Wielka Brytania zmaga się z potężnym kryzysem sanitarnym, który paraliżuje codzienne życie milionów mieszkańców. Chodzi o szczury, których populacja na Wyspach drastycznie rośnie. Eksperci alarmują, że może być ich nawet więcej, niż mieszkańców.
Przerażające obrazy z brytyjskich ulic rodzą fundamentalne pytania: jaka jest przyczyna tego wstydliwego stanu rzeczy i czy polskie aglomeracje, również borykające się z problemem deratyzacji, zdołają uniknąć katastrofalnego scenariusza zza Kanału La Manche?
Zjednoczone Królestwo… Szczurów?
Brytyjskie media i tamtejsza opinia publiczna nie mają złudzeń – walka z gryzoniami została przegrana. Szacunki ekspertów wskazują, że ogólna populacja szczurów w Zjednoczonym Królestwie mogła osiągnąć niewyobrażalny pułap od kilkudziesięciu do nawet ponad 100 milionów osobników. Lider rynku usług dezynfekcyjnych i deratyzacyjnych, firma Rentokil, oficjalnie potwierdza, że liczba interwencji i zgłoszeń dotyczących gryzoni wzrosła o kolejne 10 procent (od 2024 r.). Symbolami tego kryzysu stały się Glasgow, gdzie zimą i wiosną tego roku odnotowano ponad 60 tysięcy zgłoszeń o incydentach z udziałem szczurów, oraz Birmingham. Na ulicach tych miast widok gigantycznych, agresywnych osobników nikogo już nie dziwi.

Klimatyczny i infrastrukturalny „szturm” na Zjednoczone Królestwo
Dlaczego sytuacja na Wyspach wymknęła się spod kontroli właśnie teraz? Brytyjscy eksperci mówią o nałożeniu się na siebie skrajnie niekorzystnych czynników. Coraz dłuższe i niezwykle ciepłe sezony letnie znacząco rozszerzyły naturalny okres lęgowy gryzoni. Ponadto wyjątkowo deszczowe i mokre miesiące doprowadziły do regularnych podtopień podziemnych sieci kanalizacyjnych, co „wygnało” szczury do bardziej suchych miejsc jak np. piwnice.
Efekt takiego miksu jest porażający – pozbawione swoich naturalnych kryjówek szczury masowo uciekają z podziemi. Szukając suchego schronienia oraz pożywienia, dosłownie szturmują brytyjskie domy, ogrody, hotele i restauracje. Co gorsza, za sprawą łatwego dostępu do wyrzucanej przez ludzi wysokobiałkowej żywności, deratyzatorzy coraz częściej eliminują osiągające gigantyczne rozmiary szczury – nawet powyżej 50 centymetrów długości. Co istotne, potrafią być agresywne i atakują mieszkańców oraz pracowników firm deratyzacyjnych.
Kiedy ekologia paraliżuje zdrowy rozsądek
Kluczowa lekcja płynie jednak z analizy błędów systemowych i ideologicznych urzędników. Brytyjski paraliż sanitarny to bezpośredni skutek drastycznych cięć budżetowych na oczyszczanie miast oraz ideologicznego zacietrzewienia w unijnych i brytyjskich przepisach. W imię ideologii klimatyzmu wprowadzono rygorystyczne obostrzenia prawne. Drastycznie ograniczono możliwość stosowania tradycyjnych, skutecznych pułapek klejowych, a rolnicy i zarządcy nieruchomości stracili prawo do swobodnego zakupu silnych trutek, chyba że mają specjalistyczne, kosztowne certyfikaty. A przecież oczywiste jest, że przeciętny George czy Kate takich raczej nie ma… Gdy nadgorliwa biurokracja związała ręce człowiekowi, natura błyskawicznie wykorzystała słabość systemu.
„Ratmageddon” zbliża się do Polski. Na pierwszej linii Wrocław, Warszawa i Łódź
Czy Polska wyciągnie wnioski z brytyjskiej lekcji? Dane są alarmujące – szacuje się, że ogólna populacja szczurów w naszym kraju przekracza już 19 milionów i stale rośnie. Tak wynika z badań i wyliczeń prof. Stanisława Ignatowicza z Samodzielnego Zakładu Entomologii Stosowanej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. O podobnych liczbach mówią przedsiębiorcy i eksperci branży deratyzacyjnej.
Najtrudniejsza sytuacja panuje we Wrocławiu, nazywanym już przez niektórych „polską stolicą szczurów”. Eksperci z firm deratyzacyjnych szacują, że w stolicy Dolnego Śląska może żyć nawet ponad milion gryzoni, a przerażające relacje mieszkańców o „szczurzych ulicach” i gryzoniach biegających po podwórkach w poszukiwaniu jedzenia regularnie trafiają na czołówki ogólnopolskich mediów. Wiosną tego roku Michał Guz z wrocławskiego ratusza powiedział na antenie Radia Wrocław, że miasto od 2 lat prowadzi zdecydowanie bardziej aktywną politykę wobec problemu szczurów, a w samym 2025 r. rozłożono w mieście (10 stacji) 4 tony trutki.
Podobne sygnały docierają z Warszawy, gdzie szczury paraliżują m.in. stołeczny Muranów oraz podwórka w samym centrum przy al. Jana Pawła II.
Z kolei w Łodzi, ogromna skala prowadzonych remontów kamienic i przebudów instalacji podziemnych wygoniła tysiące szczurów z kanałów prosto do mieszkań i na wyższe piętra budynków.
Ciche zagrożenie ze śmiertelnym patogenem w tle
Wzrost populacji szczurów to nie tylko problem estetyczny, spadek komfortu życia czy niszczenie kluczowej infrastruktury, jak kable i rury. To przede wszystkim gigantyczne, ciche zagrożenie epidemiologiczne dla zdrowia publicznego.
Szczury od wieków są wektorami śmiertelnie niebezpiecznych chorób. Przenoszą groźne dla życia patogeny, by wymienić choćby leptospirozę (wywołującą groźną chorobę Weila), krwotoczną gorączkę z zespołem nerkowym, tyfus plamisty, histoplazmozę oraz groźne bakterie Salmonella. W dobie migracji i zagęszczenia ludności w miastach, brak kontroli nad tą plagą może doprowadzić do wybuchu ognisk chorób, o których Europa zdążyła już dawno zapomnieć.
Gdzie zgłosić problem ze szczurami?
Jeżeli szczury zauważymy w bloku/kamienicy pierwszym krokiem jest pisemne lub telefoniczne zgłoszenie do zarządcy lub administratora nieruchomości. To on ma prawny obowiązek wynająć specjalistyczną firmę, która zajmie się problemem.
Jeśli administracja ignoruje problem, sprawę należy zgłosić do Straży Miejskiej (która może nałożyć mandat do 500 zł za brak deratyzacji) lub bezpośrednio do Sanepidu.
W sprawie problemów ze szczurami można także przesłać formalny wniosek interwencyjny online przez rządowy portal internetowy e-Sanepid Interwencje, który automatycznie przekieruje sprawę do właściwej terenowo stacji sanitarno-epidemiologicznej.
Wytyczne rządowe oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Sanepidu) jednoznacznie wskazują, że przeprowadzenie deratyzacji jest ustawowym obowiązkiem każdego właściciela, posiadacza lub zarządcy nieruchomości. Nakaz ten wynika bezpośrednio z art. 22 ust. 1 pkt 2 Ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Szczegółowe terminy obowiązkowego odszczurzania (najczęściej wiosną i jesienią) regulują uchwały poszczególnych gmin.
Sanepid przypomina także o profilaktyce, jako najważniejszej formie ochrony przez inwazją szczurów w naszym otoczeniu. Kluczowe jest tutaj dbanie o bieżące łatanie szczelin, dziur i wnęk w podmurówkach oraz zabezpieczanie otworów wentylacyjnych, jak i kratek ściekowych. Odpady komunalne należy składować w zamkniętych pojemnikach, a resztek jedzenia nie wyrzucać do toalety. Warto także zadbać o porządek wokół własnej posesji / podwórka, ponieważ regularne sprzątanie piwnic, strychów i altan odbiera szczurom potencjalne miejsca na gniazda.






