśla, że takie działania są niewystarczające, bo w sprawie podręczników należy wprowadzić rozwiązania całościowe, rozwiązujące tę kwestię we wszystkich rocznikach szkolnych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ogłoszenie przez resort edukacji konkursu na najlepszy podręcznik i wprowadzenie zwycięzcy do programu szkolnego.
Przeczytaj również: Tusk, podręczniki, hipokryzja. Przedmiot historia i społeczeństwo i ceny książek

Podręcznik na wybory
Pomysł z bezpłatnym podręcznikiem nie jest nowy. Zapowiedział go już kilka lat temu premier Tusk, który obiecywał stworzenie bezpłatnego elektronicznego podręcznika dla uczniów, który można by było za darmo ściągnąć ze strony MEN i wydrukować. Podręczniki nie stały się drogie z dnia na dzień – z wysokimi cenami książek dla dzieci i młodzieży rodzice muszą się borykać od wielu lat. Stało się to szczególnie dotkliwe w czasach rządów PO-PSL, kiedy najpierw minister Katarzyna Hall, a potem Krystyna Szumilas wprowadzały częste zmiany w programie edukacyjnym, co powodowało, że trzeba było kupować nowe podręczniki. Nie można było odkupić po niższej cenie używanych książek od osób z wcześniejszych roczników, ponieważ były już nieaktualne.
Jednak pomysł bezpłatnego podręcznika w roku wyborczym – na wiosnę wybory do Parlamentu Europejskiego, jesienią samorządowe – ma sprawić, że wyborcy zapomną o tej, a także o innych obietnicach rządu.
Pomysł rządu wskazuje, że rządzący szukają dobrej metody na przyciągnięcie coraz bardziej zniechęconych ich beznadziejnymi rządami wyborców. Wprowadzenie bezpłatnego podręcznika może być bardzo dobrym chwytem wyborczym, a ponad 550 tys. rodziców pierwszoklasistów to spora grupa wyborców, o których wsparcie warto walczyć. Gdyby rząd Tuska naprawdę troszczył się o dobro pierwszoklasistów i pozostałych uczniów, to nie doprowadziłby do tak ciężkiej sytuacji w kraju, gdzie wielu rodziców ma problem z zapewnieniem odpowiednich warunków materialnych swoim dzieciom, a wielu młodych ludzi po prostu nie stać na założenie rodziny i nie widzi nadziei na zmiany.
Mateusz Rawicz
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Mateusza Rawicza pt. „Podręcznikowy chwyt wyborczy” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 7 (954) z dnia 11 lutego 2014 roku, s. 1 i 11. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Mateusz Rawicz / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 7 (954)/2014, s. 1 i 11.



