Rosja przeprowadziła kolejny atak z powietrza na Ukrainę, a polskie lotnictwo poderwało myśliwce. Natomiast zawiódł polski system alarmowania, obnażając przy tym niekompetencję osób, które za niego odpowiadają. W poniedziałek wieczorem Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało Alert RCB o zagrożeniu z powietrza do części mieszkańców województwa lubuskiego zamiast lubelskiego.
Co się stało z Alertem RCB?
W poniedziałek, około godz. 18:30, RCB rozesłało SMS-y o treści: „UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów.”
Ostrzeżenie miało trafić do mieszkańców województwa lubelskiego. Wiadomość dostała jednak część mieszkańców województwa lubuskiego, które jest położone zupełnie po drugiej stronie kraju. Kilkanaście minut później RCB przekazało, że nie ma już zagrożenia na terenie Polski. Wysyłkę pierwszego alertu przerwano jeszcze w trakcie, ponieważ informacja o ustaniu zagrożenia przyszła, gdy SMS-y wciąż były rozsyłane.
W efekcie, jak przyznało RCB, część osób mogła dostać tylko wiadomość o odwołaniu alarmu, o którym nawet nie wiedziała, a część obie wiadomości. Skali tego zjawiska nie podano. Zauważmy, że to był już drugi alert tego dnia dla Lubelszczyzny, który dotyczył rosyjskich ataków na Ukrainę. Pierwszą wiadomość mieszkańcy otrzymali około godz. 4 rano.
Jak RCB tłumaczy pomyłkę?
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przyznało się do błędu w oświadczeniu opublikowanym na X.
Podczas dzisiejszej wysyłki Alertu RCB dotyczącego zagrożenia z powietrza doszło do pomyłki. Wiadomość przeznaczona dla osób przebywających na terenie województwa lubelskiego została omyłkowo skierowana do odbiorców w województwie lubuskim.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa
RCB napisało, że wysłanie wiadomości do mieszkańców lubuskiego „było błędem po stronie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa”. Wspomniano również, że alert mógł wywołać niepokój i skłonić ludzi do niepotrzebnych działań ochronnych.
Rzecznik RCB Piotr Błaszczyk potwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską, że to pierwszy taki przypadek, gdy wiadomość przeznaczona dla jednego województwa trafiła omyłkowo do innego. Z kolei według relacji TVN24 Błaszczyk tłumaczył, że pomyłka wynikała z „bliskości znaczeniowej” nazw obu województw.
Do tej kuriozalnej sytuacji odniósł się na X między innymi Sławomir Mentzen.
Kto odpowiada za Rządowe Centrum Bezpieczeństwa?
RCB to państwowa jednostka budżetowa, która podlega bezpośrednio premierowi. Zgodnie z ustawą o zarządzaniu kryzysowym dyrektora centrum powołuje i odwołuje szef Rady Ministrów. Odpowiedzialność za działanie systemu ostrzegania spoczywa więc na instytucji, a nadzór polityczny nad nią sprawuje rząd Donalda Tuska.
To coś więcej niż pomyłka
Alert RCB stanowi dziś podstawowe narzędzie, którym państwo ostrzega obywateli przed zagrożeniem z powietrza. Jeśli w spokojny wieczór, przy monitorowanym ataku na Ukrainę, myli się lubelskie z lubuskim, to w takim wypadku trudno nie zadać pytania, jak ten system zadziała przy prawdziwym kryzysie. Ludzie przy zachodniej granicy dostali alarm, który zupełnie ich nie dotyczył, a na Lubelszczyźnie część osób mogła dostać tylko informację o jego odwołaniu, bo wysyłkę przerwano w trakcie. RCB nie podało, jaki odsetek docelowych odbiorców otrzymał pierwotne ostrzeżenie.
Na początku października gen. Roman Polko krytykował „nic nie mówiące” komunikaty RCB i zwracał uwagę, że ostrzeżenia zbyt często przychodzą, gdy realne zagrożenie już minęło. Poniedziałkowy wieczór był tego doskonałym przykładem: część Polaków mogła dostać informację o braku zagrożenia, zanim w ogóle zobaczyła sam alarm. Rząd chętnie publikuje za to kolejne instrukcje, takie jak wrześniowy poradnik MSWiA na wypadek ataku z powietrza. Rządzący od miesięcy mówią o wojnie hybrydowej i zagrożeniu ze strony Rosji. Kiedy jednak przychodzi do najprostszej czynności, czyli wysłania SMS-a do właściwego województwa, państwo okazuje się zbudowane z kartonu.




