Nienawidzimy Adolfa Hitlera! 

6 min. czytania

Redakcja

30 lipca 2020 r.

6 min. czytania

Redakcja

30 lipca 2020 r.

Komentarz Redakcji „Naszej Polski”

Stanisław Michalkiewicz w prowokacyjnym felietonie „Nienawidzimy Adolfa Hitlera!” z 30 lipca 2020 r. konstruuje myślowy eksperyment: zorganizujmy w Warszawie wielki marsz publiczny przeciwko Hitlerowi. Na końcu można by ponieść transparent z napisem „Nienawistnicy – do gazu!”. Wprawdzie byłby to „język nienawiści”, ale – jak sarkastycznie pyta autor – nie tylko Rafał Trzaskowski byłby w kropce, ale nawet rabini mieliby potężny dysonans poznawczy: czy potępić takie przejawy nienawiści, czy może roztropnie zamilczeć? Publicysta odwołuje się do wydarzeń z 1966 r., kiedy Władysław Gomułka nakazał aresztować kopię cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, a prymas Stefan Wyszyński zmusił milicję i SB do uganiania się za pustymi ramami po całej Polsce. „Co to szkodzi powtórzyć taką operację?”. Michalkiewicz podchodzi do ekspertów mowy nienawiści z pozycji filozoficznego prowokatora – pokazując, jak elastyczne bywają definicje w rękach tych, którzy dobrze wiedzą, komu wolno co powiedzieć. Klauzula końcowa: „Felietony nie zawsze odzwierciedlają poglądy i opinie redakcji”.

Czyżby „skisłe szekspiry majtek damskich” z żydowskiej gazety dla Polaków znalazły sobie nową Anetę Krawczykową? Ponieważ nie wszyscy pamiętają o kogo chodzi, przypominam, że pani Aneta oskarżyła „knurów” z Samoobrony, to znaczy posłów: Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego nie tylko o to, że w zamian za zatrudnienie w ichnich biurach poselskich regularnie z nią spółkowali, ale również – że są ojcami jej córeczki. Aliści gdy Andrzej Lepper zrobił sobie test DNA, z którego wynikało, że ojcem tej dziewczynki być nie może, a potem z takim samym wynikiem poddał się testowi Stanisław Łyżwiński, pani Aneta wyraziła przypuszczenie, że ojcem może być anonimowy mężczyzna, któremu oddała się w okolicach dworca kolejowego w Piotrkowie Trybunalskim. Z tych przyczyn Judenrat „Gazety Wyborczej” nadymał panią Krawczykową na jasnego idola – oczywiście do czasu, to znaczy – do znalezienia kolejnej kandydatki do nadymania. No i teraz panna Magdalena Nowakowska,  którą „GW” pilotuje,  szczęśliwie przypomniała sobie, jak to w latach 2009-2012 była „wielokrotnie gwałcona” przez Zdzisława Kurskiego w leśniczówce Danielówka w województwie pomorskim. Skoro ten Kurski „gwałcił” ją przez całe trzy lata – oczywiście z przerwami na sen i posiłki – to nie ma rady; powinna najpierw przypomnieć sobie, że była też „więziona”, a potem – że była „torturowana” przez całą rodzinę Kurskich – oczywiście z wyjątkiem pana red. Jarosława Kurskiego, który trzymał się na uboczu – a w dodatku towarzyszył im ksiądz, który natychmiast po torturkach i udanym gwałcie udzielał sprawcom rozgrzeszenia. Potem panowie bracia Sekielscy nakręcą kolejny  odcinek swego serialu – mam nadzieję, że tym razem już z „momentami” – później odbędzie się gwałtowna demonstracja „dziewuch” na golasa przed nuncjaturą, a moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus – w ubraniu, ale kompromisowo bez bielizny – wręczy Ekscelencji memoriał z żądaniem ukarania sprawców i udzielenia ofierze stosownej rekompensaty finansowej. Trochę niedobrze, że wszystko to działo się w województwie pomorskim, bo wprawdzie tam też są niezawisłe sądy, ale nie aż tak niezawisłe, jak w sławnym na całym świecie z niezawisłości poznańskim okregu sądowym. Ale może jakoś uda się załatwić właściwość miejscową, na przykład tak, że panna Nowakowska na parę dni obierze sobie w Poznaniu mieszkanie „u znajomych”, a resztę załatwi z niezawisłymi sędziami drogi pan mecenas, który takie sprawy ma już obcykane. W ten sposób nie tylko ofiara, nie tylko cała jej rodzina, ale i płomienni bojownicy walczący z przemocą wobec kobiet, czerpiąc zyski z cudzego – to znaczy „kurskiego” nierządu – zapewnią sobie świetlaną przyszłość.

Zanim jednak te wszystkie atrakcje nastąpią, zbliża się kolejna potyczka na froncie ideologicznym, a mianowicie – demonstracja, jaką w 76. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego zamierzają w Warszawie urządzić działacze i sympatycy ruchu narodowego.  Uderz w stół, a natychmiast nożyce się odezwą, toteż żydowska gazeta dla Polaków zareagowała natychmiast, żeby tych wszystkich narodowców wziąć pod obcasy, jak to się robiło za Stalina, a wtórował im chór rabinów, na melodię słynnej piosenki „oj rabina kudriawaja”. Zaprotestowali też powstańcy warszawscy, chociaż nie wiadomo, czy nie z Armii Ludowej, a na koniec odezwał się pan Rafał Trzaskowski, że jak tylko pojawi się tam „język nienawiści”, to on nakaże tę całą manifestację w jednej chwili rozgonić.

Zachęcamy do lektury: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć

Ten kij ma jednak dwa końce. Wprawdzie najgorsze są nieproszone rady, ale gdybym miał organizatorom manifestacji coś doradzić, to doradzałbym im, by zawczasu zaopatrzyli się w transparenty z takimi oto napisami: „Nienawidzimy Adolfa Hitlera!”. Taki transparent powinien być niesiony na czele manifestacji, a dalsze transparenty powinny z imienia i nazwiska wymieniać kolejnych ludzi znienawidzonych: Heinricha Himmlera, Hermana Goeringa, Józefa Goebbelsa, Wilhelma Keitla, Alfreda Jodla, a także  katów  Warszawy drobniejszego płazu, jak Oskara Dirlewangera, czy Bronisława Kamińskiego, dowódcę brygady SS Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej (RONA). A przecież jest za co. Oto jak to opisuje Józef Mackiewicz w książce „Nie trzeba głośno mówić”: „Ale 5 sierpnień był najgorszy. Na Ochocie przystąpiła do akcji Brygada Kamińskiego, cofnięta z drogi do Częstochowy. Podczas transportu – to fakt – obiecano ludziom, że będą mogli rabować i brać, co się da. Zaczęło się od tego, że pochwycili i zgwałcili Niemkę telegrafistkę. Później omal nie zamordowali majora Wehrmachtu, który interweniował. Wyrwała go z ich rąk załoga przygodnego czołgu. Później poszli rabować dom po domu. To fakt, że takiego bogactwa, jak w Warszawie, to w Briańskich lasach nawet ojcowie z carskich czasów  i we śnie nie przyśnili. A co dopiero mówić o synach bolszewickiego dnia powszedniego! – „Dawaaaj!” – gwałcić każdą kobietę i młodą i starą. Tylko bierz! – Jak to ktoś przepowiedział: „Grab nagrabliennoje!… Biej ich! Sojuszników krasnoj armii!…” –  Ale ugrzęźli przy gorzelni, rozpili się i dalej nie posuwali…

„To straszni Ukraińcy”… – podawano sobie z ust do ust po zapadającej w ruiny, w kurzu rumowisk i dymie Warszawie. Komenda AK wydała rozkaz rozstrzeliwania na miejscu każdego złapanego z policji, żandarmerii, SS, SD, SA, Hitlerjugend, Bahnschutz i wszystkich „Ukraińców” w niemieckich mundurach.

„Praaaawilno! A my ich, sobacze ich siemia! Jebi ich mat`!”…

Prochorczyk wyskoczył nachlany do białego słonia na ulicę; piana z mordy płynie. Prochorczyk, Timofieja bezprizornego syn, uczeń kursów wieczorowych w Briańsku, niedoszły traktorzysta kołchozu „Krasnaja Zorka”. Oczy szklane, oszałałe i drze się, bez krycia, jak rżnięty kaban: „Biej ich! Ja ich znaju! Sawieckich ka-ła ba-ran-toooow!”… Od dziecka przywykły do zapiekłej nienawiści, strachu i łgarstwa. – Uiit! Gwizdnęła z dachu kula wyborowego strzelca powstańczego i ułożyła Prochorczyka; nakrył się kopytami na zoranym bruku, już zaiste, jak ten kabaniuk pijany…

Generał Reinefarth żąda, żeby posuwali się dalej. A oni tylko grabią, piją i gwałcą kobiety. (…) – To bydło wschodnie – mówi Reinefarth – zawsze było i będzie takie.”

Więcej na ten temat w tekście: „Chłopcy silni jak stal”

No to co? Jak już skończymy na transparencie, że nienawidzimy generała Reinefartha, to zaraz potem należałoby pójść z transparentem, że „Nienawidzimy Józefa Stalina!”, potem – że nienawidzimy Wiaczesława Mołotowa, że nienawidzimy Wawrzyńca Berię – i tak dalej i tak dalej – aż do samego końca, a na końcu można by ponieść transparent z napisem: „Nienawistnicy – do gazu!”

Wprawdzie  byłby to „język nienawiści” – ale myślę, że nie tylko Rafał Trzaskowski byłby w kropce, ale nawet rabini mieliby potężny dysonans poznawczy – czy potępić takie przejawy nienawiści, czy może lepiej zamilczeć roztropnie? W 1966 roku, kiedy Władysław Gomułka nakazał aresztować kopię cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, prymas Stefan Wyszyński zmusił milicję i SB do uganiania się po całej Polsce za pustymi ramami. Co to szkodzi powtórzyć taką operację? 

Stanisław Michalkiewicz     

Felietony nie zawsze odzwierciedlają poglądy i opinie redakcji. 

Napisane przez

Cykl

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

„Sława Ukrainie, smert Lachom”. Lwów ogłasza rok Szuchewycza. Oto mordercy z OUN i UPA ścigani przez II RP

Armia zawodowa czy poborowa? Polski dylemat obronny

Byłem pod Trybunałem Konstytucyjnym. Tego rządzący nie chcą zobaczyć

Żelazna Dama polskiej polityki

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Inne kategorie

Czytaj także