Nawrocki podpisał ustawę paliwową i kieruje ją do TK. „To rząd ponosi pełną odpowiedzialność”

7 min. czytania

Filip Dzięciołowski

02 października 2026 r.

ustawa paliwowa

7 min. czytania

Filip Dzięciołowski

02 października 2026 r.

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Nie jest to jednak kapitulacja przed rządem. W tym samym orędziu prezydent zapowiedział, że skieruje ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ nadal uważa, że jest niekonstytucyjna. Jednocześnie odebrał rządowi ostatnią wymówkę w sprawie cen paliw. Od teraz to gabinet Donalda Tuska odpowiada za to, czy paliwo realnie stanieje.

Co powiedział Nawrocki w orędziu?

W czwartkowym orędziu prezydent Nawrocki ogłosił, że podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych ze sprzedaży paliw. Jak zaznaczył, zrobił to, żeby zakończyć „proces ustawiania Polaków w roli politycznych zakładników”.

To rząd ponosi pełną odpowiedzialność za ceny paliw. W imieniu Polaków stawiam przy tym konkretne oczekiwania: obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego Polakom w kampanii wyborczej. Każda złotówka pozyskana dzięki tej ustawie musi zostać wydana na obniżenie cen paliw.

Karol Nawrocki, prezydent RP, orędzie z 1 października

Prezydent dodał, że obniżki mają nastąpić „nie za miesiąc, nie po następnej politycznej awanturze, nie za tydzień czy dwa”. Zażądał też zwiększenia zwrotu akcyzy za paliwo rolnicze do poziomu, który sprawi, że produkcja rolna znów stanie się opłacalna. Nawrocki nie oszczędzał przy tym rządu. Kancelaria Prezydenta wskazała, że przy dieslu po 9 zł budżet zarabia więcej na VAT, a Orlen wypracowuje większy zysk, z którego potem wypłaca dywidendę ministrowi finansów.

Dlaczego prezydent skieruje ustawę do Trybunału?

Wiele osób było zaskoczonych faktem, że głowa państwa podpisała ustawę, którą krytycy rządu Tuska uznawali za coś szkodliwego. Nawrocki nie zamierza jednak poprzestać na samym podpisie i od razu zapowiedział, że ustawa trafi do Trybunału Konstytucyjnego.

Podpisując ustawę, nie wycofuję swoich zarzutów dotyczących jej niekonstytucyjności. Jako Prezydent Rzeczypospolitej zwrócę się do Trybunału Konstytucyjnego o jej zbadanie w trybie następczym.

Karol Nawrocki, prezydent RP

Prezydent podkreślał, że nadal podtrzymuje swoje zarzuty w tym temacie. Jego zdaniem ustawa narusza zasadę lex retro non agit, czyli kwestię tego, że prawo nie działa wstecz. Chodzi bowiem o to, że ustawa wchodzi w życie w październiku, a obejmuje podatkiem przychody osiągnięte od 1 marca 2026 roku. Państwo tym samym wysyła firmom sygnał, że może opodatkować to, co już zarobiły wcześniej.

Dość istotna jest różnica wobec pierwszej wersji tej ustawy. Poprzednia wersja już wcześniej została skierowana przez prezydenta do TK w trybie kontroli prewencyjnej, dlatego nie weszła w życie. Teraz Nawrocki postawił na kontrolę następczą. Przepisy będą więc obowiązywać do czasu ewentualnego wyroku, natomiast rząd nie będzie miał już żadnych podstaw, aby twierdzić, że to prezydent blokuje obniżki cen paliw.

Czego dotyczy ustawa o podatku od zysków koncernów paliwowych?

W przypadku tej ustawy chodzi o podatek od nadzwyczajnych zysków, a nie bezpośredniej obniżki cen na stacjach. Zapłacą go producenci paliw oraz firmy, które sprowadzają paliwa z zagranicy. Podatek ma obejmować okres od 1 marca 2026 do 31 marca 2027 roku.

Opodatkowana będzie nadwyżka przychodów ponad to, co firma zarobiłaby przy tzw. marży referencyjnej. Ta jest wyliczana jako średnia marża z 2025 roku, która jest powiększona o 20 proc., ale nie może być niższa niż 2 proc. Producenci zapłacą 60 proc. tej nadwyżki. Natomiast w przypadku firm, które same nie wytwarzają paliw, a jedynie nimi handlują, ta danina nie może przekroczyć 50 proc. proporcjonalnego dochodu lub zysku netto.

Ministerstwo Finansów twierdzi, że podatek ma przynieść ok. 4 mld zł. Głównym płatnikiem będzie Orlen, który w samym pierwszym półroczu 2026 roku wypracował blisko 16 mld zł zysku netto, czyli niemal trzy razy więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Zaznaczmy jednak, że podatek obejmuje przecież cały okres od marca 2026 do marca 2027 roku. Pieniądze mają sfinansować pakiet „Ceny Paliwa Niżej”, czyli obniżkę VAT na paliwa z 23 do 8 proc. i akcyzy do ustalonego przez UE minimum.

Czym różni się projekt prezydenta od ustawy rządu?

We wrześniu Kancelaria Prezydenta złożyła w Sejmie własny projekt „Paliwo Kosztuje Normalnie”. Jego założeniem było zwolnienie sprzedaży paliw z podatku od sprzedaży detalicznej do 31 marca 2027 roku. Drugim zaproponowanym narzędziem jest limit marż rafineryjnej, importowej i sprzedażowej, który rząd mógłby uruchomić, gdyby średnia cena ropy Brent z 14 dni była o co najmniej 20 proc. wyższa niż rok wcześniej. Według Kancelarii Prezydenta mogłoby to obniżyć ceny nawet o 1,70-2,60 zł na litrze. Projekt w dalszym ciągu oczekuje na rozpatrzenie w Sejmie. Prezydent w swoim orędziu zażądał, aby posłowie niezwłocznie się nim zajęli.

Różnica między propozycją Rady Ministrów a projektem prezydenta jest zasadnicza. Rządowa ustawa nie obniża ceny przy dystrybutorze, a jedynie ściąga pieniądze do budżetu i to głównie z Orlenu, czyli spółki kontrolowanej przez Skarb Państwa. Ewentualna obniżka będzie zależeć dopiero od kolejnych decyzji rządu. Projekt prezydenta tnie marże bezpośrednio i nie wprowadza nowej daniny.

Część ekspertów krytykuje jednak pomysł Nawrockiego. Dawid Czopek ostrzegał na łamach money.pl, że sztywny limit marż mógłby doprowadzić do braków paliwa na stacjach.

Kto zyska, a kto straci na ustawie paliwowej?

Najwięcej zyska budżet, do którego może wpłynąć ok. 4 mld zł z nowej daniny, a przy wysokich cenach paliw i tak państwo zarabia na VAT i dywidendzie z Orlenu. W praktyce jest to w dużej mierze przesuwanie pieniędzy wewnątrz państwa. Rząd chce opodatkować spółkę, której sam jest właścicielem, żeby sfinansować ulgę podatkową.

Straci na tym Orlen i jego akcjonariusze mniejszościowi, którzy będą musieli oddać część nadzwyczajnych zysków z okresu wysokich marż po blokadzie cieśniny Ormuz.

Natomiast kierowcy, firmy transportowe i rolnicy zyskają, ale pod warunkiem, że rząd rzeczywiście obniży VAT i akcyzę na dłuższy czas. Minister finansów Andrzej Domański już w czwartek wieczorem ogłosił, że ustawa trafiła do Rządowego Centrum Legislacji i tego samego dnia zostanie ogłoszona. Zapowiedział przy tym, że już w weekend ceny na stacjach spadną o ok. 1,20-1,30 zł na litrze.

W sobotę rano okaże się, czy ta deklaracja będzie miała pokrycie w faktach. Domański dodał przy tym uszczypliwie: „I po co były te gierki, Panie Prezydencie?”. Pominął jednak, że zastrzeżenia konstytucyjne w tej sprawie były już zgłaszane przez prezydenta od lata, a jego projekt leży w Sejmie od września. Zestawienie liczb mówi samo za siebie: rząd zapowiada dziś obniżkę o 1,20 zł, a w kampanii obiecywał benzynę po 5,19 zł.

Co Tusk obiecywał w sprawie cen paliw?

Przed wyborami Donald Tusk składał bardzo konkretne obietnice dotyczące cen paliwa na stacjach benzynowych. W styczniu 2023 roku w Siedlcach mówił, że gdyby to on był wtedy szefem rządu, to już „dziś benzyna byłaby po 5,19 zł” i że mówi to „z całą odpowiedzialnością”. Latem tego samego roku zapowiadał rozwiązanie, dzięki któremu litr paliwa kosztowałby 5 zł.

Po wyborach ton jego wypowiedzi w tej sprawie się zmienił. W 2024 roku przekonywał, że nie odpowiada za ceny benzyny, ponieważ to nie jest zależne od decyzji premiera.

Według notowań e-petrol.pl z przełomu września i października benzyna 95 kosztuje średnio ok. 8,19 zł, a diesel ok. 9,14 zł za litr. Zauważmy, że to najwyższe poziomy w historii tych pomiarów. Nawet zapowiadana obniżka o 1,20-1,30 zł na benzynie stanowi przepaść wobec obiecanych 5,19 zł. Przy tankowaniu 50 litrów kierowca zapłaci ok. 150 zł więcej, niż obiecywał mu Tusk.

Dlaczego więc benzyna nadal jest tak droga? Za część wzrostu cen odpowiada sytuacja na Bliskim Wschodzie. Rząd kontroluje jednak stawki VAT i akcyzy. Mimo to przez miesiące wolał przeciągać spór z prezydentem i obarczać go odpowiedzialnością za drożyznę, niż sięgnąć po narzędzia, którymi dysponował od dawna. Pakiet CPN wchodził przecież w marcu i w sierpniu bez żadnego nowego podatku. Jak przypominał 25 września Paweł Szefernaker, rząd sam pokazał, że do wprowadzenia obniżki cen nowy podatek nie jest wcale potrzebny.

Teraz wymówek już nie ma. Ustawa jest podpisana, a prezydent jasno wskazał, kto odpowiada za ceny na stacjach.

Źródła: Money.pl, TVN24, „Rzeczpospolita”, Interia, Wirtualna Polska, RMF24, Business Insider Polska, e-petrol.pl, X. Opracowanie: Nasza Polska.

Cykl

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Raport CIA, którego nie było. Siemoniak: „Premier Tusk tak nie mówił”

Marcin Romanowski z listem żelaznym. Prokuratura: „Nie możemy mu zaufać”

„Mam to w d***” – Ewa Zajączkowska-Hernik o „osiągnięciach” rządu Tuska

Trump dziękuje Polonii, chwali Nawrockiego i zapowiada powstrzymanie „szaleńców”

Referendum w sprawie odwołania Trzaskowskiego nie będzie. Zabrakło ok. 21 tys. podpisów

Zaproszenie na szczyt G20 oznaczać będzie zachętę dla Putina do kontynuowania wojny

Czy partia Brauna zostanie zdelegalizowana? W sprawie toczy się poważny spór

Czarzasty: sr*łem w polu, bo nie było kibli. Leszek Miller: na Ordynackiej?

Inne kategorie

Czytaj także