Lwów, Łuck, Tarnopol. Czego naprawdę boimy się po propozycji Żyrinowskiego?

4 min. czytania

Redakcja

01 kwietnia 2014 r.

Władimir Żyrinowski, wiceprzewodniczący rosyjskiej Dumy, autor propozycji w sprawie Kresów Wschodnich

4 min. czytania

Redakcja

01 kwietnia 2014 r.

Władimir Żyrinowski, wiceprzewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej i lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, w marcu 2014 r. na oficjalnym papierze parlamentu zaproponował polskiemu MSZ referendum nad przyłączeniem pięciu przygranicznych obwodów Ukrainy, podobne propozycje kierując do Rumunii i Węgier. Michał Soska przypomina wcześniejsze szokujące wypowiedzi „Żyrika”, od obmywania żołnierskich butów w Oceanie Indyjskim po wentylatory dmuchające odpadami atomowymi w stronę Łotwy i Estonii, i nazywa go politycznym klaunem. Ciekawsza jest dla niego polska reakcja. Uważa, że głośne oburzenie ukrywa bolesną prawdę: Lwów, Łuck, Tarnopol i setki miejscowości zachodniej Ukrainy to ziemie kulturowo i historycznie polskie, a w sercach Polaków drzemie tęsknota za Kresami. Polska jest jednak zbyt słaba, biedna i zależna od Zachodu, by choćby marzyć o odzyskaniu ziem zabranych przez Stalina.

Świat

Rosyjska Duma Państwowa, a konkretniej jej wiceprzewodniczący Władimir Żyrinowski, na oficjalnym papierze parlamentu proponuje polskiemu MSZ, by Polska odebrała Ukrainie dawne ziemie wschodnie. Przez media przelała się fala oburzenia polityków, dziennikarzy, komentatorów. Tymczasem prawda jest brutalna i wyrażając się w ten sposób po prostu nie chcemy spojrzeć jej w oczy: w XVI czy XVII wieku nikt nie musiałby nas do walki o ziemie na wschodzie zachęcać, ale dzisiaj nawet o ewentualnym powrocie małej części terenów dawnej Rzeczypospolitej nie mamy w ogóle co marzyć. Jesteśmy za słabi, za biedni, i za bardzo zależni od zachodnich mocarstw.

Polityczny klaun z Dumy

Żyrinowski, lider skrajnie nacjonalistycznej, imperialnej i ksenofobicznej (a jednocześnie wspierającej zawsze w zasadniczych kwestiach prezydenta) Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, znany jest od wielu lat z szokujących wypowiedzi. Kiedyś domagał się, by rosyjscy żołnierze obmyli swe buty z kurzu bitewnego w Oceanie Indyjskim. Nieraz chciał wypędzenia z Rosji wszystkich Żydów i imigrantów z Kaukazu. Jeszcze innym razem proponował, by wzdłuż granicy z Łotwą i Estonią zgromadzić wszystkie odpady atomowe i ustawić w kierunku tych krajów wielkie wentylatory… „Żyrik” to polityczny klaun i błazen, stojący na tym samym poziomie, co Palikot w Polsce – tylko na przeciwległym biegunie politycznym.

Przeczytaj również: Trzy wieki imperium zła. Rosja i Polska od Piotra I do Putina

Dlatego jego wybryki nie powinny żadnego poważnego polityka szokować czy oburzać. To, że zaproponował on Polsce (oraz – w odniesieniu do innych ziem – także Rumunii i Węgrom) przeprowadzenie referendum nad przyłączeniem pięciu przygranicznych obwodów Ukrainy – to jedno. Polska reakcja – krzyki oburzenia, że to kuriozalna propozycja, że nie żyjemy już w epoce rozbiorów, że Rosja namawia nas do wojny z niepodległą, suwerenną Ukrainą – to drugie. To nie są głosy słusznego oburzenia, a po prostu nieudolna próba ukrycia faktu, że nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach (gdyby, oczywiście, takie zaistniały realnie, a nie z ust Żyrinowskiego) nie bylibyśmy zdolni do odebrania tego, co przez wieki było nasze.

Przeczytaj również: Pełzający Anschluss. Po co Rosji potrzebny jest Krym?

Tęsknota za Kresami i brak sił

Bo przecież w jednym Żyrinowski ma rację: Lwów, Łuck, Tarnopol oraz setki mniejszych miejscowości zachodniej Ukrainy w obwodach lwowskim, tarnopolskim, iwanofrankowskim, rówieńskim czy wołyńskim to ziemie kulturowo, historycznie oraz w dużym stopniu nadal etnicznie polskie. W sercach Polaków drzemie tęsknota za Kresami, a jednocześnie w głowach jest świadomość, że brak nam możliwości i sił – politycznych, ekonomicznych, finansowych czy wreszcie militarnych – by wykorzystać okazję do odzyskania choćby części zabranych przez Stalina ziem.

Całe to oburzanie się – że to bezwstydna prowokacja, nawoływanie do rozbioru i sianie nienawiści czy nieufności – brzmi jakoś fałszywie. Im głośniejsze, tym bardziej można odnieść wrażenie, że prawdziwą reakcją jest strach, że gdyby faktycznie zaistniała możliwość odzyskania Lwowa, to wyszło by na jaw, że nasza władza nie potrafi czy też nie chce z niej skorzystać.

Michał Soska

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Michała Soski pt. „Kresy już nie dla nas?” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 14 (961) z dnia 1 kwietnia 2014 roku, s. 12. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Michał Soska / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 14 (961)/2014, s. 12.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Lwów czci ludobójców Polaków. 2027 ma być rokiem UPA i Szuchewycza, w Polsce burza

Więzienie i przymusowe „leczenie”. Tak Turkmenistan traktuje osoby homoseksualne

Dron uratował rannego żołnierza. Ukraińcy przeprowadzili pierwszą w historii tego typu ewakuację z frontu

Zełenski odsunięty od negocjacji? Trump: czas, by ktoś inny negocjował za Ukrainę

Ukraiński dron eksplodował nad Litwą. Wilno wskazało na Polskę, Kijów przeprasza i obwinia Rosję

Francja w ogniu. Spłonął zabytkowy ratusz w Limoges, 1200 zatrzymanych i 150 rannych policjantów

Największy atak dronów na Petersburg. Płonie terminal naftowy, trafione centrum danych VK

Rosyjskie drony uderzyły w polski zakład na Wołyniu. Jedna osoba nie żyje, ośmioro rannych

Inne kategorie

Czytaj także