Tylko od września do grudnia 1939 r. Niemcy wymordowali w okupowanej Polsce ponad 60 tys. Polaków – głównie inteligencji wskazanej imiennie na listach Gestapo i Abwehry. Ireneusz T. Lisiak, autor książki „Niemiecki Katyń 1939″, w rozmowie z Mateuszem Rawiczem mówi o niemieckich planach „przestrzeni życiowej” wobec Polski, o budowanym po wojnie micie „dobrych Niemców” i wybiórczych bohaterów z Białej Róży i kręgu von Stauffenberga, o sprawie Jedwabnego oraz o powszechnym lansowaniu pojęcia „polskie obozy koncentracyjne”.
Z Ireneuszem T. Lisiakiem, autorem książki „Niemiecki Katyń 1939”, rozmawia Mateusz Rawicz:
Plany III Rzeszy: „Lebensraum” na wschodzie
– Jakie plany wobec Polski miała III Rzesza?
Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Polacy w Niemczech: jest nas 2,2 miliona. Od 1940 roku nie jesteśmy uznawani za mniejszość narodową
– W skrócie plany niemieckie wobec Polski i Polaków możemy sprowadzić do wyrażanej przez Niemców konieczności zdobycia „przestrzeni życiowej” dla Niemców. Po dojściu Hitlera do władzy wielu niemieckich naukowców, związanych z NSDAP, wykonało szereg opracowań „naukowych” uzasadniających ekspansję Niemiec na wschód.
Niemiecka polityka historyczna i mit „dobrych Niemców”
– Propaganda, której celem jest wybielenie Niemców, próbuje wmówić, że hitlerowcy narzucili siłą swoją władzę całemu narodowi. Ale przecież program NSDAP cieszył się dużym poparciem wśród społeczeństwa…
– Niemcy bardzo konsekwentnie prowadzili swoją politykę historyczną. Od chwili zakończenia wojny rząd w Bonn, a obecnie w Berlinie, bardzo mocno wspierał ziomkostwa i konsekwentnie odcinał się od polityki Hitlera. Powoli zaczęto stosować pojęcie „naziści” jako zło, by po drugiej stronie stawiać „dobrych Niemców”. Bardzo skrupulatnie wyłapywano w relacjach ofiar II wojny światowej jakiekolwiek wspomnienia o pozytywnych czy humanitarnych zachowaniach żołnierzy niemieckich. Choćby wspomnienie Władysława Szpilmana i opis pomocy dla niego ze strony oficera niemieckiego, kapitana Wilhelma Hosenfelda. Podobnie z płk. Clausem von Stauffenbergiem, wykonawcą nieudanego zamachu na Hitlera. Przeszedł do historii Niemiec jako antynazista. Zapomniano, że był gorącym zwolennikiem nazizmu, a zamach był spowodowany klęskami Niemiec na wschodzie. Zamachowcy chcieli usunąć Hitlera, zawrzeć porozumienie z aliantami zachodnimi i wspólnie kontynuować wojnę z ZSRR. W liście do żony z tego okresu jasno wychodzi jego przekonanie o wyższości rasy germańskiej: „Ludność jest tu niewiarygodnie głupia. Bardzo dużo Żydów i mieszańców. To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem. Tysiące jeńców przysporzy się dobrze naszemu rolnictwu”. Do listu dołączył swoje zdjęcie na tle spalonego dworu. W swoich notatkach uczynionych przed zamachem pisze o porozumieniu z aliantami zachodnimi, ale na warunkach niemieckich. Jest mowa o granicach z 1914 r., z niemieckim Gdańskiem, Śląskiem i Wielkopolską, o pozostawieniu przy Niemczech Austrii i Tyrolu Południowego. Ale sam zamach i śmierć są dziś w Niemczech czczone. Nie ma żadnej refleksji nad planami urządzenia świata po zamachu, bez Polski.
Podobnie było z małą, kilkuosobową organizacją „Białej Róży”. Była bez znaczenia, ale dziś służy jako alibi dla „dobrych Niemców”, których zaatakowali mityczni naziści, którzy pojawili się nie wiadomo skąd w 1933 r. i zniknęli w pomroce dziejów w 1945 r. To oni zniewolili dobry naród niemiecki, wzięli go za pysk i pognali „biedaków wbrew ich woli” na wojnę. Nie chce się pamiętać, że Hitler zdobył władzę w wyniku wyborów. Zwyciężył w landach protestanckich, przegrał w landach katolickich. Na terenach obecnie należących do Polski Hitler uzyskał aż 55 proc. głosów. Niemcy nie chcą się przyznać do popierania przez ich przodków Hitlera, aby nie wyjaśniać, skąd wzięły się ich powojenne fortuny. Powszechne wśród Niemców było pospolite złodziejstwo, od okradania muzeów, kościołów, polskich dworków, Żydów, na cywilnej ludności polskiej skończywszy.

Niemiecki Katyń 1939 – ponad 60 tys. wymordowanych Polaków
– Niemcy już w 1939 r. zajęli się zaplanowanym mordowaniem polskich elit…
– Przygotowując się do agresji na Polskę, Gestapo, Zentrale II P, Abwehra przygotowały listy Polaków niepożądanych dla III Rzeszy. Listy te zawierały nazwiska ludzi czynnych społecznie w II RP i znajdowali się na nich powstańcy wielkopolscy i śląscy, nauczyciele, duchowieństwo, działacze plebiscytowi na Warmii i Mazurach, studenci, absolwenci szkół średnich, działacze polityczni, działacze samorządowi. Co ciekawe, tylko przy działaczach endecji zaznaczona była przynależność partyjna! Zdaniem Niemców, ci ludzie byli zdolni zorganizować ruch oporu przeciwko nim. Pozbawienie Polaków warstwy kierowniczej było celem nadrzędnym i zdaniem Niemców koniecznym. Mordowanie ludzi z listy, ale nie tylko, rozpoczęło się już 1 września 1939 r. Szczególnie krwawo przebiegało to na Pomorzu i w Wielkopolsce, mniej bezpośrednich mordów było na Śląsku. A i tak wiemy dziś, że tylko od września do grudnia 1939 r. Niemcy wymordowali ponad 60 tys. Polaków, głównie inteligencji. To znacznie więcej niż w Katyniu!
Sprawa Jedwabnego i relatywizacja zbrodni
– Palenie ludzi w stodołach było powszechnym sposobem mordowania, stosowanym przez Niemców na terenie okupowanej Polski. Dlaczego świat wie tylko o zbrodni w Jedwabnem, którą przypisuje się Polakom?
Więcej na ten temat w tekście: Dlaczego Ukraińcy z UPA zabijali Polaków?
– Niemcy rzeczywiście pałali jakąś atawistyczną „miłością” do ognia. Palili żywcem ludzi nie tylko w Polsce, ale także we Francji, Czechosłowacji, w byłym ZSRR, a także już w 1945 r. w samych Niemczech. Mimo płynących z różnych stron zapewnień, że sprawa Jedwabnego jest wyjaśniona, uważam, że jest coraz bardziej zaciemniona. Nie wyjaśniono, jak to się stało, że w miejscowościach wokół Jedwabnego oddziały Einsatzgruppen przeprowadziły szereg podobnych akcji, które zakończyły się spaleniem ludzi żywcem, a tylko w Jedwabnem uczynili to Polacy. To, co pisze Jan Tomasz Gross, że Niemcy „usiłowali przekonać Polaków, aby uratować choćby rzemieślników, nie odniosło skutku i… wszyscy musieli spłonąć”, jest brednią obliczoną na percepcję przez kretynów. Bo proszę mi powiedzieć, czy uzbrojony Niemiec pertraktuje i pod siłą nienawistnych argumentów pasuje zrezygnowany? Gdzie jest potwierdzenie takiego zachowania w innym miejscu? Gross pisze też o pertraktacjach z „polskim burmistrzem” i ta brednia jest w najlepsze powielana przez pożytecznych idiotów. Nie było polskich władz w Jedwabnem. Po przejściu frontu burmistrzem został wskazany przez Niemców obywatel niemiecki. Nie można zaprzeczyć, że spędzono Polaków do pilnowania Żydów, którym nakazano wyrywać zielsko spomiędzy kamieni na rynku. Możliwe, że znaleźli się wśród Polaków tacy, którzy korzystając z okazji, odegrali się na tych Żydach, którzy ich bliskich wysłali wcześniej na Sybir lub śmierć z rąk Sowietów, i pobili ich. Zatem narracja, że uzbrojeni Niemcy przestraszyli się nieuzbrojonych Polaków, nie przemawia do mnie. Jest nielogiczna i obliczona na głupotę i bezrefleksyjność odbiorcy. A czemu ma służyć? Poniżeniu Polaków, odebraniu im dumy z przeszłości i wyciągnięciu pieniędzy. Jak bez szemrania zapłacimy, to może okażemy się tak dobrzy, jak teraz są Niemcy. Potomkowie amerykańskich Żydów, którzy nic nie pomogli swoim braciom podczas wojny, teraz wystawili „stolik z traumą i cierpieniami”, które znikają po zainkasowaniu odpowiednich kwot. Zapłaciliśmy już jako naród wysoką cenę, o czym świadczą liczne drzewka Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Granty, „polityka wstydu” i „polskie obozy koncentracyjne”
– Dlaczego w ostatnim ćwierćwieczu praktycznie przestało mówić się w Polsce o niemieckich zbrodniach?
– Żydzi po zainkasowaniu w 1954 r. ponad 54 mld marek przestali „gnębić” Niemców za ustawy norymberskie i zagrabione oraz zniszczone mienie. W Polsce po roku 1989 usilnie starano się o wejście do UE, a tam pierwsze skrzypce grają Niemcy. Zatem nasza „klasa polityczna” zaczęła antyszambrować wokół klamek Bonn, a potem Berlina. Do tego mocno w Polsce usadowiły się pozarządowe organizacje niemieckie, dysponujące pokaźnym zasobem pieniędzy, które w formie grantów trafiły do wielu kieszeni. Czy zatem może dziwić, że pojawiło się w Polsce „stronnictwo pruskie”, lobbujące na rzecz Niemiec? A granty trafiły też do ludzi parających się historią. I zaczęły pojawiać się różne wypowiedzi, jak choćby Władysława Bartoszewskiego, który stwierdził, że „w czasie wojny bardziej bał się Polaków niż Niemców”. To nie wymaga komentarza, szczególnie jeśli w pamięci mamy, że Polaków w czasie wojny zginęło ok. 3 mln. Drugim takim przykładem może być ocena wydarzeń z września 1939 r. w Bydgoszczy. Niemcy jeszcze w 1939 r. rozpowszechnili informacje o zamordowaniu przez Polaków 58 tys. Niemców. W odwecie urządzili w Bydgoszczy rzeź Polaków. Po wojnie prof. Pospieszalski i wielu innych przedstawiło faktyczny scenariusz tych zdarzeń, łącznie z atakiem dywersantów niemieckich na cofające się przez Bydgoszcz oddziały polskie. I raptem, po 1990 r. pojawia się opracowanie prof. Jastrzębskiego, który neguje całkowicie dywersję niemiecką, a rozstrzeliwanie dywersantów przez Wojsko Polskie kwituje zazdrością Polaków, że „Niemiaszki” przed wojną byli bogaci. Nie mają dla takich historyków znaczenia zeznania naocznych świadków tych zdarzeń. Jednym z naocznych świadków zbrodni dokonywanych przez Niemców w Bydgoszczy była obywatelka Wielkiej Brytanii, Lucy Baker-Beal. Jej opis niemieckich zbrodni został opublikowany na początku 1940 r. w „The Times”.
Polecamy także: „Chłopcy silni jak stal”
– Zrzucanie przez Niemców odpowiedzialności za zbrodnie wojenne na Polaków to proces, który trwa od kilkudziesięciu lat. Czemu służy ta „polityka historyczna”?
– Polityka historyczna Niemiec, od zakończenia wojny po dzień dzisiejszy, nastawiona była na relatywizację skutków II wojny światowej. Jeśli mamy nieuczciwych historyków i polityków, dla których przeszłość i jej doświadczenia mają być odcięte „grubą kreską”, to nie powinno nas dziwić, że Niemcy chętnie podzielą się odpowiedzialnością za swoje mordy. Nagminne i nieuzasadnione oskarżanie Polaków o antysemityzm, patriotów o faszyzm, propagowanie „polityki wstydu”, by oderwać młode pokolenia od dumy z bycia Polakiem, również temu służy. Sądy polskie nie uznają za naganne użycie pojęcia „polskie obozy koncentracyjne”. Trzeba wreszcie postawić tamę tym lewackim manipulantom. Nie może być tak, że w podręcznikach do historii pod redakcją prof. Andrzeja Garlickiego wśród ofiar obozu w Auschwitz są Żydzi, Romowie, homoseksualiści, a brak Polaków!
ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Mateusza Rawicza pt. „Wybielanie Niemców, oczernianie Polaków” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 12 (1010) z dnia 24 marca 2015 roku, s. 18. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Mateusz Rawicz / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 12 (1010)/2015, s. 18.





