Przylot żurawi, które od końca lutego wracają do Polski i krzykiem obwieszczają koniec długiej drogi, jest dla Piotra Jaroszyńskiego jednym z cudów przedwiośnia, niezwykłej pory roku, która nie każdego roku się pojawia. W felietonie z marca 2014 r. autor zaprasza na spacer: po przemarzniętej jeszcze ziemi, która w cieplejsze dni otwiera się i pachnie, po łąkach z kretowiskami i pierwszymi kwiatami podbiału, wreszcie do lasu, który przed nadejściem wiosennej drobnicy jest przestronny i otwarty w każdą stronę. Pokazuje ślady dzików, które zryły polanę, łosia objadającego korę młodych dąbczaków i bobrów budujących żeremia wśród bagien. Słucha sójki i kruków, wypatruje sarny i klucza żurawi, które zakładają gniazda w niedostępnych bagnach. Kończy refleksją, że na przedwiośniu ziemia polska odsłania swoje bogactwo, i życzeniem, by ziemia i las pozostały polskie na zawsze.
Między wierszami
W niektórych rejonach Polski nastało przedwiośnie. Jest to wyjątkowa pora roku i nie zawsze się pojawia. Bo czasem zima kończy się nagle, bucha słońce, robi się ciepło i już jest wiosna. Tak było w zeszłym roku. Ale teraz jest inaczej. Mimo że dniem temperatura jest plusowa, to nocą rządzą przymrozki. Dlatego właśnie na północnych zboczach i w rozpadlinach leży jeszcze śnieg. Lodowa tafla pokrywa bagna i torfowiska, a także jeziora. Lepiej tam nie wchodzić, bo może być niebezpiecznie, zwłaszcza przy brzegu, bo tu lód najszybciej puszcza.
Przedwiosenna ziemia
Niezwykła jest przedwiosenna ziemia. Popatrzmy, jak wolno, bardzo wolno się otwiera, by na noc znowu się zamknąć. Jest jeszcze przemarznięta, ale w cieplejsze dni otwiera się i pachnie. Zapach przedwiosennej ziemi, która już niedługo będzie gotowa do podjęcia potężnego wysiłku rodzenia i karmienia zasianych przez człowieka nasion, jest upajający. Odwalone skiby, o barwach szarych, brązowych, czasem wpadających w czerń. Są błyszczące i tłuste. Można patrzeć bez końca napawając się potęgą i cudem przyrody. A potem wzrok przenosimy na łąki, obmyte śniegiem i deszczem, wyglądają jak zamarłe. Ale przecież coś się tam dzieje, tu kopiec wypchnięty przez myszkującego kreta, tam zielone drobinki roślin, które pierwsze rwą się do życia, kwiatki podbiału. Czekają też w kolejce drzewa, najpierw wierzby wypuszczą puszyste kotki z drobnymi kwiatkami, do których przylecą pierwsze motyle. Potem zacznie zielenić się brzoza. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze soki nie ciągną, bo a nuż zrobi się zbyt mroźnie i kora pęknie, co grozi drzewu uschnięciem.
Las na przedwiośniu
Wchodzimy do lasu. Uderza nas przestronność, wzrok sięga daleko, widać jak spokojnie strzelają w górę świerki. Z wiosną las zarasta drobnicą taką jak choćby kępy leszczyn, które wówczas zasłaniają widok, a chodzić da się tylko po drogach, drożynach lub ścieżkach. Teraz wszystko jest otwarte, można spacerować w każdym miejscu i w każdą stronę. Jest uroczo. Odkrywamy ślady bytności różnych zwierząt. Tutaj polana zryta przez dziki, dosłownie jakby ktoś przejechał pługiem. Widać szukały pędraków albo może żołędzi. W innym miejscu okorowane długimi pasami na wysokości głowy małe dąbczaki. To łoś smakosz, uwielbia taką korę. Gorzej gdy tak sobie poucztuje w zasadzonym młodniaku, bo drzewa będą już nie do uratowania. Nie brakuje oczywiście bobrów, które bardzo chętnie osiedlają się nie tylko nad jeziorami czy rzekami, ale również wśród bagien. Na ziemi leżą powalone drzewa, a z wody wystaje masywne żeremie, do którego dostać się można tylko spod wody. Najpierw łupem padają drzewa miękkie jak osika, ale potem te sympatyczne gryzonie potrafią dobrać się do świerków, a nawet do twardych dębów.
Piękny jest las na przedwiośniu. Powoli zlatują się drobne ptaszki, więc słychać jak popiskują, choć śpiewać na całego zaczną trochę później. Po lesie można krążyć bez końca, bo co chwila odsłaniają się nowe widoki, a kto ma szczęście, ten dostrzeże zmykającą sarenkę, która wyskakując jak baletnica do góry, znika gdzieś w sobie tylko znanych zakamarkach.
Przeczytaj również: Wykup ziemi poza kontrolą. Raport NIK o sprzedaży gruntów cudzoziemcom
Klucz żurawi
Wychodzimy na pola. Nie próżnuje sójka, która i tym razem nie odleciała za morze, słychać poważne krakania pary kruków, czarnych jak węgiel, o lekko zakrzywionych dziobach, odwracających głowy w jedną lub drugą stronę. A wreszcie niczym powiew innego świata ukazuje się na niebie klucz żurawi. Zlatują się od końca lutego. Krzyczą głośno, w niebogłosy. Krzyk tryumfalny, bo przecież droga nie była krótka, ani bezpieczna. Te klucze zapadają w Polsce, tu będą się gnieździć w niedostępnych bagnach, których miejmy nadzieję, nikt przez zimę nie zniszczył, nie wyciął, nie zaśmiecił. A czyż nie jest to cudowne, że tak dorodne ptaki gniazdują właśnie u nas?
Na przedwiośniu ziemia polska odsłania swoje bogactwo, tak upragnioną życiodajność. Ziemia i las. Więc niech tak będzie nadal. Niech ta ziemia będzie na zawsze polska, niech polski pozostanie też las.
Piotr Jaroszyński
ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Piotra Jaroszyńskiego pt. „I znowu przedwiośnie” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 12 (959) z dnia 18 marca 2014 roku, s. 17. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Piotr Jaroszyński / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.


