Od 206 tys. zł za spacery dendrologiczne po KPO dla kultury. Wokół minister Cienkowskiej znów gorąco

5 min. czytania

Adrian Kłos

21 lipca 2026 r.

Marta Cienkowska — 206 tysięcy dla firmy minister za spacery dendrologiczne, grafika redakcyjna

5 min. czytania

Adrian Kłos

21 lipca 2026 r.

Zanim Marta Cienkowska została minister kultury, jej firma inkasowała publiczne pieniądze z warszawskiego ratusza – między innymi 206 tys. zł za „spacery dendrologiczne”, czyli spotkania, na których opowiada się ludziom o drzewach. Dziś nazwisko minister wraca w znacznie poważniejszym kontekście: firmowany przez nią program KPO dla kultury oceniano z łamaniem prawa, co stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w niemal 30 wyrokach.

Najważniejsze fakty:
– firma Marty Cienkowskiej zarobiła w latach 2021-2023 blisko 1,67 mln zł na zleceniach z Zarządu Zieleni m.st. Warszawy, jednostki podległej prezydentowi Rafałowi Trzaskowskiemu
– jedno ze zleceń to 206 tys. zł za projekt edukacji przyrodniczej ze „spacerami dendrologicznymi”; ustalił to Waldemar Stankiewicz z Kanału Zero
– KPO dla kultury to program wart blisko 300 mln zł, którego operatorem jest Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, podległy resortowi kultury
– WSA w Warszawie w niemal 30 orzeczeniach stwierdził, że wnioski oceniano „w sposób naruszający prawo”
– program od początku firmowała Cienkowska – najpierw jako wiceminister, od lipca 2025 jako szefowa resortu
– beneficjenci, którzy wygrali z państwem w sądzie, i tak mogą nie zobaczyć pieniędzy

Kim jest Marta Cienkowska?

Marta Cienkowska (ur. 14 listopada 1987 r. w Ciechanowie) to polityk Polski 2050 Szymona Hołowni. Z wykształcenia jest politolożką – ukończyła Uniwersytet Warszawski. Ministrem kultury i dziedzictwa narodowego została w lipcu 2025 roku, a wcześniej, jako wiceminister, odpowiadała w resorcie właśnie za fundusze europejskie, w tym KPO. Zanim weszła do polityki, prowadziła firmę zajmującą się marketingiem, mediami społecznościowymi i produkcją wydarzeń.

Zanim była minister. 206 tys. zł za spacery dendrologiczne

Historię prześwietlił Waldemar Stankiewicz z Kanału Zero. Od 2016 roku Cienkowska prowadziła firmę konsultingową zajmującą się reklamą, mediami społecznościowymi i marketingiem. Pierwsze duże zlecenie z Zarządu Zieleni m.st. Warszawy dostała w 2021 roku – kampanię promującą warszawski odcinek Wisły za 850 tys. zł.

Rok później pojawił się przetarg, który dziś budzi największe emocje: 206 tys. zł na projekt edukacji przyrodniczej w ramach akcji „Korony Miasta”. W ramach umowy firma organizowała zajęcia dla dzieci, warsztaty dla rodzin, pokazy i właśnie „spacery dendrologiczne”. W tym samym roku doszła umowa na 98 tys. zł za konkurs „Warszawa w Kwiatach”, a w 2023 roku – według ustaleń dziennikarzy – kolejne zlecenie, tym razem jako jedyna złożona oferta. Kilka miesięcy później Cienkowska została wiceministrem kultury.

„200 tys. zł na spacery dendrologiczne, gdzie opowiada się o drzewach? Trochę dużo”
– Waldemar Stankiewicz, Kanał Zero

Łącznie firma minister zarobiła na zleceniach z ratusza Trzaskowskiego blisko 1,67 mln zł. Sam Stankiewicz zastrzegał, że nie ma podstaw, by kwestionować legalność tych umów – Cienkowska po prostu prowadziła swoją działalność. Zwracał jednak uwagę, że tak intratne zlecenia płynęły z jednostki podległej dzisiejszemu liderowi Koalicji Obywatelskiej, a sama Cienkowska jest ministrem w rządzie tej samej koalicji.

KPO dla kultury. Dziesiątki wyroków przeciw państwu

Znacznie poważniejszy jest jednak drugi wątek. KPO dla kultury to program wart blisko 300 mln zł, który miał wesprzeć twórców, animatorów i instytucje kultury. Operatorem uczyniono Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, a całość od początku nadzorowała Marta Cienkowska.

W drugim naborze na blisko 4,8 tys. wniosków grantowych ponad 3,8 tys. dostało zero punktów. Ponad 50 spraw trafiło do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, a portal Zero.pl dotarł do niemal 30 prawomocnych orzeczeń, w których sąd stwierdził, że oceny przeprowadzono z naruszeniem prawa.

Skala absurdów, jakie wytknął sąd, jest uderzająca. Jeden z ekspertów odmówił oceny wniosku warszawskiego Teatru Komedia, bo zażądał „oryginału” statutu – dokumentu, który od 2012 roku istnieje wyłącznie w elektronicznym dzienniku urzędowym. Inny zarzucił temu samemu teatrowi „zerowe wskaźniki”, choć we wniosku widniała liczba 1020 – zdaniem sądu recenzent najpewniej oceniał zupełnie inne przedsięwzięcie albo skopiował cudze uzasadnienie. W przypadku teatru Nowe Formy oceniający uznał instytucję za kawiarnię, bo oparł się na pobocznych kodach PKD, ignorując statut.

„Doszło do obrazy zasad przejrzystości i rzetelności wyboru”
– z uzasadnienia wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie

Ludzie przy ognisku rozmawiają z drzewem o ludzkiej postaci - ilustracja
Ilustracja satyryczna (oprac. własne).

Wygrali w sądzie, a pieniędzy mogą nie zobaczyć

Prawomocny wyrok nie kończy jednak sprawy. Beneficjenci, którzy wygrali z państwem, zamiast pieniędzy dostają umowy, które każą im poświadczyć, że zrealizowali projekt w terminie, który dawno minął. Towarzystwo Poligrodzianie ma podpisać umowę deklarującą realizację przedsięwzięcia do końca lutego 2026 roku – choć dokument przedstawiono dopiero w lipcu.

„My takiej umowy oczywiście nie podpiszemy, nie będziemy kłamać. To pieniądze publiczne i bardzo poważnie do tego podchodzimy”
– Michał Howorski, Towarzystwo Poligrodzianie

W tej samej sytuacji jest Fundacja Urban Forms z Łodzi, która wygrała w sądzie dwie sprawy. „Wygrałam przed sądem nie po to, żeby otrzymać umowę, której nie da się uczciwie wykonać” – mówiła portalowi Zero.pl prezeska fundacji Teresa Latuszewska-Syrda. Podobny problem dotyczy Teatru Komedia i teatru Nowe Formy.

Resort bagatelizuje, konsekwencji brak

Ani Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, ani Ministerstwo Kultury nie widzą w sprawie większego problemu. NIMiT pisze o „pojedynczych błędach ludzkich”, a resort podkreśla, że skargi do sądu złożyło 51 wnioskodawców, czyli 2,5 procent. Na pytanie, czy ktokolwiek poniesie konsekwencje nieprawidłowości, ministerstwo nie odpowiada wprost.

Marta Cienkowska, która przez wiele miesięcy osobiście nadzorowała sprawy funduszy europejskich w resorcie, nie odniosła się do pytań dziennikarzy o zlecenia z warszawskiego ratusza. Wcześniej, gdy wybuchła pierwsza burza wokół KPO dla kultury, tłumaczyła chaos brakiem czasu i naglącymi terminami. „KPO wszyscy dopiero się uczymy” – mówiła.

Problem w tym, że rachunek za tę naukę płacą dziś ci, którzy chcieli uczciwie sięgnąć po publiczne pieniądze – i po wygranej w sądzie zostają z niczym. A pytanie, jak minister odpowiedzialna za jeden z najważniejszych kulturalnych programów rozliczy dziesiątki przegranych przez państwo procesów, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

Napisane przez

Cykl

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Szyszko też odchodzi z rządu po rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz. „Zanik politycznego i moralnego kompasu”

„Agresywny kraj to dobry kraj”. Korwin-Mikke chwali Rosję i pozdrawia z Moskwy

Rząd chce zwiększyć zadłużenie z SAFE? „Na stole leży” 20 mld euro

Kompromitacja PSL i koniec marzeń o wiecznych wójtach. Pełczyńska-Nałęcz odchodzi z rządu

Kwaśniewski staje w obronie Tuska. Były działacz PZPR uczy Nawrockiego, jak patrzeć na Rosję

Sejm przegłosował dekryminalizację aborcji. Zdecydowały cztery głosy

Sondaż CBOS: tylko cztery partie w Sejmie. Koalicjanci Tuska pod progiem, prawica z przewagą

Francja płonie, a dziennikarka Newsweeka wskazuje na Rosję. Wpis Długosz wywołał falę drwin

Inne kategorie

Czytaj także