Kompromitacja organów ścigania. Wyrok uniewinniający w drugim child alercie

7 min. czytania

Redakcja

07 lutego 2021 r.

Pusta sala sądowa, orzeł na ścianie za miejscem sędziego, stoły adwokackie

7 min. czytania

Redakcja

07 lutego 2021 r.

Komentarz Redakcji „Naszej Polski”

Child Alert – polski system pilnych poszukiwań zaginionych dzieci, wzorowany na amerykańskim AMBER Alert i uruchomiony w 2013 r. W lutym 2021 r. Sąd Rejonowy w Kozienicach uniewinnił Sebastiana Nadolskiego i siedmiu innych oskarżonych w sprawie „porwania” trzyletniego Fabiana N. w listopadzie 2015 r. Redakcja „Naszej Polski” analizuje kulisy sprawy: ojciec – mający pełne prawa rodzicielskie – zabrał syna, matka widziała opiekę. Mimo tego uruchomiono Child Alert, którego celem miały być realne uprowadzenia zagrażające życiu dziecka. Ojciec i syn byli poszukiwani w całej Europie, zatrzymany „w iście filmowym stylu” przez komandosów strzelających z ostrej broni na autostradzie. Sebastian Nadolski spędził wiele miesięcy w areszcie mimo braku zarzutów. Wyrok uniewinniający kompromituje polskie organy ścigania i pokazuje mechanizm alienacji rodzicielskiej jako narzędzia represji państwowej wobec ojców po rozstaniu. Sprawą zajmował się poselski Zespół ds. Przeciwdziałania Alienacji Rodzicielskiej z Grzegorzem Braunem.

Child Alert – polski system ogłaszania pilnych poszukiwań dzieci, w założeniu odpowiednik amerykańskiego AMBER Alert. W lutym 2021 roku zapadł wyrok uniewinniający w sprawie, w której Child Alert został wcześniej uruchomiony jako jedno z nielicznych dotąd zastosowań systemu w Polsce. Decyzja sądu obnażyła słabość polskich organów ścigania i postawiła pytanie zasadnicze: czy mechanizm, który teoretycznie ma ratować dzieci, w praktyce nie jest narzędziem politycznej i medialnej presji na sędziów i prokuratorów.

W piątek po blisko sześciu latach postępowania kozienicki Sąd Rejonowy uniewinnił Sebastiana Nadolskiego i siedem innych osób od zarzutu porwania i pozbawienia wolności dziecka, Fabiana N. Po tym jak ojciec przejął opiekę nad synem ogłoszono drugi raz w Polsce wdrożenie procedury Child alert. Ojca i syna poszukiwała policja w całej Europie, zostali zatrzymani przez komandosów strzelających z ostrej broni na autostradzie, Sebastian Nadolski spędził sporo czasu w areszcie. Piątkowe – jeszcze nieprawomocne – orzeczenie sądu wskazuje, że nie było żadnych podstaw do ścigania ojca z synem. 

Przeczytaj również: Uczyli córki w domu, usłyszeli wyrok. Brazylijski sąd skazał rodziców za edukację domową

Sprawa Sebastiana Nadolskiego była bardzo głośna. W listopadzie 2015 roku mówiły o tym wszystkie media. Wersja oficjalna, medialna mówiła o tym, że zamaskowani mężczyźni porwali trzyletniego chłopca wyrywając go z rąk matki. W rzeczywistości wyglądało to tak, że ojciec zabrał synka, który sam do niego podbiegł. Matka widziała, była świadkiem, że dziecko jest pod opieką ojca, który zresztą nie miał wówczas odebranych praw rodzicielskich. Nie było najmniejszych przesłanek do podejrzeń, że chłopcu cokolwiek zagraża. Mimo to jedenaście dni byli poszukiwani przez wszystkie służby w całej `Europie. „Zatrzymanie ojca Fabiana, z synkiem na tylnym siedzeniu samochodu, odbyło się w iście filmowym stylu. Na autostradzie pojawiła się blokada, funkcjonariusze z długą bronią, strzelanie ostrą amunicją w szyby auta. Tyle tylko, że policjanci musieli wiedzieć, że broń mężczyzny jest w policyjnym depozycie, a on sam nie stawiał żadnego oporu. Sebastian Nadolski przesiedział wiele miesięcy w areszcie, choć prokurator nie był w stanie postawić mu żadnych zarzutów” – tak pisaliśmy o tym w ubiegłym roku. 

Przeczytaj również: Norbert Sabina Bobin walczy o wolność dla Sebastiana Majtczaka

Sprawa w sądzie trwała kilka lat, choć było oczywiste, że ojciec posiadający prawa rodzicielskie nie mógł porwać swojego dziecko. A gdyby nawet: to matka wiedziała od razu, że chłopiec jest pod opieką ojca, a w takich sytuacjach procedura child alert nie może być uruchamiana. Mimo wszystko dopiero w piątek, 5 lutego sędzia Krzysztof Jerzy Piaseczny uniewinnił nie tylko Sebastiana Nadolskiego, ale także pozostałe osoby zaangażowane w sprawę, „stwierdzając w uzasadnieniu, że całkowicie przychyla się do stanowiska obrońców i oskarżonych, że oskarżeni nie popełnili żadnego przestępstwa” – pisze Sebastian Nadolski. 

Temat kontynuujemy w artykule: Walczył z pedofilią, sam usłyszał zarzuty gwałtów. Wśród ofiar Polka – i to jej grozi deportacja

Wyrok dla obserwatorów tej sprawy wydaje się oczywisty, nie mógł być inny. Problem jednak w tym, że niewiele on zmienia. Dla ojca, dla Sebastiana Nadolskiego zmienia dużo: nie jest skazany, jest wolny, ale nie zmienia niczego dla dziecka, które jest od wielu lat alienowane, separowane od ojca. „Mam nadzieję, ze jest to po długich 6 latach początek drogi do spotkania w tej chwili z już z 8,5 letnim Fabianem i odzyskanie możliwości uczestniczenia  w jego wychowaniu i dorastaniu” – pisze z nadzieją jego ojciec. 

Piątkowy wyrok powinien sprawić, że procedura child alert zostanie gruntownie przejrzana i zmodyfikowana, bo zamiast bronić dzieci, które faktycznie są zagrożone, w Polsce jest bronią atomową w sporach między rodzicami. O wszystkich przypadkach wdrożenia tej procedury pisaliśmy tutaj. Interpelacje w tej sprawie składał już poseł Grzegorz Braun, poselski Zespół do spraw Przeciwdziałania Alienacji Rodzicielskiej miał zająć się tym tematem zanim epidemia uniemożliwiła spotkania w Sejmie z udziałem strony społecznej. 

Child alert to kłujący w oczy przykład nieudolności państwa, które dobre narzędzie wykorzystuje w złym celu, które daje się wciągać w manipulacje którejś ze stron konfliktu rodzicielskiego. Drugim, dużo ważniejszym przykładem takiej nieudolności jest praktycznie bezradność państwa podczas egzekucji orzeczeń dotyczących tak zwanych kontaktów po rozstaniu rodziców. Państwo jest bezwzględne wobec tak zwanych alimenciarzy, mimo że od lat nie potrafi ucywilizować orzeczeń o alimentach na wzór innych państw Unii Europejskiej (tabela alimentacyjna od lat jest tematem rozważań w ministerstwie i… tyle, nie ma odważnych, żeby zająć się tym tematem na poważnie). Państwo od lat nie potrafi przeciwdziałać alienacji rodzicielskiej, mimo że z każdym rokiem pojawia się więcej opracowań naukowych mówiących o tym, jak okrutną formą przemocy jest to zjawisko. Może teraz przyjdzie jakieś otrzeźwienie, bo orzeczenie w sprawie Sebastiana Nadolskiego oznacza kompromitację organów ścigania, które zamiast stać na straży prawa i dobra dziecka, stało się kolejny raz stroną w sporze między rodzicami.

Najczęściej zadawane pytania o system Child Alert i polską praktykę poszukiwawczą

Czym jest Child Alert i jak działa?

Child Alert to polski system pilnych poszukiwań zaginionych dzieci, uruchomiony w 2013 roku na wzór amerykańskiego AMBER Alert. Procedura aktywuje się, gdy spełnione są łącznie cztery warunki: zaginione dziecko ma poniżej 18 lat, istnieje realne zagrożenie dla jego życia lub zdrowia, są podstawy do podejrzenia, że doszło do uprowadzenia, oraz dysponuje się informacjami pozwalającymi rozpoznać dziecko lub sprawcę. Decyzję o uruchomieniu podejmuje Komendant Główny Policji.

Co się dzieje po uruchomieniu Child Alert?

Komunikat z fotografią dziecka i ewentualnie podejrzanego sprawcy trafia jednocześnie do mediów ogólnokrajowych, na bilbordy, do operatorów komórkowych, na strony internetowe. Skala dotarcia jest niemal stuprocentowa – Polacy w całym kraju otrzymują informację w ciągu godzin. To narzędzie ekstremalnie skuteczne, ale właśnie z tego powodu używane bardzo oszczędnie – dotąd uruchomiono je tylko kilka razy w polskiej historii.

Co oznacza wyrok uniewinniający w sprawie ogłoszonej przez Child Alert?

To sytuacja, w której prokuratura – formułując zarzuty – wnioskuje (skutecznie) o uruchomienie systemu, a sąd po procesie uznaje oskarżonego niewinnym. Z punktu widzenia czysto prawnego – to normalna konsekwencja zasady domniemania niewinności. Z punktu widzenia opinii publicznej – ogromna porażka organów ścigania, których początkowa narracja, nagłośniona w skali kraju, okazała się błędna lub nie do udowodnienia. Reputacja systemu Child Alert na takich sprawach traci, nawet jeśli formalnie nadal działa.

Jakie konsekwencje ma uniewinnienie dla oskarżonego?

Formalnie – pełne oczyszczenie z zarzutów, prawo do odszkodowania za niesłuszne tymczasowe aresztowanie (jeśli było), powrót do statusu osoby niekaranej. Faktycznie – często konsekwencje społeczne pozostają na długie lata. Wizerunek osoby, której zdjęcie krążyło w mediach jako „podejrzany w sprawie zaginięcia dziecka”, utrudnia powrót do normalnego życia zawodowego i prywatnego. To jeden z najpoważniejszych argumentów krytyków obecnej polityki publikowania wizerunków na wczesnym etapie postępowania.

Czy system Child Alert wymaga reformy?

Pytanie powraca po każdej sprawie zakończonej uniewinnieniem albo umorzeniem. Zwolennicy reformy wskazują na potrzebę precyzyjniejszych kryteriów uruchomienia – by minimalizować ryzyko alarmów opartych na słabym materiale dowodowym. Krytycy reformy odpowiadają, że nawet jedna uratowana ostatnio droga ósmoklasistka jest argumentem mocniejszym niż statystyka uniewinnień. Spór ten jest praktycznie nierozstrzygalny w abstrakcji – wymaga oceny konkretnych przypadków, niekiedy w trybie post factum.

Co ta sprawa mówi o polskim wymiarze sprawiedliwości

Każde uniewinnienie w sprawie z Child Alert jest egzaminem dwóch instytucji. Pierwszy zdaje prokuratura – pytanie brzmi: czy materiał dowodowy w momencie wnioskowania o aktywację systemu był wystarczająco mocny. Drugi zdaje sąd – pytanie brzmi: czy potrafił oprzeć się medialnej i społecznej presji, by orzec zgodnie z dowodami, a nie zgodnie z oczekiwaniami opinii publicznej. Wyrok uniewinniający w sytuacji medialnego ognia jest sygnałem, że sąd przeszedł próbę. Czy podobny komplement należy się prokuraturze, to już zależy od konkretnej sprawy – i właśnie dlatego sprawy tego typu warto śledzić uważnie, niezależnie od pierwszych nagłówków.

Udostępnij

Cykl

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim? Felieton z 2013 roku, który sprawdził czas

Naród zdecydował

Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Endeckie rozważania

Inne kategorie

Czytaj także