30 lat temu Sejm uchwalił ustawę o likwidacji cenzury

10 min. czytania

Redakcja

11 kwietnia 2020 r.

10 min. czytania

Redakcja

11 kwietnia 2020 r.

Artykuł przypomina trzydziestą rocznicę uchwalenia przez Sejm RP ustawy likwidującej Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Tekst przedstawia historię cenzury – od starożytności, przez zabory i II Rzeczpospolitą, po jej instytucjonalne ukształtowanie w PRL – opisuje procedury cenzorskie, listy książek zakazanych, walkę o wolność słowa oraz absurdy dotykające literatury, muzyki i kinematografii.

Cenzura od starożytności po zabory

Trzydzieści lat temu, 11 kwietnia 1990 r., Sejm RP uchwalił ustawę o likwidacji Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. Decyzja ta zamykała 45-letnią epokę, w której całość funkcjonowania mediów i życie intelektualne kontrolował reżim komunistyczny przy pomocy niewielkiej grupy zdyscyplinowanych cenzorów.

Próby państwowej kontroli słowa pisanego i innych form wyrazu sięgają starożytności. Wielu autorów antycznych traktatów politycznych postulowało stosowanie zabiegów cenzorskich, choćby po to, by zwalczać demoralizację młodzieży. Nawet w ówczesnych ustrojach demokratycznych i republikańskich ograniczanie swobody wypowiedzi przybierało bezwzględne formy. Charakter cenzorski miał m.in. proces Sokratesa, oskarżonego o brak szacunku dla bogów. Czterysta lat później cesarz August zesłał na krańce Imperium Rzymskiego poetę Owidiusza – prawdopodobnie jedną z przyczyn było uznanie niektórych jego pism za niezgodne z promowaną przez cesarza wizją tradycyjnych rzymskich wartości. Również w średniowieczu władze świeckie i kościelne, na miarę ówczesnych możliwości, dążyły do kontroli pism, głównie uważanych za heretyckie. W Rzeczypospolitej zwalczano druki wymierzone w króla oraz niektóre dzieła religijne, najczęściej radykalnych nurtów reformacji. Republikański porządek i umiłowanie „złotej wolności” sprawiały jednak, że Rzeczpospolita była krajem o wielkiej swobodzie druku.

Więcej na ten temat w tekście: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć

Rozwój nowoczesnej prasy przypadł na okres, gdy ziemie polskie znajdowały się pod zaborami. W ciągu ponad 120 lat skala ingerencji państw zaborczych była bardzo zróżnicowana. Stosunkowo liberalne nastawienie władz konstytucyjnego Królestwa Polskiego i Galicji kontrastowało z policyjnym reżimem Rosji i Prus.

Wolność druku w II Rzeczypospolitej

Pełną wolność druku zadekretował jesienią 1918 r. rząd Jędrzeja Moraczewskiego. Szybko jednak, bo już 2 stycznia 1919 r., Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wprowadził stan wyjątkowy uprawniający komisarzy powołanych przez szefa MSW do „zarządzania konfiskat wszelkich wydawnictw, zagrażających bezpieczeństwu publicznemu, i zamykania na czas trwania stanu wyjątkowego drukarń służących do ich rozpowszechniania”. Cenzurę prewencyjną stosowano najczęściej w najgroźniejszym okresie wojny z bolszewikami. Za złamanie wymogów cenzorskich groziły wysokie grzywny. Przepisy o cenzurze wojennej zniesiono późną jesienią 1920 r.

Pełną wolność słowa i druku zagwarantowała konstytucja marcowa w artykule 105.: „Poręcza się wolność prasy. Nie może być wprowadzona cenzura ani system koncesyjny na wydawanie druków”. Nielegalna próba cenzurowania prasy była jedną z bezpośrednich przyczyn przeprowadzonego przez Piłsudskiego zamachu stanu w maju 1926 r. – 10 maja rząd Wincentego Witosa polecił skonfiskować nakład „Kuriera Porannego”, w którym opublikowano niezwykle ostry wywiad z Piłsudskim. Po 1926 r. rządy piłsudczykowskie same dokonywały konfiskat niektórych druków. Pod koniec lat trzydziestych jednym z najbardziej jaskrawych przykładów zwalczania prasy krytycznej wobec sanacji było osadzenie w miejscu odosobnienia w Berezie Kartuskiej redaktora naczelnego wileńskiego „Słowa” Stanisława Cata-Mackiewicza; słynny pisarz i publicysta wyszedł na wolność po osiemnastu dniach. Latem 1939 r. władze skonfiskowały „proroczą” książkę Władysława Studnickiego „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej” – tytuł trafił do rąk czytelników dopiero w 2018 r.

Okupacja i narodziny komunistycznej cenzury

Trudno mówić o zinstytucjonalizowanej cenzurze pod okupacją niemiecką i sowiecką. Prasa i wszelkie inne druki podlegały bezpośredniej kontroli władz. W Generalnym Gubernatorstwie liczbę wydawanych tytułów zredukowano do minimum – zaledwie kilku pism i wydawnictw praktycznych, takich jak kalendarze. Nieco większy zakres „swobód” obowiązywał na terenach „Zachodniej Białorusi” i „Zachodniej Ukrainy”: władze sowieckie dopuszczały wydawanie polskiej prasy i literatury, by w przekazie propagandowym pokazać, że Polacy są integralną częścią wielonarodowego imperium. Od 1943 r. własne wydawnictwa publikowały podporządkowane Stalinowi instytucje polskojęzyczne, takie jak Związek Patriotów Polskich i armia Berlinga.

Gdy Sowieci przekroczyli przyszłą wschodnią granicę Polski, w ramach Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego utworzono Resort Informacji i Propagandy oraz podlegający mu Wydział Prasowo-Informacyjny. Na jego czele stanął Jerzy Borejsza, komunistyczny literat od lat kolaborujący z Sowietami. Jego zadaniem była realizacja zakamuflowanej zapowiedzi zwalczania przeciwników politycznych: „Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego przystępuje do odbudowy państwowości polskiej, deklaruje uroczyście przywrócenie wszystkich swobód demokratycznych, równości wszystkich obywateli bez różnicy rasy, wyznania i narodowości, wolności organizacji politycznych, zawodowych, prasy, sumienia. Demokratyczne swobody nie mogą jednak służyć wrogom demokracji”. Od listopada 1944 r. Borejsza miał wsparcie sowieckich funkcjonariuszy Gławlitu (Głównego Urzędu Ochrony Tajemnicy Państwowej i Prasy) – Piotra Gładina oraz Kazimierza Jarmuza. Ich głównym zadaniem było przygotowanie wzorowanych na sowieckich uregulowań prawnych, w których miała działać polska cenzura. Polscy funkcjonariusze skupiali się na bezpośrednim kontrolowaniu nowego rynku prasowego i wydawniczego, a głównym narzędziem kontroli miały być dostawy papieru i farby drukarskiej.

Po kilku miesiącach instytucjonalną cenzurę podporządkowano bezpiece. 19 stycznia 1945 r., na wniosek ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza, utworzono Centralne Biuro Kontroli Prasy. 15 listopada tego samego roku nadano tej instytucji większe pozory niezależności, przemianowując ją na Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (w 1981 r. z nazwy usunięto słowo „Prasy”). Wszystkie te zmiany ogłoszono dekretem Rady Ministrów z 5 lipca 1946 r. Określał on pięć bardzo ogólnie zarysowanych sytuacji uprawniających cenzurę do interwencji: „godzenie w ustrój państwa polskiego, ujawnianie tajemnic państwowych, naruszanie międzynarodowych stosunków państwa, naruszanie prawa lub dobrych obyczajów, wprowadzanie w błąd opinii publicznej przez podawanie wiadomości niezgodnych z rzeczywistością”.

Prawo łamane przez samo państwo

Co ciekawe, dekret ten był niezgodny ze wspomnianymi zapisami konstytucji marcowej, a później także z konstytucją z 22 lipca 1952 r. „Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej mają prawo do korzystania ze zdobyczy kultury i do twórczego udziału w rozwoju kultury narodowej. […] Prawo to zapewniają coraz szerzej: rozwój i udostępnienie ludowi pracującemu miast i wsi bibliotek, książek, prasy, radia, kin, teatrów, muzeów i wystaw, domów kultury, klubów, świetlic, wszechstronne popieranie i pobudzanie twórczości kulturalnej mas ludowych i rozwoju talentów twórczych” – stwierdzała konstytucja lipcowa w stylu sowieckiej propagandy.

Funkcjonowanie urzędu cenzorskiego kłóciło się również z uchwalonym w 1960 r. Kodeksem Postępowania Administracyjnego, który stanowił, iż każda decyzja organów państwa musi zostać uzasadniona w sposób jawny i przedstawiona na piśmie. Tymczasem decyzje cenzorów miały charakter prewencyjny, a czytelnik nie zdawał sobie sprawy z zakresu ingerencji dokonanych przez kogoś innego niż autor tekstu. Jak pisał publicysta Stefan Kisielewski, cechą „dobrej cenzury” było „zasugerowanie czytającym, że autorzy myślą tak właśnie jak piszą” oraz „przyzwyczajenie piszących, aby myśleli i formułowali swe myśli w pewien określony sposób, bo pisanie w inny sposób będzie likwidowane lub przez odpowiednie skreślenia zmieniane”. Kisielewski opisywał więc mechanizm powstawania najgroźniejszej formy cenzurowania dzieł – autocenzury.

Stosunkowo szybko ukształtowała się kilkustopniowa procedura cenzurowania wydawnictw. W przypadku publikacji nieperiodycznych proces kontroli rozpoczynało przejrzenie maszynopisu; jego zaakceptowanie było równoznaczne ze zgodą na składanie książki. W kolejnym etapie – zarówno dla czasopism, jak i książek – cenzura oceniała wstępne wydruki. Na końcu sprawdzano zgodność ostatecznego druku z wersją pierwotną. Każdą publikację można było też wycofać z obiegu po stwierdzeniu pomyłki cenzora. Aby uniknąć tak kosztownych i niebezpiecznych dla systemu wpadek, władze organizowały częste szkolenia cenzorów, informując ich o aktualnej polityce informacyjnej i celach propagandy. Częstym kontaktom między GUKPPiW a władzami partii sprzyjała bliskość gmachów obu instytucji – cenzurę przy ul. Mysiej dzieliło od Domu Partii zaledwie dwieście metrów.

Wymazywanie dorobku kultury

Aktywność cenzury wpływała nie tylko na bieżące działanie mediów, ale i na tradycje polskiej kultury. Już w 1945 r. rozpoczęto wielką operację wymazywania niewygodnej dla komunistów części tego dorobku. W listopadzie tego roku Centralne Biuro Kontroli Prasy wydało instrukcję skierowaną do swoich wojewódzkich oddziałów, nakazującą wycofanie z bibliotek wszystkich książek wymienionych w załączniku – głównie przedwojennych pozycji o charakterze „antysowieckim”. W 1950 r. ukazała się instrukcja rozszerzająca listę „libri prohibiti” m.in. o książki „antyrządowe” oraz takie, które „propagowały ideologię wsteczną pod względem politycznym, społecznym, gospodarczym, kulturalnym itd.”. Po liberalizacji systemu w październiku 1956 r. dostęp do zakazanych publikacji nieco zwiększono, szybko jednak wrócono do dawnych praktyk. Listy „nieprawomyślnych” autorów stale uzupełniano, głównie o nazwiska twórców emigracyjnych. Wyjątek stanowili ci, którzy zdecydowali się wrócić do rządzonej przez komunistów Polski – jak Stanisław Cat-Mackiewicz – mogli oni liczyć na przychylność cenzorów i publikacje swoich dzieł w dużych nakładach.

Przeczytaj artykuł o tym, Stanisław Sojczyński „Warszyc” – twórca KWP, Żołnierz Wyklęty

Działania cenzury nierzadko prowadziły do absurdów. Gdy w 1980 r. literacką Nagrodę Nobla otrzymał Czesław Miłosz, polskie biblioteki niemal nie dysponowały jego dziełami. Wiele egzemplarzy trafiło do nich dzięki bibliotekarzom i naukowcom, którzy przekazali do zbiorów druki pochodzące z przemytu. Przełom przyniósł dopiero okres „Solidarności” – np. strajk łódzkich studentów ze stycznia i lutego 1981 r. wymusił na władzy wyjęcie spod kontroli druków wewnątrzuczelnianych oraz zniesienie prohibitów w bibliotekach naukowych.

„Czarna księga cenzury” i ustępstwa lat 80.

Cenzura w formie wypracowanej na początku lat pięćdziesiątych XX w. funkcjonowała praktycznie do końca PRL, choć nie zawsze z jednakową siłą. Po wstrząsach społecznych – w 1956, 1968 i 1970 r. – regułą było, że na pewien czas łagodniała. Próbowano z nią walczyć także jawnymi protestami, takimi jak „List 34″ z 1964 r. Najskuteczniejszym sposobem walki o wolność słowa okazało się jednak tworzenie drugiego obiegu wydawniczego. Już w 1981 r. jedna z podziemnych oficyn opublikowała wydaną trzy lata wcześniej w Londynie „Czarną księgę cenzury”. Jej autorem był zbiegły na Zachód pracownik krakowskiej cenzury, Tomasz Strzyżewski, który przez półtora roku pracy w GUKPPiW zbierał materiały obnażające zasady funkcjonowania tej instytucji. „Dokumenty wywołały ogromne wrażenie w Polsce i na świecie i bez wątpienia przyczyniły się do zdynamizowania działań opozycji osłabienia prawomocności władz” – stwierdził działacz emigracyjny i redaktor naczelny „Aneksu”, Eugeniusz Smolar.

Znaczącą zmianę przyniosła ustawa o cenzurze, uchwalona 31 lipca 1981 r. Przede wszystkim przewidziano wówczas możliwość zaskarżenia decyzji cenzorskiej do Naczelnego Sądu Administracyjnego, co teoretycznie czyniło ją odwracalną, a sam cenzor przestawał być instancją ostateczną. Pojawiły się też ustępstwa: biblioteki naukowe mogły sprowadzać z zagranicy wydawnictwa „nieprawomyślne”, a cenzurze przestały podlegać publikacje naukowe i dydaktyczne. Prasa zyskała również prawo do zaznaczania ingerencji cenzury. Z tej możliwości korzystał jedynie „Tygodnik Powszechny” – często drukowano więc pojedyncze słowa i informację o „wycięciu” pozostałej części: „Czesław Miłosz [–] Ustawa z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk, Dz.U. z 1981 r., Nr 20, poz. 99″.

Absurdy w muzyce i kinie

Działania cenzury w całym okresie PRL obfitowały w absurdy. Cenzorzy często nie rozumieli rzeczywistych intencji twórców. Szczególnym przykładem była piosenka „Biały krzyż” Czerwonych Gitar. Jej autor, Krzysztof Klenczon, oddał w niej hołd swojemu ojcu, żołnierzowi podziemia antykomunistycznego. Utwór miał premierę na festiwalu opolskim w 1968 r., gdy wielkie wpływy zdobyła „frakcja partyzantów” Mieczysława Moczara. Piosenka wpisała się w ówczesne oczekiwania partii i została jednoznacznie zinterpretowana jako opowieść o bohaterstwie Armii Ludowej.

Cenzura ingerowała także w kinematografię. Wiele filmów skracano lub montowano na nowo. Ten los spotkał m.in. „Rejs”, pozbawiony ostatniej sceny – mimo to powszechnie zinterpretowano go jako alegorię epoki Gomułki. Szczególną niechęcią władz cieszyły się filmy Stanisława Barei, niemal wprost wyśmiewające absurdy życia w PRL. Reżyser prowadził długie boje o uchronienie „Misia” przed daleko idącymi zmianami; premiera w wersji zgodnej z jego intencjami stała się możliwa dopiero w okresie karnawału „Solidarności”.

Powstałe w tym samym czasie filmy poświęcone terrorowi okresu stalinowskiego – „Wielki Bieg” Jerzego Domaradzkiego i „Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego – stały się tzw. półkownikami: oba na kilka lat zaległy na półkach wytwórni filmowej. Mimo to „Przesłuchanie” dotarło do widzów dzięki ówczesnemu cudowi techniki „świata kapitalistycznego”. Od 1982 r. w środowiskach opozycyjnych krążyły bowiem przegrywane pokątnie kasety wideo, odtwarzane na gromadzących nierzadko kilkadziesiąt osób pokazach w mieszkaniach nielicznych szczęśliwców posiadających magnetowidy. Czasami filmy „ratowały” interwencje najwyższych władz PRL. Prawdopodobnie tak było z „Hubalem” hołubionego przez komunistów Bohdana Poręby. Cenzura postulowała wycięcie sceny, w której hubalczycy na mszy w Boże Narodzenie intonują pieśń „Boże, coś Polskę”. Obecny na kolaudacji gen. Wojciech Jaruzelski uznał ten moment za niezwykle poruszający i tym samym przesądził o kształcie dzieła.

Koniec Urzędu przy Mysiej

Cenzura przetrwała znacznie dłużej niż wiele instytucji-symboli reżimu PRL, takich jak Milicja Obywatelska czy Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Po 4 czerwca 1989 r. jej ingerencje były już bardzo rzadkie i dotyczyły głównie kwestii wojskowych lub nadmiernej krytyki wciąż sojuszniczego ZSRS. Ustawa o likwidacji cenzury weszła w życie 6 czerwca 1990 r. Pod koniec swojego istnienia GUKPiW zatrudniał w warszawskiej centrali i ośrodkach lokalnych 465 urzędników.

Udostępnij

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Żołnierze sami mogą sobie kupić gogle i rękawice. MON nie zwróci pieniędzy.

Piotr Niemczyk w areszcie

Zmarł ks. Stanisław Małkowski, wieloletni współpracownik i felietonista Naszej Polski

W RCB powstaje krajowy plan ewakuacji. Wytyczne uzgadnia wojsko

Rosja generuje w AI polskie karty mobilizacyjne. Tak rosyjska propaganda straszy wojną z Polską swoich obywateli.

Polskie miasto, w którym jest więcej cudzoziemców niż Polaków?

Areszt dla trojga podejrzanych w sprawie Zondacrypto. Są zarzuty dla Rafała Zaorskiego

Sołowiow grozi Polsce bronią jądrową. „Żarty się skończyły”

Inne kategorie

Czytaj także