Odyseja Nolana, czyli zapis naszych czasów, o których kiedyś będą śpiewać pieśni – recenzja, opinie

7 min. czytania

Adrian Kłos

22 lipca 2026 r.

Odyseusz (Matt Damon) na czele wojowników – „Odyseja" Christophera Nolana, ocena redakcji 10/10

7 min. czytania

Adrian Kłos

22 lipca 2026 r.

Trzy godziny, które zleciały jak jedna pieśń. „Odyseja” Christophera Nolana to nie jest kolejne wielkie widowisko – to uczta, z której nikt nie wstał od stołu. Na sali nikt nie wychodził do toalety, nie było gadającej młodzieży, a popcorn chrupano tylko przez pierwsze minuty; potem wszyscy zanurzyli się w mitologii, w której nic nie jest tak oczywiste, jak można się było spodziewać. Ta recenzja „Odysei” należy do gatunku tych rzadkich – piszemy ją z czystym sumieniem i najwyższą oceną: 10/10. Poniżej nasza pełna opinia o filmie, głosy krytyków i opinie widzów po seansie.

W skrócie
– reżyser: Christopher Nolan; zdjęcia: Hoyte van Hoytema; muzyka: Ludwig Göransson
– w rolach głównych: Matt Damon (Odyseusz), Anne Hathaway (Penelopa), Tom Holland (Telemach), Zendaya (Atena), Robert Pattinson (Antinoos), Lupita Nyong’o (Helena i Klitajmestra)
– czas trwania: około trzech godzin, film realizowany z myślą o kinach IMAX
– na Rotten Tomatoes „Odyseja” ma 96 proc. pozytywnych recenzji, na Metacritic 88/100
– nasza ocena: 10/10

Trzy godziny uczty, z których nikt nie wyszedł

O wielkości filmu najlepiej mówi zachowanie widowni. Bywają seanse, na których co chwilę ktoś sięga po telefon, wychodzi, szeleści. Tu było inaczej. „Odyseja” trwa blisko trzy godziny, a mimo to nie ma w niej ani jednej minuty, w której uwaga słabnie. Widz nie patrzy na zegarek – patrzy na ekran, bo nie chce uronić ani jednego kadru, ani jednej frazy Ludwiga Göranssona. To rzadkie doświadczenie zbiorowego skupienia, jakie kino oferuje coraz rzadziej: cała sala oddycha jednym rytmem opowieści.

Nolan osiąga to bez tanich sztuczek. Nie zasypuje widza cięciami ani hałasem. Buduje napięcie obrazem i ciszą, pozwala scenom oddychać, a potem uderza sekwencją, po której trudno złapać powietrze. Po seansie zostaje uczucie, które dziś w kinie jest towarem deficytowym: że obcowało się z czymś naprawdę wielkim.

O czym jest „Odyseja” Nolana

Nolan nie ilustruje szkolnej lektury. Jego Odyseusz (Matt Damon) to bohater naznaczony, zmagający się z pamięcią i z samym sobą – próbujący poskładać własne wspomnienia, gdy jego syn Telemach (Tom Holland) od lat szuka ojca, który nie wraca spod Troi. Zamiast czystej heroicznej drogi do domu reżyser opowiada o zmęczeniu, wypaleniu i cenie, jaką płaci się za wierność rodzinie i ojczyźnie. To kino monumentalne, ale przede wszystkim głęboko ludzkie – i, o dziwo, wzruszające.

Odyseusz (Matt Damon) w hełmie z czerwonym pióropuszem - kadr z filmu Odyseja
Matt Damon jako Odyseusz w „Odysei” Christophera Nolana. Fot. materiały prasowe.

Wokół Damona wyrasta festiwal aktorskich kreacji: Anne Hathaway jako Penelopa, Zendaya jako Atena, Robert Pattinson jako przywódca zalotników Antinoos, Lupita Nyong’o w podwójnej roli Heleny i Klitajmestry. Każdy z tych bohaterów niesie własną słabość i własną prawdę – i to z nich, a nie z efektów specjalnych, film czerpie największą siłę.

Punktem wyjścia jest koniec wojny trojańskiej – ta, którą przesądził słynny koń trojański. Z antycznego eposu Homera Nolan wybiera jednak nie paradę bogów i nie same batalistyczne sceny, lecz dramat człowieka wracającego z wojny odmienionego, jakby dźwigał ciężar, który dziś nazwalibyśmy zespołem stresu pourazowego. Od pierwszych scen po finał reżyser trzyma napięcie między mitem a psychologią, a każda kolejna odsłona podróży Odyseusza domyka się z precyzją godną najlepszych jego filmów.

Nolan nie ekranizuje Homera – prowadzi z nim dialog

Największą niespodzianką jest to, że wielkie autorskie widowisko okazuje się pretekstem do literackiej rozmowy z tekstem sprzed trzech tysięcy lat. Nolan nie uwspółcześnia Homera na siłę – on z nim polemizuje, podważa, dostawia znaki zapytania i równie mądre odpowiedzi, a każde z tych przesunięć wyrasta z korzeni obecnych już w oryginalnym poemacie. Epickość tej adaptacji tkwi nie w rozmachu, lecz w tekście: w tym, co reżyser z eposu wydobywa i czego się w nim doszukuje.

Dlatego „Odyseja” broni się nie jako pokaz technicznej maestrii – choć i pod tym względem jest spektakularna – ale jako opowieść, która po trzech tysiącach lat mówi o człowieku więcej niż niejeden współczesny scenariusz. Nolan udowadnia, że można być jednocześnie wiernym źródłu i boleśnie aktualnym.

Bohater, przy którym milkną spory

Przed premierą internet żył czym innym niż film. Jedni wyczekiwali „największego widowiska w dziejach”, drudzy oburzali się na obsadę i rzekome plugawienie mitologii w imię poprawności politycznej. I stała się rzecz znamienna: gdy zgasło światło, te spory po prostu zgasły razem z nim. Nie przeszkadzała nam ciemnoskóra Helena grana przez Lupitę Nyong’o. Nie przeszkadzało, że Odyseusz rozprawia się z zalotnikami, kładąc jednego wojownika po drugim. W końcu, po latach filmowych antybohaterów i ironicznych półśrodków, dostaliśmy na ekranie prawdziwego Bohatera – i to on, a nie kampania w sieci, okazał się jedyną rzeczą, która się liczyła.

Bo „Odyseja” to kino do szpiku męskie: opowieść o obowiązku wobec rodziny i ojczyzny oraz o cenie, jaką trzeba zapłacić za wierność obu. W świecie, który wstydzi się wielkich słów, Nolan wypowiada je bez ironii – i właśnie dlatego brzmią tak mocno.

Matt Damon w roli Odyseusza w filmie Odyseja Christophera Nolana
Odyseusz w „Odysei” – bohater ze swoimi słabościami. Fot. materiały prasowe.

Zwierciadło naszych czasów

Najciekawsze jest jednak to, jak ta najstarsza z opowieści mówi o tu i teraz. Bohaterowie Nolana są wielcy nie mimo swoich słabości, lecz razem z nimi – i w tym tkwi ich przekład na współczesność. Ich pycha, ich upadki, ich potrzeba skruchy to nasze własne pytania, tyle że wypowiedziane językiem mitu. W świecie fałszywych proroków i wszechobecnej mitomanii „Odyseja” rozlicza się z pokusą budowania siebie na kłamstwie i podpowiada, że czasem trzeba schować ego do kieszeni i po prostu okazać skruchę.

Jest w tym filmie nadzieja, której płomień tli się mimo niewyobrażalnego cierpienia, przez jakie przechodzi Odyseusz. W XXI wieku – w czasach emocjonalnej apatii i drętwoty, która dręczy tak wielu – taka narracja wyrywa widza z odrętwienia. Jeśli kino ma w sobie jakikolwiek pierwiastek leczniczy, to Nolan znalazł sposób, by wreszcie zaczął działać. Ze zdwojoną siłą.

Krytycy jednym głosem

Nie jesteśmy w tym zachwycie osamotnieni. Po premierze „Odyseja” zebrała 96 proc. pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes, a krytycy z całego świata mówią niemal jednym głosem – recenzja goni recenzję, a w każdej powraca to samo słowo: arcydzieło.

„Najlepsze jak dotąd dzieło Nolana. Zasługuje na to, by być filmem, który go definiuje”.– Clarisse Loughrey, „The Independent”

„Dokonał niemożliwego. Udało mu się. Czytasz »Odyseję« i myślisz: tego nie da się nakręcić”.– Nikki Gemmell, „The Australian”

Matt Damon na premierze filmu Odyseja Christophera Nolana
Matt Damon na premierze „Odysei”. Fot. materiały prasowe.

Chwalą wszystko: pierwszoplanową kreację Matta Damona (dla wielu jedną z najlepszych w jego karierze), objawienie Toma Hollanda w roli Telemacha oraz muzykę Ludwiga Göranssona, wskazywaną jako jedno z największych osiągnięć filmu. Podobnie brzmią głosy znad Wisły.

„»Odyseja« jest filmem kompletnym. Christopher Nolan stworzył najlepszy film w swojej karierze”.– Dawid Muszyński, naEKRANIE.pl

Trudno powiedzieć, czy zasłużyliśmy na taką adaptację. Na pewno jej potrzebowaliśmy. Dobrze, że dziś wielcy twórcy nas nie zawodzą – tak jak Homer nie zawodzi od trzech tysięcy lat.

Zapytaliśmy dwoje widzów po seansie

Zachwyt krytyków to jedno, ale zebraliśmy też opinie widzów o „Odysei”. Po jednym z wieczornych seansów zaczepiliśmy dwie osoby – oboje mówili niemal wyłącznie w superlatywach.

„Wielkie kino. Trzy godziny, które w ogóle się nie dłużą – zachwycają kadrami, muzyką, efektami i tą uniwersalną prawdą o człowieku. Festiwal aktorskich ról, na czele z Mattem Damonem. Ode mnie pewna dziesiątka”.– widz wychodzący z wieczornego seansu

„Nolan nie ekranizuje Homera, on z nim rozmawia. Byłam tak blisko bohaterów, a jednocześnie oglądałam prawdziwe widowisko. Wyszłam poruszona i od razu chciałam obejrzeć to jeszcze raz”.– widzka, studentka

Najczęściej zadawane pytania

O czym jest „Odyseja” Christophera Nolana?

To adaptacja poematu Homera skupiona na Odyseuszu (Matt Damon), który zmaga się z pamięcią i próbuje wrócić do domu, podczas gdy jego syn Telemach go szuka. Nolan akcentuje temat wierności rodzinie i ojczyźnie oraz cenę, jaką się za nią płaci.

Jak długo trwa film i w jakim formacie warto go oglądać?

„Odyseja” trwa około trzech godzin i została nakręcona z myślą o kinach IMAX. To film, który najpełniej działa na dużym ekranie i w dobrym dźwięku.

Czy „Odyseja” to dobry film? Jakie ma oceny?

Tak. Na Rotten Tomatoes ma 96 proc. pozytywnych recenzji, na Metacritic 88/100, a krytycy piszą o najlepszym filmie w karierze Nolana. Nasza ocena to 10/10.

Jakie są opinie o filmie „Odyseja”?

Opinie o „Odysei” są w przeważającej większości entuzjastyczne – zarówno recenzje krytyków, jak i głosy widzów po seansach. Powtarzają się słowa o „arcydziele”, o trzech godzinach, które mijają niepostrzeżenie, oraz o wybitnej roli Matta Damona.

Napisane przez

Cykl

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Nie żyje Tomasz Fogiel. Aktor „Lalki” i „Chłopów” miał 73 lata

Literacki Nobel 2026 dla Anne Carson – czym Kanadyjka uwiodła Akademię Szwedzką?

„Resortowe dziecko”, „obrzydliwy typ” – Cejrowski uderza w Wojewódzkiego i rozlicza go z przeszłości ojca

Sławomir Zapała z miłości do Warszawy nagrał „Syrenkę” z Powstańcami. Szczery wywiad udzielony Naszej Polsce o Kajrze, synu Kordianie, ojcostwie i rodzinie

Nie żyje Arleta Żynel. „Matka białostockiej kuchni” miała 72 lata

Nie żyje Mariusz Komenda. Półfinalista MasterChefa miał 44 lata

Syn Andrzeja Seweryna nie mówi po polsku. „To moja wina”

Marta Nawrocka i Omenaa Mensah „uśmiercone” – Rafał Brzoska apeluje do prezydenta

Inne kategorie

Czytaj także