Suwerenność to własne zbrojenia

5 min. czytania

Redakcja

05 czerwca 2015 r.

Suwerenność to własne zbrojenia

5 min. czytania

Redakcja

05 czerwca 2015 r.

Artykuł porównuje politykę zbrojeniową Niemiec i Polski, pokazując, że największe światowe potęgi eksportujące broń wyposażają własne armie przede wszystkim w sprzęt rodzimej produkcji. Autor przywołuje wypowiedzi chadeckiego eksperta ds. obronności Henninga Ottego, opisuje niemieckie podejście do własnego przemysłu zbrojeniowego i kontrastuje je z upadkiem polskiej zbrojeniówki oraz miliardowymi kontraktami na przestarzały sprzęt z zagranicy. Tekst stawia tezę, że suwerenność państwa opiera się także na samodzielnej zdolności obronnej.

Nikt nie zbroi się cudzą bronią

USA, Rosja, Chiny, Niemcy, Wielka Brytania, Francja czy Włochy – wśród największych światowych eksporterów broni nie znajdziemy państwa, którego armia nie korzystałaby przede wszystkim ze sprzętu i wyposażenia własnej produkcji. I to począwszy od hełmów, kamizelek kuloodpornych oraz butów, a skończywszy na czołgach, samolotach i okrętach. W każdym z tych krajów politycy sprawujący najwyższe urzędy podkreślają, że suwerenność i niezależność państwa opiera się także na uniezależnieniu od dostaw broni z zagranicy oraz na zdolności rodzimego przemysłu do zaspokajania najważniejszych potrzeb sił zbrojnych. W Polsce również lubi się o tym mówić – choć równocześnie podpisuje się kolejne miliardowe kontrakty na przestarzałą broń z zagranicy, i to w sytuacji, gdy doprowadzono do upadku polską zbrojeniówkę.

Niemcy: przemysł, który musi umieć eksportować

Spójrzmy na naszych zachodnich sąsiadów, rzekomo najlepszego przyjaciela i sojusznika Polski w Europie. Niemcy należą do największych eksporterów broni na świecie. Sprzedają swoje czołgi kilkudziesięciu armiom, sprzedają samoloty, łodzie podwodne i okręty wojenne, sprzedają hełmy, karabinki, samochody, mundury… Korzyści czerpie z tego zarówno państwo, jak i prywatne koncerny – w Niemczech istnieje bowiem bardzo długa tradycja partnerstwa publiczno-prywatnego i współpracy państwa z prywatnymi firmami. Prywatnymi, ale – dodajmy – niemieckimi, pozostającymi w rękach niemieckiego kapitału.

Niemcy rzecz jasna nie tylko broń eksportują, ale też w przeważającej mierze korzystają z własnych wyrobów. Nawet w tak zaawansowanych dziedzinach jak satelity zwiadowcze i bezzałogowe drony nie chcą kupować systemów zagranicznych, pompując wielkie pieniądze w rozwój rodzimego przemysłu i własne badania. Nie znaczy to oczywiście, że niemieckie uzbrojenie jest najlepsze na świecie ani nawet że jest pozbawione poważnych wad. Tylko w ostatnich kilku tygodniach głośno było w Niemczech o dwóch aferach zbrojeniowych: o karabinkach, które nie trafiały do celu, i o hełmach, które z powodu wady jednej śrubki nie chroniły przed odłamkami. Ale nikt w Niemczech w takich czy podobnych sytuacjach nie powie: niemieckie fabryki są nierentowne! Trzeba je sprzedać, zamknąć, zlikwidować! Kupujmy zamiast tego broń z Anglii lub Ameryki – nawet jeśli będzie miała 30 czy 40 lat i ostatnie dwie dekady spędziła w magazynach lub na pustynnych składowiskach – bo to przecież broń z Zachodu!

Temat kontynuujemy w artykule: Niemcy: budżet 2027 z 203 mld euro długu – co to oznacza dla Polski?

„Potrzebujemy broni z niemieckiej produkcji” – powiedział w wywiadzie dla jednego z ważniejszych niemieckich tygodników chadecki ekspert od obronności Henning Otte, dodając zdanie tak wymowne i tak pasujące do polskich realiów, że można odnieść wrażenie, iż myślał wtedy o Polsce: „Niemcy jako suwerenne państwo muszą być w stanie wyposażyć swoich żołnierzy w najważniejszych obszarach w broń z własnej produkcji, aby nie być uzależnionym od materiałów drugiej kategorii ze światowych rynków. Żeby ten kluczowy przemysł był zdolny do życia, musi także umieć eksportować”.

Euroarmia pod niemieckim przywództwem

Otte – ekspert rządzącej w Niemczech chadecji – mówił także sporo o tym, że Niemcy powinny poważnie rozważyć zwiększenie liczebności swojej armii (obecnie Bundeswehra liczy 185 tysięcy żołnierzy, a Wojsko Polskie mniej niż 100 tysięcy), że muszą zwiększyć liczbę najnowszych czołgów (Leopard 2A7) i zmodernizować pozostałe do poziomu technicznego 2A6. Dla przypomnienia: Polska kupiła spore ilości 2A4, będących „najnowocześniejszymi” wozami w naszej armii.

Otte mówi też o konieczności budowy wspólnej Euroarmii. Miałoby to, jego zdaniem, wyglądać tak, że mniejsze państwa – wymienił tu dosłownie Holandię i Polskę! – mają „przyłączyć się” do Niemiec, poddać się ich przywództwu i, rzecz jasna, upodobnić do nich pod względem uzbrojenia i wyposażenia. Wspomniał również o najnowszych planach polsko-niemieckiej współpracy wojskowej, w myśl których pododdziały Bundeswehry mają stacjonować w Polsce, a oba kraje mają wzajemnie przekazać pod dowództwo „partnera” po jednej ze swoich jednostek. Nie trzeba być ekspertem wojskowym, by domyślić się, kto w tym „partnerstwie” odegra rolę przywódcy, a kto „młodszego partnera”.

W Polsce nie ma już czego ratować

Wracając jednak do przemysłu zbrojeniowego: w Polsce nie ma już właściwie czego ratować – można jedynie próbować budować od nowa. Nie mogą więc dziwić największe kontrakty wojskowe ostatniej dekady: zakup amerykańskich myśliwców, niemieckich czołgów, amerykańskich systemów rakietowych czy francuskich śmigłowców. Polska broni nie eksportuje, bo praktycznie już jej nie produkuje. Nawet najnowocześniejszych i najbardziej udanych konstrukcji rodzimego „Bumaru” nie kupuje Wojsko Polskie, choć są one gotowe i sprawdzone od lat. To, co nam zostało, to sprzedaż do krajów trzeciego świata wycofywanych z użycia kałasznikowów.

Polscy politycy, zwłaszcza partii rządzącej, tak chętnie stawiają nam za wzór zachodniego sąsiada, tak chętnie powtarzają, że jest naszym największym przyjacielem i partnerem. Szkoda zatem, że zamiast brać z Niemiec przykład lub choćby wyciągać wnioski z ich polityki obronnej, najpierw lekką ręką doprowadzili do upadku polskiego przemysłu zbrojeniowego, a teraz po cichu przymierzają się do likwidacji jego resztek („komercjalizacja” jest jak najbardziej możliwa, ponieważ Polska Grupa Zbrojeniowa nie podlega już Ministerstwu Obrony Narodowej, lecz skarbowi państwa, może więc być traktowana jak każda inna spółka), by następnie całkowicie uzależnić Wojsko Polskie od zagranicznych dostaw najważniejszego uzbrojenia. Suwerenność to także samodzielna zdolność obronna – mówią Niemcy. Polska praktycznie suwerenności nie ma, trudno więc oczekiwać samodzielnej obronności.

Michał Soska

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Uratował 17 osób z płonącego bloku, sam stracił zdrowie. Rząd zareagował dopiero po reportażu

Ukraińscy żołnierze będą szkolić Polaków w prywatnej akademii dronowej. Drony lecą na Kreml w spocie promocyjnym

Pomysłodawca roku UPA z zakazem wjazdu do Polski. Szeremeta przez 5 lat nie wjedzie do strefy Schengen

8 lat więzienia za śmierć trzech osób. Sebastian Majtczak skazany, ale wyrok budzi oburzenie

Publikujemy nagranie z firmy od surogacji. Płeć dziecka w VIP, dopłata za bliźnięta, Black Friday. Europoseł Śmiszek: „Europa idzie do przodu”.

800 plus bez corocznych wniosków? Tusk ogłasza koniec biurokracji, ale jest haczyk

Żołnierz z ukraińskim obywatelstwem zatrzymany za szpiegostwo. Miał przy sobie telefony, pieczątki i złoto

Ukraińcy wyjeżdżają z Polski? Największy spadek w UE. Ekspert ostrzega przed skutkami dla gospodarki

Inne kategorie

Czytaj także