Dziś Polaków w Iranie jest śladowo – polski system Odyseusz odnotowuje tam co najmniej kilka osób, bez pełnych statystyk. Jednak nie liczba mieszkańców czyni ten temat wielkim. Sercem tej opowieści jest rok 1942, gdy przez perską ziemię przeszło kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków ratowanych z sowieckiej „nieludzkiej ziemi”, a Isfahan na kilka lat stał się miastem polskich dzieci.
Ile Polaków mieszka w Iranie?
Współczesna polonia w Iranie to zaledwie garstka osób – pojedynczy Polacy związani z placówką dyplomatyczną, małżeństwami mieszanymi czy pracą. Polski system rejestracji obywateli za granicą (Odyseusz) wskazuje tam co najmniej kilka osób, lecz o zorganizowanej wspólnocie trudno mówić. Prawdziwa historia naszej obecności nad perską ziemią rozegrała się kilkadziesiąt lat temu, w czasie II wojny światowej. Warto od razu zaznaczyć: Persja, która w 1942 roku otworzyła bramy przed polskimi uchodźcami, i dzisiejsza Islamska Republika Iranu to dwa różne światy – o współczesnej polityce tego państwa wspominamy jedynie na marginesie, bo naszą opowieść pisze historia, nie bieżące spory.
| Wskaźnik | Dane | Źródło |
|---|---|---|
| Polacy w Iranie dziś | co najmniej kilka osób | MSZ, system Odyseusz |
| Polacy ewakuowani przez Iran w 1942 | ok. 115–116 tys. | IPN, historiografia |
| Polskie dzieci w Isfahanie (1942–1945) | ok. 2000–2600 | I. Beaupré-Stankiewicz i in. |
| Polacy zmarli i pochowani w Iranie | ok. 2,8–3,5 tys. | cmentarze: Doulab, Bandar-e Anzali |
Skąd wzięli się Polacy w Iranie?
Po napaści ZSRS na Polskę 17 września 1939 roku setki tysięcy deportowanych obywateli II Rzeczypospolitej wywieziono w głąb Związku Sowieckiego (ZSRR) – na Syberię, do Kazachstanu, na daleką Północ. Los odmienił się dopiero po układzie Sikorski–Majski z 1941 roku, gdy na sowieckiej ziemi zaczęto formować Armię Polską pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Wraz z wojskiem ku wolności ruszyły tysiące wygłodzonych cywilów, w tym rzesze osieroconych dzieci. Główny szlak ewakuacji wiódł ze Związku Sowieckiego nad Morze Kaspijskie.
Ratunek przyszedł przez Persję. W dwóch wielkich ewakuacjach – wiosną i latem 1942 roku – przez Morze Kaspijskie do portu Pahlawi (dziś Bandar-e Anzali), a stamtąd do Teheranu, przedostało się łącznie około 115–116 tys. Polaków. Mniej więcej dwie trzecie stanowili żołnierze Andersa, jedną trzecią ludność cywilna, a wśród niej blisko 18 tys. dzieci. Tak liczni polscy uchodźcy z jednego kraju rzadko trafiali w jedno miejsce, a Persowie, sami niezamożni, przyjęli tę falę udręczonych ludzi z wielkim sercem.
Wielu przybyszów było jednak tak wycieńczonych, że perska ziemia stała się dla nich miejscem wiecznego spoczynku. Do dziś świadczą o tym polskie cmentarze: Doulab w Teheranie z około 1937 pochowanymi, nekropolia w Bandar-e Anzali (Pahlawi) z 639 grobami oraz Isfahan z 18 nagrobkami. Szacuje się, że w Iranie zmarło wówczas od 2,8 do 3,5 tys. naszych rodaków.
Iran był jednak dla większości Polaków przystankiem, nie celem. Z Teheranu i obozów przejściowych – przez Ahwaz i dalej ku Zatoce Perskiej – ruszały kolejne transporty. Wojsko gen. Andersa przez Irak przeszło do Palestyny, gdzie formował się II Korpus Polski, a rzesze cywilów rozwożono do osiedli w Libanie, Indiach oraz w Afryce Wschodniej i Południowej. Na irańskiej ziemi pozostała po nich trwała pamięć i polskie groby.
Isfahan – miasto polskich dzieci
To właśnie do Isfahanu, dawnej stolicy perskich szachów, skierowano najmłodszych. W latach 1942–1945 przez tamtejsze ośrodki przewinęło się według różnych szacunków od 2000 do 2600 polskich dzieci. Powstało dla nich aż 21 zakładów – przedszkoli, internatów i szkół – rozsianych po mieście i jego okolicach. Miasto na tyle napełniło się polską mową, modlitwą i śpiewem, że przylgnęła do niego nazwa „miasto polskich dzieci”.
Opiekę nad wychowankami sprawowały w dużej mierze zgromadzenia zakonne oraz Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej rządu RP na uchodźstwie. Zakład nr 2 prowadziły siostry szarytki, a zakładem nr 3 zajmowali się salezjanie. Część placówek ulokowano w ormiańskiej dzielnicy Dżulfa, gdzie chrześcijańskie sąsiedztwo ułatwiało dzieciom powrót do normalności. Duchowym oparciem był kapelan ks. Władysław Słaby, a sprawami polskiej społeczności kierowała delegatura, na której czele stali kolejno Tadeusz Dymowski i Eugeniusz Mancewicz.
Mimo wojennej traumy życie w Isfahanie szybko nabrało rytmu. Kwitło harcerstwo – drużyny prowadziła m.in. Janina Figulanka, a w 1943 roku naliczono aż 959 harcerek i harcerzy. Uczono się, modlono, wystawiano przedstawienia i śniło o Polsce. Tę niezwykłą pamięć ocaliła po latach Irena Beaupré-Stankiewicz, jedno z isfahańskich dzieci, w książce „Isfahan – miasto polskich dzieci”.
Persja, kraj wówczas biedny i daleki, otworzyła serce przed tysiącami polskich sierot – i ocaliła pokolenie, które bez tej gościnności zginęłoby na sowieckim wygnaniu.
„W ciągu kilku tygodni las, przeszło tysiąca krzyży, pokrył cmentarz polski w Teheranie” – gen. Władysław Anders.
Polsko-irański ślad: od traktatu przyjaźni do Towarzystwa Studiów Irańskich
Obecność Polaków nad perską ziemią nie zaczęła się w 1942 roku. Stosunki dyplomatyczne między Rzecząpospolitą Polską a Persją rządzoną przez Reza Szacha Pahlawiego nawiązano oficjalnie 19 marca 1927 roku, a ich fundamentem stał się polsko-irański traktat o przyjaźni. To on ułatwił później otwarcie perskich granic przed uchodźcami – dobre stosunki polsko-irańskie sprawiły, że tułacza fala ludności cywilnej spotkała się z życzliwością, a nie z zamkniętymi drzwiami.
Polacy odwdzięczyli się na swój sposób. W Teheranie polscy naukowcy i wojskowi powołali Towarzystwo Studiów Irańskich, które badało kulturę i dzieje gospodarza – dziś uznaje się je za jeden z pierwszych ośrodków polskiej iranistyki. Ślad tamtych lat przetrwał też w języku: perskie słowo „lahestani”, czyli z Lachestanu (z Polski), stało się synonimem dobrej jakości.
Dzisiejszy Iran to inne państwo niż gościnna Persja szachów – po 1979 roku Islamska Republika Iranu poszła własną, odległą od Zachodu drogą. Relacje na linii Warszawa–Teheran mają dziś przede wszystkim wymiar dyplomatyczny i handlowy, a Bliski Wschód bywa areną napięć, o których w tej opowieści wspominamy jedynie neutralnie, na marginesie. Wątek historyczny pozostaje jednak niezmiennie ciepły.
Życie polonijne dziś
Po wojnie isfahańskie dzieci rozjechały się po świecie – do Wielkiej Brytanii, Afryki, obu Ameryk – a persko-polski rozdział zaczął zamykać się w pamięci i archiwach. Zorganizowana polonia w Iranie dziś praktycznie nie istnieje, lecz troska o dziedzictwo trwa. Sprawuje ją przede wszystkim Ambasada RP w Teheranie, wspierana przez instytucje pamięci w kraju.
– Ambasada RP w Teheranie utrzymuje kontakt z nielicznymi Polakami i dba o pamięć o ewakuacji z 1942 roku.
– objęto opieką polskie cmentarze w Iranie: Doulab w Teheranie, nekropolię w Bandar-e Anzali oraz groby w Meszhedzie.
– pamięć podtrzymują znaczek Poczty Polskiej z 2015 roku, książki wspomnieniowe i publikacje historyczne.
– do Isfahanu wracały po latach „dzieci Isfahanu”, by odnaleźć miejsca, które ocaliły im dzieciństwo.
Polacy w Iranie – najczęstsze pytania
Dlaczego Isfahan nazwano miastem polskich dzieci?
Ponieważ w latach 1942–1945 skupiono tam od 2000 do 2600 polskich dzieci ewakuowanych z ZSRS, tworząc dla nich aż 21 zakładów – przedszkoli, internatów i szkół. Miasto wypełniło się polską mową, nauką i modlitwą, dlatego przylgnęło do niego to serdeczne miano.
Ilu Polaków przybyło do Iranu podczas wojny?
Podczas dwóch ewakuacji w 1942 roku przez Persję przeszło łącznie około 115–116 tys. Polaków. Mniej więcej dwie trzecie stanowili żołnierze gen. Andersa, a jedną trzecią cywile, wśród nich blisko 18 tys. dzieci.
Gdzie w Iranie są polskie cmentarze?
Największa polska nekropolia to cmentarz Doulab w Teheranie, gdzie spoczywa około 1937 osób. Drugim ważnym miejscem jest cmentarz w Bandar-e Anzali (dawnym Pahlawi) z 639 grobami; polskie mogiły znajdują się także w Isfahanie i Meszhedzie.
Czy Irańczycy lubią Polaków?
Polacy do dziś z wdzięcznością wspominają gościnność Persów, którzy w 1942 roku przyjęli wygłodzonych uchodźców i osierocone dzieci. Zdarzały się pojedyncze nieporozumienia wynikające z różnic kulturowych i religijnych, lecz zdecydowanie przeważała życzliwość, a pamięć o tamtej pomocy pozostaje ciepła po obu stronach.



