Felieton Janusza Sanockiego krytykuje rozpędzanie przez policję ulicznych protestów przedsiębiorców w Warszawie pod pretekstem względów epidemicznych i stawia tezę, że pandemia stała się wygodnym narzędziem sprawowania władzy nad społeczeństwem. Autor zarzuca też opozycji przyjęcie narracji pandemicznej, a mediom publicznym – porzucenie misji na rzecz służby władzy, skupiając się na sylwetkach Rafała Ziemkiewicza i Magdaleny Ogórek oraz jej domniemanych zarobkach w TVP.
Wirus jako instrument władzy
Policja nieustępliwie rozpędza uliczne protesty przedsiębiorców w Warszawie, tłumacząc to – rzecz jasna – „względami epidemicznymi”. Potwierdza się w ten sposób podejrzenie, które powziąłem na początku tzw. „pandemii”: wirus jest niebywale wygodnym instrumentem panowania nad społeczeństwem. Niezależnie od skali całej tej „choroby” to minister decyduje, kiedy wolno nam wyjść na ulice. Prawa obywatelskie – owszem, macie je jak najbardziej – ale dopiero po epidemii. A kiedy epidemia się skończy, o tym zadecyduje minister.
Jesteśmy więc w kompletnej „czarnej dziurze”, a na dodatek cała „opozycja” od początku przyjęła narrację „pandemiczną” i, chcąc dowalić rządowi, nakręcała histerię jeszcze gorliwiej niż minister Szumowski.
Media, które zdradziły misję
Wyjściem z tego błędnego koła byłyby rzetelne media, tyle że tu obie strony konfliktu politycznego dawno wszystko spacyfikowały. Opozycja korzysta z „nadgorliwości” prywatnych stacji, a telewizja publiczna przyjęła formę, którą my, starsi, pamiętamy z czasów PRL. Jest tylko oczywiście bardziej atrakcyjna i sprawna niż parciana telewizornia z czasów Gierka i Jaruzela. W telewizji Kurskiego nie przemawiają do nas drętwym językiem ubrani w mundury partyjni aparatczycy. Obecni propagandyści opanowali sztukę przekazu i wynajęli – zgodnie z radą Herberta – do kuszenia mas „kobiety jak różowe opłatki”, jak Magdalena Ogórek, oraz kilka „fantastycznych stworów z obrazów Hieronima Boscha”, jak Rafał Ziemkiewicz.
Temat kontynuujemy w artykule: Norbert Sabina Bobin walczy o wolność dla Sebastiana Majtczaka
Polecamy także: Wielowieyska z „Wyborczej” uderzyła w Stanowskiego. Zapomniała o Michniku
Ziemkiewicz był przenikliwym publicystą, ale reguły „telewizji Kurskiego” – zgodnie z którymi opozycję trzeba traktować ostrą szyderą, a o rządzie, PiS-ie i Prezydencie można mówić tylko dobrze, a nawet wyłącznie bardzo dobrze – są bezwzględne. I tak z dobrego publicysty został nam się jedynie propagandysta.
Przypadek Magdaleny Ogórek
Magdalena Ogórek to zjawisko osobne. W 2011 r. kandydowała na prezydenta RP z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej – siły jak najbardziej postkomunistycznej. Jej promotorem był sam Leszek Miller, a więc z punktu widzenia każdej prawicy, a już na pewno „prawicy zjednoczonej”, wcielony komunistyczny diabeł. Dotknięcie takiego powinno eliminować panią Ogórek z „prawicowej” telewizji. Jak się jednak okazuje, nic takiego nie nastąpiło. Redaktor Ogórek nie tylko zadomowiła się w telewizji Kurskiego, ale – jak się dowiadujemy – jest za swoje usługi całkiem sowicie opłacana. Do opinii publicznej dotarła informacja, że jej wynagrodzenie to 600 tys. rocznie, czyli 50 tys. miesięcznie. Nawet jeśli nie jest to informacja ścisła, gotów jestem uwierzyć, że bardzo niedaleka od prawdy. W końcu za ten rodzaj oddania sprawie PiS, jaki na antenie wykazuje kandydatka SLD na prezydenta i protegowana Leszka M., trzeba płacić duże pieniądze. Im więcej oddania, tym większa kasa! A redaktor Ogórek – każdy to widzi – oddaje się cała, ciałem i duszą. Ciało na ekranie wygląda atrakcyjnie, a duszy na szczęście nie widać. Zresztą nie wiemy, czy ktoś, kto podejmował flirt z postkomunistami z SLD, nie musiał w ramach umowy zastawić duszy w depozycie partyjnym. To mogłoby wiele tłumaczyć.
Służba na dwu łapach
W każdym razie dziennikarska produkcja byłej kandydatki SLD w „prawicowej” telewizji doskonale oddaje całą linię programową mediów – excusez le mot – publicznych. Wychwalanie każdej decyzji partii rządzącej, pełne lizusostwo wobec polityków obozu władzy, a jednocześnie potępianie każdego ruchu opozycji. Nie krytyka – właśnie potępienie.
Polecamy także: Anna Kanigowska, informatorka Onetu, która w kampanii uderzała w Nawrockiego, trafiła do więzienia
Taki przekaz jest po prostu nierzetelny, a tak ukształtowane media publiczne zdradziły swoją misję, którą jest służba społeczeństwu, a nie służba władzy. Zwłaszcza służba na dwu łapach.
Domyślam się, że takiego zdeprawowania dziennikarzy dokonano za pomocą pieniędzy, co oznacza, że informacja o zarobkach Magdaleny Ogórek jest bliska prawdy. Zresztą z jej punktu widzenia wynegocjowanie takiego kontraktu było logiczne. Trzeba brać teraz, bo nie sądzę, by po zmianie władzy jakakolwiek redakcja przyjęła ją do pracy. Chociaż… kto wie?
Janusz Sanocki




