Zbigniew Żmigrodzki w felietonie z 28 sierpnia 2012 r. rozprawia się z „ciekawymi czasami” ery Platformy Obywatelskiej – parafrazując chińskie przekleństwo, autor pokazuje, że to co dla rządzących jest dobrodziejstwem, dla uczciwych obywateli jest udręką. Bohaterami niesławnej galerii z tego roku są: afera Amber Gold Marcina Plichty, seryjne bankructwa biur podróży, samobójstwa „bez udziału osób trzecich”, zlecenia budowy dróg, za które państwo nie płaci, komedia „szejków z Kataru” mających kupić polskie stocznie oraz sprzedaż zakładów przemysłowych za bezcen. Żmigrodzki portretuje polską rzeczywistość 2012 r. jako niekończącą się imprezę rozrywkową, gdzie „urok” wystarcza tylko tym, którzy mają źródło utrzymania i „dużą odporność psychiczną”.
Temat kontynuujemy w artykule: Wyciek danych żołnierzy z Zegrza. PESEL-e 392 wojskowych na ogólnodostępnym dysku
Więcej na ten temat w tekście: Wyższy ryczałt dla przedsiębiorców od 2027 r. Kto zapłaci więcej?
“Obyś żył w ciekawych czasach” – brzmi podobno chińskie przekleństwo. Tego rodzaju czasy są jednak dobrodziejstwem dla tych, którzy czują się w nich dobrze i z nich korzystają: członków rządzącej partii, a szczególnie jej przywódców; tzw. autorytetów tę partię wspierających; dziennikarzy i publicystów, artystów i pisarzy, którzy władzy wiernie służą. Jak się okazuje, także dla aferzystów, oszustów i krętaczy wszelkich odmian. Udręczenie stanowią natomiast dla “zwykłych”, uczciwych ludzi, cierpiących na widok tego, co się dzieje: niszczenia gospodarki i kultury, zaniku dobrych obyczajów, walki z moralnością i religią. Gdy jednak na tę smutną w istocie rzeczywistość spojrzeć z odwrotnej strony, gdzie i kiedy w normalnych czasach można by było oglądać aferę typu Amber Gold, osobliwego “banku” założonego przez osobnika z kilkoma sądowymi wyrokami, który nie dość, że obłupił swoich klientów doszczętnie (oby im cokolwiek zwrócił), to już po ujawnieniu tego imponującego przekrętu zakłada następną firmę z wyniesionymi z poprzedniej milionami jako kapitałem założycielskim. A seryjne bankructwa biur podróży z pozostawianiem wczasowiczów “na (zagranicznym) lodzie”? Kolejne samobójstwa “bez udziału osób trzecich” – a co z osobami “drugimi” – czy również bez ich udziału? Zlecenia przez państwo budowy dróg, za które się nie płaci, powodując bankructwa wykonawców, bo aby im zapłacić, nie ma odpowiednich przepisów? Likwidacja bądź sprzedanie za bezcen większości zakładów przemysłu kluczowego cudzoziemcom, z imponującą komedią przy udziale jakichś przebierańców w roli “szejków z Kataru”, zamierzających niby stocznie zakupić? Ministra, który ten żałosny spektakl przyrządził, nagradza się po odejściu z resortu wysoko płatną posadą… To tylko skromna część przykładów z naszych “ciekawych czasów”. Jeżeli ma się jakieś źródło utrzymania, a przy tym dużą odporność psychiczną, można patrzeć na to wszystko jak na wyjątkowo urozmaiconą imprezę rozrywkową. Przecież nie mają sobie równych wrażenia, jakich się doznaje, gdy właściciel hotelu na Szeszelach, Kanarach lub w Egipcie każe nam się wynosić, służba wystawia nasze bagaże na podjazd, zaś transportu na lotnisko brak; wreszcie, gdy jest, okazuje się, iż samolotu nie ma, bo przedsiębiorstwo lotnicze upadło. Sam smak… Nie w każdym kraju moglibyśmy liczyć na takie atrakcje: pozostają w pamięci na długie lata, można o nich opowiadać rodzinie, sąsiadom lub czekając w kolejce do lekarza. A tu niemal codziennie coś ciekawego wyskakuje: nasze media rzucają się skwapliwie na każdy “news”: to zalało w stolicy tunel metra, to przybrani rodzice “molestują” dzieci, inni udusili synka albo pozbawili życia dopiero co urodzoną córeczkę. Ojciec Rydzyk, który jest za biedny i nie miałby czym płacić za multipleks, gromadzi jakoby “bogactwa” i “jeździ maybachem” (notabene – czy ktoś w Polsce jakiegoś “maybacha” w ogóle widział?). Wznawiane teraz filmy z bardzo dawnych lat, z Flipem i Flapem, Maxem Linderem, Haroldem Lloydem, Patem i Patachonem – to nudne ramoty w porównaniu z ciekawymi czasami, jakie przeżywamy. Choćby urok sytuacji, gdy bez powodzenia szukamy zajęcia, bo nie mamy znajomych czy krewnych w PO lub PSL, nasi rodzice nie byli członkami PZPR, a w dodatku ktoś na nas doniósł, żeśmy klerykał i “pisiarz”. Żadne dyplomy i kwalifikacje nam nie pomogą… Zbigniew Żmigrodzki Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 35 (878) z 28 sierpnia 2012 r.



