Polacy w Surinamie to jeden z tych tematów, które można streścić w jednym zdaniu – i właśnie dlatego wart jest osobnej opowieści. Według polskich danych mieszka tam dosłownie dwoje naszych rodaków, co czyni tę społeczność jedną z najmniejszych na świecie. To historia nie o tłumach, lecz o tym, że nawet w kraju, gdzie polskiego śladu niemal nie ma, wciąż jesteśmy obecni na mapie.
Ile Polaków mieszka w Surinamie?
Odpowiedź brzmi zaskakująco: dwoje. Tyle właśnie osób figuruje w Atlasie Polonii i Polaków za granicą, opracowanym w oparciu o dane GUS oraz MSZ. Podobnie skromnie wypadają sąsiednie kraje regionu – po dwie osoby odnotowano także w Dominice i Gujanie. Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że dokładne dane nie są znane, a rzeczywista liczba może się nieco różnić od statystycznego zapisu. Oficjalne rejestry mówią jednak o garstce, którą policzyć można na palcach jednej ręki.
Ta liczba nie jest powodem do wstydu – przeciwnie. Pokazuje, jak rozległa bywa polska diaspora, skoro sięga nawet tam, gdzie mowa o pojedynczych osobach. Dwoje rodaków na blisko 600 tysięcy mieszkańców to zarazem jeden z najmniejszych odsetków polskiej obecności w całej Ameryce Południowej. Poniższa tabela zbiera twarde fakty na temat naszej obecności w tym niewielkim kraju nad Atlantykiem.
| Zagadnienie | Stan faktyczny |
|---|---|
| Liczba Polaków (Atlas Polonii) | dwoje |
| Stosunki dyplomatyczne z Polską | nawiązane 24 maja 1993 roku |
| Obsługa konsularna | Ambasada RP w Caracas (Wenezuela) |
| Organizacje i parafie polonijne | brak |
Skąd wzięli się Polacy w Surinamie?
Najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie wiadomo, ponieważ nigdy nie doszło tu do zorganizowanej polskiej emigracji. Surinam – dawna Gujana Holenderska, niepodległa dopiero od 25 listopada 1975 roku – przyciągał osadników z Holandii, robotników kontraktowych z Indii oraz Indonezji, a także potomków ludności afrykańskiej. W żadnym z tych wielkich ruchów migracyjnych Polacy nie odegrali roli, którą dałoby się dziś udokumentować. Dwoje rodaków wykazanych w statystykach to zapewne osoby, które trafiły tu współcześnie – z powodów zawodowych lub rodzinnych.
Nie zachowały się źródła pozwalające budować z tego barwną legendę, więc jej nie budujemy. W cyklu o Polakach na świecie zdarzają się kraje, o których wiemy niemal wszystko, i takie, o których uczciwie trzeba powiedzieć: śladu prawie nie ma. Surinam należy do tych drugich – i właśnie dlatego zasługuje, by opowiedzieć o nim bez upiększeń.
Najmniejsza polska społeczność i katolickie tło kraju
Skoro nie ma tu polskich nazwisk zapisanych w historii, warto spojrzeć na to, co łączy nas z Surinamem pośrednio – przez wiarę. Choć kraj ten kojarzony bywa z protestantyzmem, islamem oraz religiami przywiezionymi przez robotników z Azji, żyje w nim również katolicka mniejszość. Diecezję Paramaribo, ulokowaną w stolicy kraju, od 1866 roku prowadzą redemptoryści – była to jednak misja holenderska, bez polskiego udziału. Jej najsłynniejszą postacią pozostaje błogosławiony Peerke Donders, opiekun trędowatych, który sam był Holendrem i całe życie oddał posłudze na surinamskiej ziemi. Dla katolika z Polski to duchowo bliski świat, choć zbudowany bez naszego wkładu.
W tym właśnie kryje się sedno tego tematu. Polonia w Surinamie nie ma pomników, szkół ani sztandarów – ma za to symboliczną obecność dwojga ludzi, którzy noszą w sobie polskość w kraju oddalonym od Warszawy o tysiące kilometrów. To najmniejsza polska społeczność, jaką da się wskazać, a przecież wciąż nasza.
Polskość nie mierzy się liczbą paszportów. Nawet dwoje rodaków na drugim krańcu świata sprawia, że Surinam należy do wielkiej mapy polskiej obecności – a my mamy obowiązek o nich pamiętać.
Życie polonijne dziś
Obraz jest tu wyjątkowo prosty, bo zorganizowana polonia w Surinamie nie istnieje. Nie znajdziemy tu instytucji, które w innych krajach spajają rodaków. Oto, jak wygląda nasza obecność w praktyce:
– brak stowarzyszeń, klubów i szkół polonijnych;
– brak polskiej parafii oraz księży posługujących po polsku;
– stosunki dyplomatyczne z Polską utrzymywane od 24 maja 1993 roku;
– obsługa konsularna prowadzona zdalnie przez Ambasadę RP w Caracas w Wenezueli;
– obecność ograniczona do pojedynczych osób, bez życia wspólnotowego.
To niewiele – ale też uczciwie oddaje rzeczywistość. Polonia w Surinamie istnieje raczej jako punkt na statystycznej liście niż jako żywa wspólnota, i taką prawdę winniśmy szanować bardziej niż wygodną legendę. Pamięć o dwojgu rodaków to dziś cała nasza obecność w tym kraju – i dobrze, że w ogóle mamy o kim pamiętać.
Polacy w Surinamie – najczęstsze pytania
Kiedy Polska nawiązała stosunki z Surinamem?
Polska i Surinam nawiązały stosunki dyplomatyczne 24 maja 1993 roku. Od tej daty oba państwa utrzymują poprawne, choć siłą rzeczy niezbyt intensywne relacje.
Czy w Surinamie jest polska ambasada?
Nie, w Surinamie nie ma polskiej placówki dyplomatycznej. Sprawami konsularnymi zajmuje się Ambasada RP w Caracas w Wenezueli, która obejmuje ten kraj swoją akredytacją.
Czy w Surinamie pracowali polscy misjonarze?
Nie odnotowano polskiego udziału w tamtejszej pracy misyjnej. Katolicką misję w Paramaribo od 1866 roku prowadzili redemptoryści, była to jednak misja holenderska, a jej najbardziej znaną postacią pozostaje Holender, błogosławiony Peerke Donders.
Czy Surinamczycy lubią Polaków?
Trudno mówić o wyraźnym nastawieniu, skoro kontakty między naszymi narodami są minimalne. Relacje pozostają poprawne i życzliwe, opierają się jednak na oficjalnych stosunkach utrzymywanych od 1993 roku, a nie na codziennym sąsiedztwie.



