Sprawa Amber Gold obnażyła nie tylko chore układy polityczno-biznesowe z
domieszką nepotyzmu, ale również metody działania polskiej kinematografii. Tak
oto za pieniądze oszukanych emerytów na ekrany kin trafi apologia Lecha Wałęsy
autorstwa Andrzeja Wajdy. Są jednak prawdziwi bohaterowie, którzy nawet po
kilkudziesięciu latach od swojej śmierci nie doczekali się filmu. Jednym z nich
jest “Rój”.
Spółka Amber Gold była jednym ze sponsorów filmu “Wałęsa”. Chociaż Katarzyna
Fukacz-Cebula, dyrektor zarządzający Akson Studio, nie podała kwoty, jaką spółka
zasiliła budżet filmu (producentka zasłaniała się tajemnicą handlową), można się
domyślać, że ten wkład był dosyć istotny, skoro logo “złotego interesu”
pojawiało się niemal na wszystkich konferencjach prasowych i bankietach. Reklama
donatora filmu była na tyle natrętna, że po wybuchu całej afery internauci
zaczęli rozsyłać sobie zdjęcia aktora Roberta Więckiewicza, wystylizowanego na
Lecha Wałęsę z logo Amber Gold w klapie.
Nic więc dziwnego, że sprawa produkcji wzbudziła wielkie kontrowersje. Głos
zabrał również znany krytyk filmowy Krzysztof Kłopotowski, który w całej aferze
wokół Amber Gold i samego filmu dostrzega “palec Boży”. “Oto największy
autorytet moralno-kulturalny bierze – zapewne nieświadomie – wyłudzone
pieniądze emerytów »puszczonych w skarpetkach« przez oszusta. A po to,
żeby uczcić byłego Pana Prezydęta, który puścił był w skarpetkach swoich
robotniczych zwolenników, gdy wygrał wybory, chociaż oszustów obiecywał,
że puści w skarpetkach. Prokuratura wie o przekręcie, ale nic nie robi,
pozwalając naciągać wciąż nowych klientów. Za to prezydent Gdańska legendarnego
legendą Solidarności a dziś matecznika rządu – zachwala publiczności innowacyjną
naturę interesu – pisze Kłopotowski na Salonie24 (pisownia oryginalna – przyp.
red.).
Przeczytaj również: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – biografia legendarnego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK
Najbardziej zatrważające jest jednak to, że stawia się pomniki żyjącym,
zapominając o prawdziwych bohaterach. Bohaterach, a nie kontrowersyjnych
eks-związkowcach, którzy dziś nawołują do pałowania ludzi. Z pewnością takim
herosem jest st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. Rój”, legendarny
partyzant Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, który
zginął w walce z komunistami w 1951 r. Film Jerzego Zalewskiego “Historia Roja”
wydawał się kamieniem milowym w przywracaniu prawdy historycznej. I może nim
być, o ile zostanie skończony. Chociaż patronat honorowy nad filmem objął śp.
Lech Kaczyński, jako prezydent RP, produkcja cały czas spotykała się z
niezwykłymi trudnościami. Przedstawiciele TVP, którzy zadomowili się w gmachu
telewizyjnym jeszcze za czasów “tamtej epoki”, robili wszystko, aby film nie
został dokończony. Zalewski został odcięty od pieniędzy na postprodukcję,
ponadto zmuszano go do skracania jego opus magnum, co w znacznym stopniu
zachwiało konstrukcją filmu.
Jednak – po raz kolejny – okazało się, że w trudnych momentach Polacy potrafią
się zmobilizować… Dlatego Zalewski zaczął być zapraszany przez zwykłych ludzi na
pokazy kopii roboczej filmu. Obwoźne kino Jerzego Zalewskiego przemierza całą
Polskę od Podhala po Wybrzeże. Reżyser zawitał również w miejscu, gdzie
Mieczysławowi Dziemieszkiewiczowi przyszło spędzić ostatnie chwile życia.
Chociaż znaczna część mieszkańców kręciła nosami na pomysł wystawiania filmowej
laurki Dziemieszkiewiczowi, po obejrzeniu szkicu filmu, ludzie wyrażali
pochlebne opinie. Z uznaniem mówili się o “dobrym podejściu” reżysera do tematu,
jak i realizmie przedstawionych sytuacji. “Zalewski pokazał tak, jak było” –
powiedział jeden z uczestników pokazu, na którym nie zabrakło autentycznych
świadków historii partyzantów, a nawet ludzi, którzy wspierali Dziemieszkiewicza
i jego żołnierzy. Pokaz kopii roboczej był dla nich prawdziwym powrotem do
przeszłości. Najlepszym tego dowodem była sytuacja, jaka zaistniała w zupełnie
innych stronach. Staruszek, który obserwował powstawanie filmu, podszedł do
odtwórcy głównej roli – Krzysztofa Zalewskiego i – zupełnie na serio –
powiedział: “Dzień dobry Panie Roju!”.
Zachęcamy do lektury: Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój” odnaleziony. IPN zidentyfikował legendę Żołnierzy Wyklętych
Problemy twórców “Historii Roja” zmotywowały miłośników Żołnierzy Wyklętych do
istnego pospolitego ruszenia. Rozpoczęła się zbiórka pieniędzy na film, a
przedstawiciele coraz to nowych szkół, domów kultury, stowarzyszeń czy uczelni
zaczęli wysyłać zaproszenia do Zalewskiego i spółki. Efekty są widoczne: w
bardzo krótkim czasie zebrano już ponad 100 tysięcy złotych, co przerosło
oczekiwania twórców. “Jesteśmy na dobrej drodze do celu i tylko dzięki Waszemu
zaangażowaniu mamy nadzieję go zrealizować” – piszą na stronie “Historia Roja”
twórcy filmu.
Spora kampania społeczno-kulturalna nie robi jednak wrażenia na
przedstawicielach “głównego nurtu”, którzy ignorują ekranizację losów
partyzanta. I tak ofiarni Polacy sami wspierają produkcje odsłaniające prawdziwą
historię, natomiast laurki dla idoli “salonu” są już gotowe. Za pieniądze
oszukanych emerytów.
Temat kontynuujemy w artykule: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – legendarny dowódca 5 Brygady Wileńskiej AK
Aleksander Majewski
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika “Nasza Polska” Nr 34 (877) z
21 sierpnia 2012 r.
Fot. za Wpolityce.pl



