Dron podleciał pod bazę USA w Redzikowie. Oficer dyżurna wezwała… policję

4 min. czytania

Filip Dzięciołowski

22 września 2026 r.

dron Redzikowo baza

4 min. czytania

Filip Dzięciołowski

22 września 2026 r.

15 września systemy rozpoznawcze Wojska Polskiego wykryły obecność nieuprawnionego drona w pobliżu amerykańskiej bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie. Jak ustalił Onet na podstawie informacji MON, lot drona trwał ok. pięciu minut, a bezzałogowiec znajdował się w odległości ok. 500 m od obiektu. Według Onetu oficer dyżurna zgłosiła sprawę m.in. na numer alarmowy 112. MON nie potwierdził tej informacji, ale również jej nie zdementował.

Co się stało z dronem przy bazie w Redzikowie?

Baza w Redzikowie to część natowskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Jest ona kluczowa dla bezpieczeństwa Polski, USA oraz pozostałych państw sojuszu. Nad jej ochroną czuwają zarówno żołnierze amerykańscy, jak i wystawiony przez Wojsko Polskie specjalny pododdział. Główny ciężar ochrony tego obiektu spoczywa jednak na barkach polskiej strony.

Według informacji przekazanych mediom przez MON, dron znajdował się ok. 500 m od bazy, a jego lot trwał ok. pięciu minut. Należy podkreślić, że w oficjalnym komunikacie na X resort podał już inną, bardziej zaokrągloną odległość – dron miał się znajdować w odległości ok. kilometra od bazy. Udało się również ustalić miejsce, z którego urządzenie było sterowane, a o sprawie powiadomiono służby, w tym policję.

Dlaczego wojsko zadzwoniło na 112 po wykryciu drona?

To ustalenie Onetu, z którego wynika, że oficer dyżurna jednostki chroniącej obiekt w reakcji na wykrycie drona zadzwoniła na 112. Tej informacji nie potwierdził resort obrony narodowej, jednak również jej nie zdementował.

W oświadczeniu z 22 września MON napisał, że o zdarzeniu powiadomiono służby, w tym policję, „zgodnie z obowiązującymi w Siłach Zbrojnych RP procedurami”. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz dodał, że to policja jest organem właściwym do poszukiwania osób naruszających przepisy dotyczące lotów bezzałogowców, a współdziałanie wojska z policją „układa się dobrze”. Czyli mamy rozumieć, że oddziały policji są odpowiedzialne za rozwiązywanie problemów z nieautoryzowanymi lotami dronów w okolicach baz wojskowych? Jeżeli tak, to co powinni w takich sytuacjach robić żołnierze, po tym jak już zadzwonią na odpowiedni numer?

Co Mentzen i Buda mówią o dronie nad Redzikowem?

Sprawa szybko przedostała się do debaty politycznej. Lider Konfederacji Sławomir Mentzen napisał na X:

Dzisiaj nad bazą w Redzikowie latał nieuprawniony dron. Mamy tam cały batalion ochrony. 800 żołnierzy. Ich jedynym zadaniem jest ochrona tej bazy. Gdy wleciał dron, oficer dyżurny zadzwonił na 112. Utrzymujemy 800 żołnierzy, a oni dzwonią na policję. Nasze państwo to mem.

Sławomir Mentzen, lider Konfederacji, wpis na platformie X

Kilka minut później Mentzen opublikował aktualizację, w której doprecyzował, że to oficer dyżurna (a nie dyżurny) zadzwoniła na 112 – podane przez niego liczby „800 żołnierzy” i „batalion ochrony” nie pojawiają się jednak w żadnym komunikacie MON.

Sprawę skomentował również Waldemar Buda (Rozwój Plus):

Zbudowali system antydronowy w Polsce? Telefon wojska na nr 112.

Waldemar Buda, europoseł (Rozwój Plus), wpis na platformie X

Jak MON tłumaczy incydent z dronem w Redzikowie?

Ministerstwo Obrony Narodowej odniosło się do doniesień Onetu w oficjalnym komunikacie, który został opublikowany na X.

Resort zapewnia, że współdziałanie wojska i policji „układa się dobrze”, a jeśli raport z incydentu wykaże jakiekolwiek niedociągnięcia, wyciągnięte zostaną konsekwencje. MON podkreśla przy tym, że w żadnym momencie nie doszło do zagrożenia dla bezpieczeństwa bazy. Dla części komentatorów cała ta sytuacja to jednak argument za tezą o „państwie z kartonu” – obywateli nie interesują bowiem dobre relacje i sprawnie układająca się współpraca wojska z policją, tylko konkretne przykłady na to, że w sytuacjach kryzysowych odpowiednie służby wiedzą, jak zareagować i jakie działania podjąć w pierwszej kolejności.

Weźmy pod uwagę, że drony to dziś jedno z głównych narzędzi ataków na obiekty wojskowe i cywilne, zwłaszcza w wojnie w Ukrainie. Wystarczy przypomnieć, jak we wrześniu rosyjski dron uderzył w pociąg pasażerski tuż przy polskiej granicy. To problem, z którym mierzy się dziś cała Europa, nie tylko Polska. Jak wynika z danych uzyskanych przez „The Independent”, brytyjskie MoD (odpowiednik naszego MON) odnotowało blisko 340 podobnych incydentów z dronami przy obiektach wojskowych lub w ich pobliżu w ciągu roku do sierpnia 2026 r. Brytyjski resort zastrzega jednak, że część tego wzrostu wynika z coraz lepszego systemu wykrywania, nie tylko z większej liczby samych lotów.

Oznacza to niemal dwukrotny wzrost względem 2025 r. (250 przypadków) i niemal trzykrotny względem 2024 r. (126). To niezaprzeczalny dowód na to, że system reagowania na nielegalne wykorzystywanie dronów jest dziś czymś priorytetowym. Pytanie, które mimo to pozostaje: skoro NATO od lat mówi o potrzebie systemów antydronowych (C-UAS), dlaczego procedura wobec naruszenia strefy zakazu lotów przy tarczy antyrakietowej kończy się na zgłoszeniu do policji i numeru 112?

Źródła: Onet, RMF24, PAP, MON, TVN24, Polsat News, „The Independent”. Opracowanie: Nasza Polska.
Udostępnij

Cykl

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Jakub Wiech bez doktoratu. Rezultat głosowania komisji uznaje za „niezrozumiały”

Ukraiński Korpus Weteranów zapowiedział ośrodek w Warszawie. Za organizacją stoi twórca Azowa

Wpadka Einsteina Lewicy. Trela skompromitował się z prędkością światła

Sprawa „Skóry”: Janczewski żąda 22,7 mln zł. Prokuratura gra na zwłokę

Amerykańska baza coraz bliżej. Polacy zapłacą nawet 17 mld zł

ZUS w Polsce płaci parom jednopłciowym

Polska dołącza do koalicji antybalistycznej. Wcześniej miała nas blokować Ukraina

Plany ewakuacji 2477 gmin już są. Warszawa szykuje metro i 120 autobusów z noszami.

Inne kategorie

Czytaj także