Emigracja zarobkowa Polaków sięga w 2013 r. **2,13 mln osób** – najwięcej w Wielkiej Brytanii (637 tys.) i Niemczech (500 tys.). Rzeczywista stopa bezrobocia po doliczeniu emigrantów to **26,4 procent**. Polacy zarobili na obczyźnie od 2004 r. **ponad 795 miliardów złotych** – 3,5 raza więcej niż w kraju. Zbigniew Lipiński o narodzie nomadów, polityce wypędzania młodych i grożącej katastrofie demograficznej.
Marcinkiewicz: „Yes, yes, yes!” i otwarte granice
Czy pamiętasz jak premier Kazimierz Marcinkiewicz radośnie krzyczał „Yes, yes, yes!”, gdy uzyskał od kolejnego kraju unijnego zezwolenie na legalną pracę Polaków za granicą? Następni premierzy nie mają takiego „zmartwienia”, bowiem w każdym państwie należącym do brukselskiego kołchozu Polacy mogą znaleźć legalną pracę, o zatrudnieniu „na czarno” nie wspominając. Dochodzi do tego grona Norwegia, znajdująca się poza UE, która przyjmuje cudzoziemców do pracy. Do niedawna chętnie, obecnie mniej.
Skutki takiego podejścia są katastrofalne. Według obliczeń GUS, w 2012 r. z Polski wyemigrowało na Zachód 2,13 mln ludzi. To kategoria Polaków wypędzonych z ojczyzny, ponieważ kolejne rządy nie tylko nie zapewniają miejsc pracy, ale ich polityka społeczno-gospodarcza z roku na rok zmniejsza szanse na zatrudnienie w kraju. Muszą więc szukać chleba na obczyźnie. Jeśli więc do bezrobotnych obliczanych pod koniec 2013 r. na 2,12 mln dodamy liczbę emigrantów, to rzeczywista liczba bezrobotnych wynosi 4,25 mln osób, co podnosi stopę bezrobocia do zatrważającego wskaźnika 26,4 proc. O ile wyliczenia liczby bezrobotnych w Polsce są w miarę dokładne, to oszacowanie kwoty emigrujących w poszukiwaniu pracy dalekie jest od precyzji. Według nieoficjalnych źródeł liczba Polaków emigrujących w celach zarobkowych oscyluje wokół liczby 2,5 mln.
Dokąd „za chlebem” – Wielka Brytania, Niemcy, Norwegia
Spośród 2,12 mln emigrantów do Europy wyjechało 1,82 mln, w tym do państw Unii Europejskiej – 1,72 mln. Najwięcej Polaków znajduje się w Wielkiej Brytanii – 637 tys., na drugim miejscu znajdują się Niemcy – 500 tys. Następnie idą: Irlandia – 118 tys., Holandia i Włochy – 97 tys., Norwegia – 65 tys., Francja – 63 tys., Belgia – 48 tys., Szwecja – 38 tys., Hiszpania – 37 tys., Austria – 28 tys., Grecja – 14 tys., Finlandia i Cypr – po 2 tys., Portugalia – 1 tysiąc.
Podana w statystykach liczba polskich imigrantów w Norwegii budzi pewne zastrzeżenia. Według informacji, jakie posiadam od Polaków z emigracji „posolidarnościowej”, mających kontakty z władzami tego kraju, oficjalną liczbę Polaków pracujących w tym kraju należałoby pomnożyć co najmniej przez dwa. Trzymajmy się jednak danych biur statystycznych. A skoro mowa o tym sympatycznym i pięknym kraju, trzeba zaznaczyć, że istnieje tam rozwinięta sieć kursów języka norweskiego po umiarkowanych cenach. Chociaż każdy Norweg mówi dobrze lub biegle po angielsku, brak znajomości norweskiego obniża szanse na dobrą pracę.
Polecamy także: Polacy w Niemczech: jest nas 2,2 miliona. Od 1940 roku nie jesteśmy uznawani za mniejszość narodową
Polacy wyjeżdżają na różny okres, co także trudno uchwycić. Niektórzy na kilka miesięcy, po czym wracają do kraju, gdzie wydają lub inwestują zarobione pieniądze, a następnie ponownie udają się za granicę. Inni przemieszczają się z jednego do drugiego państwa. To grupa żyjąca na emigracyjnej huśtawce, jeszcze niezdecydowana, gdzie chce mieszkać – w Polsce czy za granicą. Spora część jednak szuka stabilizacji na obczyźnie, o czym świadczy malejąca liczba powrotów. „Fali powrotów nie ma” – twierdzi Paweł Kaczmarczyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Przytacza informacje GUS, że w latach 2002–2011 powróciło do Polski ponad 299 tys. osób, w tym ok. 57 proc. (172 tys.) w latach 2008–2011. Według ekspertów, rocznie wyjeżdża około 150 tys. osób. W latach 2004–2007 emigrowało aż 350 tys. rocznie. Niestety, większość naszych rodaków pozostaje na emigracji. Za atrakcyjne kierunki emigracji uważa się Skandynawię – Norwegię, Szwecję, Finlandię. Także Niemcy i Benelux są traktowane jako atrakcyjne miejsca zarobku.
Poszukiwani gastarbeiterzy – kto i dlaczego
Chociaż kraje Unii same borykają się z bezrobociem i to wcale niemałym, zatrudniają jednak imigrantów, w tym z Polski. Decyduje o tym kilka powodów. Po pierwsze – zachodni pracodawca z reguły płaci imigrantowi mniej. Po drugie – łatwiej go zwolnić z pracy. Po trzecie – podejmują się oni prac, których nie chcą wykonywać obywatele danego państwa. Po czwarte – szczególnie przy słabej znajomości języka i realiów kraju imigracji, łatwiej cudzoziemca oszukać.
Kogo poszukują zagraniczni pracodawcy? Przede wszystkim ludzi z wykształceniem technicznym i to posiadających doświadczenie w zakresie przemysłu ciężkiego, stoczniowego (obie te branże zostały w Polsce praktycznie zlikwidowane) oraz naftowego. Chętnie zatrudniają także „budowlańców” i operatorów dźwigów, hydraulików, elektryków budowlanych, specjalistów do średnich i wysokich napięć, spawaczy. Znajdą też pracę kucharze, piekarze, cukiernicy i rzeźnicy. Jak zwykle większych trudności nie doświadczą osoby władające dobrze kilkoma językami obcymi – będą obsługiwać klientelę międzynarodową. Niższy personel medyczny również należy do kategorii preferowanych kandydatów. Chodzi o pielęgniarki i ludzi potrafiących opiekować się osobami starszymi oraz niepełnosprawnymi. UE wprowadziła niedawno zmiany w dyrektywie o uznawaniu kwalifikacji zawodowych, które ułatwią kadrze medycznej zatrudnienie w państwach Unii. Proces uznawania tych kwalifikacji ma być skrócony do czterech tygodni.
Ile zarobiliśmy – 795 mld zł od 2004 r.
Według obliczeń Euro-Tax, począwszy od akcesji do UE polscy emigranci zarobili w latach 2004–2012 łącznie ponad 795 mld złotych. Najwięcej w Wielkiej Brytanii – 184 mld zł, tzn. ponad 37 mld funtów. Niewiele mniej w Niemczech – 181,1 mld zł, tzn. 43 mld euro. W kilku innych krajach kwoty te przedstawiają się następująco: Irlandia – ponad 53 mld złotych, Holandia – 27 mld złotych, Austria – 12 mld, Belgia – 11 mld złotych. Tylko w sześciu krajach członkowskich Unii Europejskiej – Austrii, Belgii, Holandii, Irlandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii – polscy emigranci zarobili ponad 496 mld złotych.
Porównanie zarobków Polaków w Europie do zatrudnionych w kraju w 2010 r. wypada wręcz szokująco. Polacy w kraju (24,9 miliona osób) zadeklarowali dochód wartości 575 mld złotych. W tym samym czasie nasi emigranci w Europie zarobili 95,5 mld złotych. Oznacza to, że polscy emigranci zarobili w 2010 r. 3,5 razy więcej niż Polacy zatrudnieni w Polsce. Emigranci wysłali wtedy do Polski prawie 17 mld zł. Najlepszym okresem zarobkowym dla Polaków w Europie były lata 2007–2008. W tym czasie dochód emigrantów polskich osiągnął poziom bez mała 215 mld zł. Średnio w Europie Polacy w ciągu 9 lat po akcesji do UE zarabiali ok. 5760 złotych.
Przedstawicielka Euro-Tax twierdzi: „Niemcy, Holandia i Belgia są aktualnie najszybciej rozwijającymi się rynkami pracy, które przyciągają polskich pracowników. Niezaprzeczalną przewagą tychże jest odległość, wysokość wynagrodzeń oraz struktura rynku pracy. Holandię charakteryzuje przyjazny system podatkowy, który gwarantuje naszym rodakom wysokie zwroty podatku nawet za niedługi czas pracy. Dodatkowo w Holandii Polacy mogą liczyć na zwroty ubezpieczenia Zorgtoeslag oraz wypłatę zasiłków na dzieci”. To dodatkowy argument za emigracją do tych krajów. Oprócz zarobków z tytułu wykonywanej pracy, nasi rodacy pracujący za granicą mogą otrzymać różnego rodzaju zasiłki i dopłaty, które powiększą kwotę ich dochodów. Np. w Niemczech i Holandii za ostatnie cztery lata Polacy mogli odzyskać ponad 1 miliard złotych z zasiłków rodzinnych oraz zwrotu ubezpieczenia zdrowotnego.
Sprawdź także: Polacy w Wielkiej Brytanii: było nas blisko milion. Dziś pakują walizki i wracają
Naród nomadów? Katastrofa demograficzna
Na skutek antypolskiej polityki prowadzonej przez ekipy rządzące, przede wszystkim ludzie młodzi i wykształceni oraz posiadający kwalifikacje, stają się nomadami Europy. Nastąpiło zjawisko eksportu rąk do pracy i umysłów wykształconych za polskie pieniądze. Eksportujemy młodych, energicznych, wykształconych, dynamicznych, którzy budują dobrobyt innych krajów i narodów, tam płacą podatki, tam się ubezpieczają. Emigracja wyludnia Polskę, co przy niskim wskaźniku urodzeń (1,3) grozi nam katastrofą demograficzną. Według niektórych obliczeń, przy końcu XXI wieku Polskę będzie zamieszkiwać ok. 16 mln osób. Bo też coraz więcej Polaków widzi swoją przyszłość za granicą, nie w kraju.
Wielu z nich, zanim znajdzie tam stabilizację, płaci wysoką cenę – rozbicie dotychczasowej rodziny, co staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym. Za to zaludniać będziemy również wymierające kraje zachodnie. Polki częściej rodzą tam dzieci niż w kraju, gdy ich mężowie znajdą stałe zatrudnienie. Sprzyja temu system socjalny, o którym w Polsce możemy tylko marzyć. W Anglii, Niemczech, Holandii, Belgii rodzą się dzieci, które po osiągnięciu dojrzałości i zdobyciu kwalifikacji mogłyby być nowymi pracownikami. Pamiętać należy, iż 84 proc. polskich emigrantów to ludzie w wieku produkcyjnym, podczas gdy w kraju odsetek ten jest mniejszy (!) – 64,4 proc.
Sprawdź także: Polacy w Belgii: jest nas blisko sto tysięcy, a pamięć trzyma tragedia w Marcinelle
Kolejnym skutkiem emigracji zarobkowej, wobec malejącej liczby powrotów, będzie wynarodowienie pokoleń urodzonych już za granicą. Polska i polskość będą dla nich tylko zapamiętanym (lub nie) wspomnieniem ich rodziców. Bo też Polska i polskość są obce tym, którzy nami rządzą. Dlatego wypędzają z Polski młode i średnie pokolenia.
Zbigniew Lipiński
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Zbigniewa Lipińskiego pt. „Wypędzeni” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 8. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Zbigniew Lipiński / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 4 (951)/2014, s. 8.



