Polacy w Gujanie to temat, w którym uczciwość znaczy więcej niż liczby. Zorganizowana polonia w Gujanie praktycznie nie istnieje, a nasza obecność w tym niewielkim kraju u wybrzeży Ameryki Południowej jest śladowa. Mimo to jest nas tu garstka – i pozostaje wyraźny polski ślad, który zostawił jeden z najwybitniejszych naszych podróżników, Arkady Fiedler.
Ile Polaków mieszka w Gujanie?
Odpowiedź jest krótka i wymaga szczerości: polska obecność w Gujanie jest śladowa, a dokładne dane nie są znane. Nie istnieje wiarygodny rejestr, który pozwoliłby podać liczbę naszych rodaków mieszkających na stałe w tym kraju. Gujana – anglojęzyczne państwo na północno-wschodnim wybrzeżu Ameryki Południowej, dawna kolonia brytyjska, kraj równikowych lasów i wielkich rzek z Essequibo na czele – nigdy nie była celem polskiego osadnictwa. Nie ma tu potwierdzonych XIX-wiecznych osadników ani zesłańców, nie działali też polscy misjonarze. Dlatego zamiast zmyślać liczby, opowiadamy o tym, co naprawdę łączy nas z tym miejscem: o relacjach i o jednej niezwykłej wyprawie.
| Zagadnienie | Co wiemy na pewno |
|---|---|
| Liczba naszych rodaków | Obecność śladowa; dokładne dane nie są znane |
| Najważniejszy polski ślad | Wyprawa Arkadego Fiedlera do Gujany Brytyjskiej w latach 1963–1964 |
| Placówka RP | Konsulat Honorowy RP w Georgetown; akredytacja przez Ambasadę RP w Caracas |
| Relacje współczesne | Rosnąca wymiana handlowa po odkryciu złóż ropy naftowej |
Skąd wzięli się Polacy w Gujanie?
Uczciwa odpowiedź brzmi: w praktyce nie wzięli się niemal wcale. Gujana nie zna fali polskiego osadnictwa – nie ma tu potwierdzonych polskich osadników ani zesłańców z XIX wieku, nie przybyli tu również polscy misjonarze, którzy w innych zakątkach świata budowali zręby Polonii. Historia naszej obecności w tym kraju jest więc krótka i skromna, i nie warto jej sztucznie wydłużać.
Warto natomiast rozwiać jedno nieporozumienie. Wielkie zasługi w badaniu i opisaniu tych terenów w XIX wieku, w epoce kolonialnej, położył Robert Schomburgk, badacz i odkrywca, którego nazwisko do dziś wiąże się z Gujaną. Był on jednak Niemcem (Prusakiem), nie Polakiem – i uczciwość każe nie przypisywać jego dorobku naszej historii. Prawdziwym polskim śladem w tym kraju pozostaje ktoś zupełnie inny.
Arkady Fiedler – nasz podróżnik, który dotarł tam, gdzie Polaków nie było
Najsilniejszy polski ślad w Gujanie nie ma postaci osady ani parafii – ma postać książki. W latach 1963–1964 do ówczesnej Gujany Brytyjskiej, która była wtedy jeszcze kolonią Wielkiej Brytanii, a niepodległość uzyskała w 1966 roku, dotarł Arkady Fiedler, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy i podróżników. Zapuścił się w głąb tropikalnej dżungli, aż na pogranicze z Brazylią, gdzie żyło plemię Wai-Wai, nazywane przez niego Wajwajami. Do tak odległych zakątków docierało się wówczas niemal wyłącznie rzekami, mozolnie, w głąb równikowego lasu.
Wajwajowie należeli do nielicznych społeczności indiańskich, do których niemal nie docierali jeszcze wtedy Europejczycy. Fiedler opisał ich jako „ostatnie niezależne plemię kolonii” – społeczność, która wciąż żyła własnym rytmem, z dala od świata białego człowieka. Owocem tej wyprawy była książka „Spotkałem szczęśliwych Indian”, wydana po raz pierwszy w 1968 roku i czytana potem przez kolejne pokolenia Polaków.
To dzięki niemu – a nie dzięki liczebnej Polonii – Gujana w ogóle zaistniała w polskiej wyobraźni. Kultury, które Fiedler tam zastał i utrwalił, dziś w dawnej formie już nie istnieją, co czyni jego reportaż tym cenniejszym dokumentem ginącego świata.
Tam, gdzie polska stopa niemal nie postała, dotarł polski pisarz – i to jego pióro sprawiło, że o gujańskiej dżungli oraz jej mieszkańcach przeczytały całe pokolenia Polaków.
Przesłanie jego reportażu można streścić tak: spotkał ludzi, których świat właśnie odchodził – i zapisał go, zanim zniknął. Tytuł „Spotkałem szczęśliwych Indian” stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych w polskiej literaturze podróżniczej.
Życie polonijne dziś
Obraz jest tu wyjątkowo skromny i lepiej powiedzieć to wprost:
– zorganizowana polonia w Gujanie praktycznie nie istnieje – brakuje polskich parafii, szkół sobotnich i stowarzyszeń, które gdzie indziej tworzą trzon życia polonijnego.
– opieką konsularną obejmuje Gujanę Ambasada RP w Caracas w Wenezueli, akredytowana również dla tego kraju.
– w stolicy, Georgetown, działa Konsulat Honorowy RP, a funkcję konsula honorowego pełni Ramesh Persaud.
– relacje z Polską nabierają tempa w wymiarze gospodarczym – po odkryciu bogatych złóż ropy naftowej u wybrzeży kraju rośnie wzajemna wymiana handlowa.
Polacy w Gujanie – najczęstsze pytania
Który polski podróżnik dotarł do Gujany?
Do Gujany, a dokładnie do ówczesnej Gujany Brytyjskiej, dotarł w latach 1963–1964 Arkady Fiedler. Zapuścił się w głąb dżungli aż do plemienia Wai-Wai i opisał tę wyprawę w słynnej książce „Spotkałem szczęśliwych Indian”.
Czy Polska ma placówkę w Gujanie?
Tak, choć w ograniczonej formie. W stolicy kraju, Georgetown, działa Konsulat Honorowy RP, którego konsulem honorowym jest Ramesh Persaud. Sprawy konsularne obsługuje natomiast Ambasada RP w Caracas w Wenezueli, akredytowana również dla Gujany.
Czy w Gujanie działa polska Polonia?
Nie. Zorganizowana Polonia w tym kraju nie funkcjonuje, a nasza obecność pozostaje śladowa. Nie ma tu polskich parafii, szkół ani stowarzyszeń, które gdzie indziej stanowią trzon życia polonijnego.
Czy Gujańczycy lubią Polaków?
Relacje między naszymi krajami są poprawne i stopniowo się rozwijają, przede wszystkim na płaszczyźnie gospodarczej – po odkryciu u wybrzeży Gujany złóż ropy naftowej rośnie wzajemna wymiana handlowa. Trudno tu mówić o szczególnej przyjaźni narodów, jednak nic nie wskazuje na jakiekolwiek uprzedzenia wobec Polaków.



