Rozpad Unii Europejskiej? Czy Brexit, Katalonia, Szkocja, Wenecja, Padania, Baskonia i Sami to dopiero początek? UE wykreowała modę na regionalizm – i okazuje się, że granica między regionalizmem a separatyzmem jest cienka. Michał Soska w październiku 2014 r. przegląda mapę separatyzmów Europy – od Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, przez Włochy i Belgię, po Cypr, Niemcy i Węgry – i odpowiada na pytanie, czy europejskim państwom grozi rozpad.
- Baskowie – od separatyzmu do terroryzmu ETA
- Wielka Brytania trzeszczy w szwach
- Katalonia – największy problem Hiszpanii
- Włochy się sypią? Padania, Wenecja, Sycylia
- Belgia – pęknie „kraj stołeczny” UE?
- Skandynawia – Samowie, Skania, Alandzkie
- Cypr – terytorium UE pod militarną okupacją Turcji
- Niemcy – dawne resentymenty Bawarczyków
- Węgry chcą rewizji Traktatu z Trianon?
- Wolny Sojusz Europejski
- Separatyzmy inspirowane z zewnątrz – Kosowo, Śląsk, Krym
Przeczytaj również: Polacy w Wielkiej Brytanii: było nas blisko milion. Dziś pakują walizki i wracają
W Unii Europejskiej regionalizm stał się hasłem na tyle modnym i powszechnym, że „Europa regionów” zdawała się być – przynajmniej wedle zwolenników jak najściślejszej integracji – pewną i jedyną drogą rozwoju. Ale granica pomiędzy regionalizmem a separatyzmem jest cienka. I – paradoksalnie – to siłowe forsowanie jak największej autonomii może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Kiedy dążeniami separatystycznymi zagrożone poczują się największe kraje, posiadające długą historię i tradycję własnej państwowości, szybko może się okazać, że rozbicie regionalne wcale nie jest „jedynie słuszną” drogą i że „rozbicia dzielnicowe” to nie postęp w cywilizacyjnym rozwoju, a cofanie się o wieki wstecz. Tyle że kandydatów do powiększania swej autonomii i uzyskania niepodległości od „swojego” państwa w Europie nie brakuje. Niedawne referendum w Szkocji, które wyraźnie pokazało, iż nawet tak silne państwo, jak Wielka Brytania, poważnie obawia się negatywnych konsekwencji separatyzmu, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Temat kontynuujemy w artykule: Rumuńscy kibice: „Na polskich ulicach widać piękno Europy”. Transparent z Lublina obiegł świat
Baskowie – od separatyzmu do terroryzmu
Baskowie to naród prawie 10-milionowy, z tym, że przeważająca większość z Basków żyje na emigracji w Ameryce Łacińskiej. Baskowie posiadają bardzo głębokie poczucie własnej tożsamości, kultury i odrębności; uważają się za najstarszy naród w Europie, mówiący najstarszym, reliktowym językiem i jedyną grupę – poza rodziną kaukaską – która oparła się „indoeuropejskiej inwazji”, żyjącą w tym samym miejscu od tysięcy lat. O starożytnym pochodzeniu Basków świadczyć może faktycznie jeden z najstarszych symboli baskijskich: Lauburu, czyli baskijska swastyka, symbolizująca wirujące, poruszające się słońce (symbol ten sięga swą historią aż 10 tys. lat wstecz).
Najwięcej problemów sprawiają Baskowie hiszpańscy – to tam w większym stopniu znany i używany jest wyjątkowy, niepodobny ani do francuskiego, ani do hiszpańskiego, język euskera. Za czasów autorytarnych rządów gen. Franco nie było mowy o jakiejkolwiek odrębności. Podczas hiszpańskiej wojny domowej Baskonia opowiedziała się po stronie Frontu Ludowego, który zagwarantował jej większą autonomię, a w mieście Guernica swą siedzibę miał rząd autonomicznego Kraju Basków. W 1937 r. Guernica została zbombardowana przez Legion Condor, korpus ekspedycyjny należący do hitlerowskiej Luftwaffe i wspierający gen. Franco.
Dopiero po śmierci Franco rozpoczęła się droga „demokratyzacji” Hiszpanii i przyznawania Krajowi Basków większej autonomii. Konstytucja z 1978 r. i Statut Autonomiczny przyznały Baskonii status regionu autonomicznego z własnym parlamentem, skarbem i językiem urzędowym (obok hiszpańskiego). Mimo to ETA („Baskonia i Wolność”), organizacja zbrojnej walki o niepodległość, związana z pierwszą partią polityczną baskijską, Nacjonalistyczną Partią Basków, nie zamierzała schodzić z dotychczasowej drogi terroru, zamachów bombowych i morderstw politycznych. ETA m.in. próbowała wysadzić w powietrze wieżę sanktuarium maryjnego Torreciudad, będącego pod opieką Opus Dei. Do 2008 r. w dobrze przygotowanych i zorganizowanych zamachach terrorystycznych zginęło prawie 900 osób, zarówno wojskowych, jak i cywili. Dopiero po 2008 r. ETA zaprzestała działalności terrorystycznej, a w 2011 r. ogłosiła zawieszenie broni.
Czy problem baskijski został rozwiązany? Absolutnie nie. Został jedynie wyciszony wskutek tego, że sami Baskowie mieli dość terroru, przelewu krwi i hiszpańskiej przemocy w ramach odwetu. Choć korzenie dążeń do wyzwolenia narodowego i niepodległości sięgają XIX wieku, to nie ma wśród Basków jedności co do kształtu „wolności”. Większość z nich uważa się za „nacjonalistów”, ale brakuje konsensusu, czy celem jest zupełna niepodległość i oderwanie od Hiszpanii, czy też autonomia w obecnym kształcie.
Wielka Brytania trzeszczy w szwach
Szkocja i jej niedawne referendum niepodległościowe to nie jedyny problem Wielkiej Brytanii. Także tzw. naród Manx (Mańczycy) – stary lud celtycki zamieszkujący wyspę Man i Anglię – oraz Walijczycy przejawiają dążenia do uzyskania przynajmniej takiej autonomii, jaką posiada w ramach UK Szkocja. Także separatyzm kornwalijski dąży do uzyskania co najmniej politycznej, narodowej i kulturowej autonomii od Anglii. Historia starań o niepodległość sięga XVII wieku, a według badań z 2003 r. pełna autonomia lub suwerenność cieszą się poparciem 55 proc. Kornwalijczyków.
Najbardziej palącym problemem jest jednak nadal Irlandia Północna. Konflikt trwa tutaj od średniowiecza, kiedy cała Irlandia znalazła się pod panowaniem angielskim. W 1921 r. Irlandia uzyskała niepodległość, ale 6 północnych hrabstw – czyli właśnie Irlandia Północna – pozostało przy Zjednoczonym Królestwie. W Północnej Irlandii przeważają – w przeciwieństwie do katolickiej Irlandii – protestanci, w większości będący potomkami osadników szkockich i angielskich. Krwawy konflikt pomiędzy IRA – republikanami dążącymi do połączenia z resztą Irlandii – a unionistami, czyli zwolennikami jedności z Anglią, wybuchł w latach 60. i trwał aż do końca XX wieku. Choć w 2005 r. IRA ogłosiła całkowite rozbrojenie, wcale nie oznacza to pojednania pomiędzy Irlandczykami i Anglikami. Nadal sympatie polityczne w Irlandii Północnej w dużym stopniu determinowane są przez tożsamość narodową. W ostatnich latach wzrasta też poparcie dla tzw. trzeciej opcji (obok połączenia z Irlandią i pozostania w związku z Anglią), czyli dla zupełnej niepodległości Irlandii Północnej.
Katalonia – największy problem Hiszpanii
Także w Katalonii, której stolicą jest Barcelona, tendencje separatystyczne sięgają końca XIX wieku. Przed wojną domową Katalonia uzyskała statut autonomicznej republiki, połączonej z Hiszpanią w ramach konfederacji. Rząd Katalonii poparł republikę, a w Barcelonie od 1937 r. urzędował rząd republikański, który po zwycięstwie sił gen. Franco udał się na emigrację do Francji. Po śmierci Franco i ogłoszeniu nowej konstytucji Katalonia znów uzyskała szeroką autonomię kulturową i polityczną.
Mimo tego, że wraz z Krajem Basków Katalonia posiada najszerszą autonomię, separatyści jednak nadal głośno domagają się niepodległości. W Barcelonie co jakiś czas odbywają się kilkusettysięczne manifestacje za oderwaniem od Hiszpanii, a lokalny rząd dąży do uchwalenia referendum nad niepodległością Katalonii. Problem jednak w tym, że hiszpańska konstytucja dopuszcza tylko referenda ogólnopaństwowe, a nie lokalne. Hiszpańska socjaldemokracja jest gotowa do kolejnych ustępstw na rzecz Katalonii, prawica absolutnie nie chce o nich rozmawiać. Napięcie pomiędzy rządem Hiszpanii i lokalnym rządem Katalonii wzrasta. Ten ostatni przygotował już urny do głosowania i listy wyborcze. Rząd w Madrycie mówi jasno: katalońskie referendum byłoby niezgodne z konstytucją i w żadnym wypadku nie może zostać zaakceptowane.
Włochy się sypią?
Do włoskiej jedności i państwowej suwerenności droga była długa i trudna, a proces zjednoczenia Włoch zakończył się dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Dzisiaj Włochy to prawdziwa kopalnia separatyzmów i wydaje się, że dawne niepodległe państewka nie marzą o niczym innym niż o powrocie do stanu sprzed ponad 160 lat. Niepodległości domaga się Wenecja, mająca długą i mocarstwową historię własnej państwowości, a wielu mieszkańców tego regionu nie uważa się za Włochów. Popularnością od wielu lat cieszy się koncepcja Padanii, czyli oddzielenia północnych, bogatszych i bardziej „europejskich” Włoch od „śródziemnomorskiego”, biedniejszego i zacofanego południa. Jeszcze w latach 90. Liga Północna domagała się trójpodziału Włoch, potem – dzięki udziałowi w koalicji rządowej – nieco złagodziła swoje stanowisko. Na jak długo? Na południu Liga Południowa domaga się utworzenia niepodległej Auzonii, a sycylijskie ruchy niepodległościowe odwołują się do tradycji Królestwa Obojga Sycylii. Niepodległości domagają się też Liguria, Sardynia, Dolina Aosty i niemieckojęzyczny Południowy Tyrol, a o prawa Słoweńców we Włoszech walczy Unia Słoweńska.
Belgia – pęknie „kraj stołeczny” UE?
Od wielu lat zarówno francuskojęzyczni, katoliccy Walonowie, jak i niderlandzkojęzyczni i protestanccy Flamandowie czekają na moment, w którym Belgia – jako „sztuczny twór” – w końcu pęknie. Dążenia do własnej suwerenności obydwu stron są bardzo silne. Natomiast w położonej w niderlandzkiej Flandrii Brukseli – choć formalnie dwujęzycznej – mówi się prawie wyłącznie po francusku i działa tu partia Rassemblement Wallonie France, której celem jest oderwanie Walonii oraz Brukseli od Belgii i przyłączenie do Francji.
Skandynawia – „rdzenni Europejczycy” chcą niepodległości
Samowie – zwani też Lapończykami – to lud skośnooki, o żółtawej skórze, niskiej i krępej budowie ciała, szerokiej twarzy, czarnych włosach i wystających kościach policzkowych. Ale to lud… rdzennie europejski, zamieszkujący na północy Norwegii, Finlandii, Szwecji i Rosji. W Norwegii, Szwecji i Finlandii Samowie posiadają własne organizacje polityczne, parlamenty, ruch narodowy oraz szeroką kulturową i językową autonomię. Jedynie Rosja nie dopuściła, by Samowie bardziej się zjednoczyli i zaktywizowali politycznie.
Skania to historyczna kraina na południowym wybrzeżu Szwecji, obejmująca także duńską wyspę Bornholm. Przez ponad cztery wieki była niezależna i do dzisiaj mieszkańcy tych ziem czują bardzo dużą odrębność od Szwecji, raczej identyfikując się z Danią. Kolejny ciekawy ruch separatystyczny istnieje na szwedzkojęzycznych Wyspach Alandzkich, należących do Finlandii. Alandczycy posiadają własną, niezależną od Finlandii, policję, własne znaczki pocztowe, a na urzędach wywieszają własne flagi.

Cypr – „terytorium UE pod militarną okupacją Turcji”
Cypr wstępował do Unii wraz z Polską w 2004 r., ale nie w całości. Północna połowa tej wyspy to bowiem Turecka Republika Cypru Północnego, nieuznawana przez nikogo (poza Turcją), a mimo to posiadająca swe przedstawicielstwa dyplomatyczne m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Australii i – oczywiście – Turcji. Jest to o tyle ciekawe, że oficjalnie UE turecki Cypr uznaje za „terytorium UE pod militarną okupacją Turcji”. Problem Cypru jest o tyle skomplikowany i nie rokuje szans na szybkie rozwiązanie, że podział wyspy na część grecką i turecką jest jednocześnie podziałem cywilizacyjnym na część chrześcijańską, należącą do cywilizacji europejskiej, i wschodnią, która należy do cywilizacji islamu. A doskonale wiadomo, że konflikty na liniach granicznych między cywilizacjami są najbardziej trwałymi i najostrzejszymi. Szanse na zjednoczenie Cypru wydają się więc znikome.
Niemcy – dawne resentymenty Bawarczyków
Niemcy to „wzorcowy” przykład kraju federalnego z pełną autonomią, nieobejmującą jedynie spraw zagranicznych i obronności. Landy posiadają własne parlamenty i rządy, własną policję, skarby, odrębne szkolnictwo i ustawodawstwo wewnętrzne. Mimo to przede wszystkim w Bawarii – katolickiej, konserwatywnej, tradycjonalistycznej i przez to faktycznie różniącej się od reszty kraju – wciąż żywa jest świadomość dawnej suwerenności, a zwłaszcza rywalizacji z Prusami. Wprawdzie polityczna partyjka separatystów cieszy się marginalnym poparciem, ale w świadomości społecznej bardzo żywe jest poczucie własnej odrębności kulturowej i językowej, a władza w Berlinie traktowana jest raczej jako „obca” i zagrażająca znaczeniu Bawarii. Natomiast na położonych na Morzu Północnym Wyspach Fryzyjskich żyje jeszcze jedna, mikroskopijna mniejszość, która językowo już tak bardzo różni się od reszty Niemiec, że trudno tak naprawdę zrozumieć, dlaczego wyspy nie należą do Holandii.
Węgry chcą rewizji Traktatu z Trianon?
Na podstawie Traktatu z Trianon, kończącego dla tego kraju I wojnę światową, Węgry utraciły 2/3 swego terytorium i 2/3 ludności. Skutkiem tego jest istniejąca do dzisiaj 2,5-milionowa mniejszość węgierska w krajach sąsiednich: w Serbii, Rumunii, Słowacji, Austrii, Chorwacji, Słowenii i na Ukrainie. Przy okazji kryzysu ukraińskiego Węgry zaczęły się upominać o szerszą autonomię kulturową i językową dla swojej mniejszości na ukraińskiej Rusi Zakarpackiej. Pojawiły się nawet pogłoski, że w przypadku zagrożenia rozpadu państwa ukraińskiego Węgry będą chciały odzyskać te terytoria. Swoich praw domagają się też węgierscy Szeklerzy, żyjący w Rumunii. Choć władze w Bukareszcie zapewniają, że mniejszość cieszy się szerokimi swobodami i nie ma mowy o żadnym prześladowaniu, Węgrzy domagają się coraz więcej praw, a najlepiej pełnej autonomii. Na tej płaszczyźnie stosunki między Budapesztem i Bukaresztem pozostają napięte. Gdy kilka lat temu Rumunia odmówiła prezydentowi Węgier prawa przylotu na Szeklerszczyznę z okazji węgierskiego święta narodowego, ten… przyjechał samochodem.
Wolny Sojusz Europejski
Jest to organizacja „narodów bez państw”, skupiająca naprawdę imponującą liczbę reprezentacji ludów i narodów (w cudzysłowie lub bez) z całej Europy, domagających się autonomii lub pełnej niepodległości. Należą do niej organizacje separatystyczne różnych mniejszości z Austrii, Belgii, Czech, Finlandii, Francji, Grecji i Macedonii, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, a także z Polski.
Separatyzmy inspirowane z zewnątrz
Pierwszym i do dzisiaj najbardziej znanym przykładem separatyzmu podsycanego z zewnątrz jest oczywiście Kosowo. Na ten przypadek do dziś powołują się inne państwa, chcące utargować coś dla siebie kosztem państwa sąsiedniego. Kosowo to wzorcowy przykład tego, jak separatyzm może być kierowany i podtrzymywany z zewnątrz (gdyby nie sąsiednia Albania i albańska diaspora, kosowscy Albańczycy nie byliby w stanie skutecznie terroryzować prowincji), jak tylko dzięki zewnętrznemu wsparciu politycznemu (USA i Europy Zachodniej) osiąga swe cele – czyli niepodległość – i jak równie szybko okazuje się, że cele te były fałszywe. Nikomu nie chodziło bowiem o niepodległe Kosowo, lecz o przyłączenie do „Wielkiej Albanii”.
Także Polska nie jest niestety wolna od regionalnych dążeń do autonomii, a nawet separatyzmów. Najgłośniejsi są oczywiście działacze Ruchu Autonomii Śląska. W tym przypadku trzeba jednak wyraźnie podkreślać, że nie jest to naturalny, ugruntowany historycznie ruch autonomiczny, lecz od bardzo dawna inspirowany zewnętrznie nurt separatystyczny, którego celem zawsze było rozbicie lub osłabienie państwa polskiego. Śląsk nie posiada tradycji własnej suwerenności i państwowości. Autonomią w II RP cieszył się krótko, miała ona zresztą być jedynie drogą do pełnego scalenia z resztą kraju. Ślązakowski – bo nie „śląski” – ruch separatystyczny, począwszy od wieku XIX, przez wiek XX, aż po dzisiaj, zawsze inspirowany był z zewnątrz. Fascynacja niemieckością, rzekomą niemiecką tożsamością Śląska, niemiecką symboliką i wtórnym niemieckim nalotem na pierwotną (polską) gwarę śląską jest zresztą w środowiskach separatystycznych na Śląsku na tyle silna, że doskonale widać, iż nie o autonomię tutaj chodzi, lecz o dążenie do rozbicia Polski i ponownej germanizacji. Sam wódz RAŚ Jerzy Gorzelik nawiązał do słów brytyjskiego premiera Lloyda George’a („Oddać Polakom śląski przemysł to jak dać małpie zegarek”), stwierdzając, że „małpa zegarek zepsuła”…
Polecamy także: Polacy w Austrii: jest nas kilkadziesiąt tysięcy, a pod Wiedniem ocaliliśmy Europę
Mamy w Polsce jeszcze Kaszubów. Tutaj sprawa wygląda jednak nieco inaczej. Mimo politycznego wykorzystania odrębności kulturowej i językowej przez partię rządzącą i byłego już premiera oraz dość popularnej na Pomorzu dewizy „Kaszëbë Autonomia”, prawdziwi, rodowici Kaszubi czują bardzo mocny związek z Polską i polskością. Prawdziwa tożsamość kulturowa Kaszubów nie jest więc zagrożeniem dla Polski, lecz jej uzupełnieniem. Jak powiedział Hieronim Derdowski: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski”. Ten piękny cytat widnieje m.in. na pomniku „Króla Kaszubów”, Antoniego Abrahama, w Gdyni.
Aktualny przykład Krymu i wschodniej Ukrainy doskonale pokazuje, jak istniejące faktycznie regionalne separatyzmy czy dążenia do autonomii mogą skutecznie zostać podsycone z zewnątrz, doprowadzając faktycznie do rozpadu państwa. To, że na Krymie oraz w obwodach donieckim i ługańskim Rosjanie stanowią większość, to fakt niezaprzeczalny. Natomiast ich autentyczny, szczery bunt przeciwko samozwańczym władzom w Kijowie, obaleniu poprzedniego prezydenta i tendencjom nacjonalistycznym, został skutecznie wykorzystany przez Rosję. Gdyby nie „pomoc” ludzka i materialna z zewnątrz, walki na wschodzie nie trwałyby tak długo i nie byłyby tak zacięte. Rosja zastrzega sobie prawo do obrony swojej mniejszości poza granicami kraju. A kilkanaście milionów Rosjan żyje przecież nadal w dawnych republikach sowieckich, przede wszystkim na Ukrainie, w krajach bałtyckich, Kazachstanie i na Białorusi.
Problem regionalizmów, separatyzmów i dążeń autonomicznych w UE przedstawiany jest na ogół w sposób schematyczny: z jednej strony separatyzm, utożsamiany z narodowym egoizmem i nacjonalizmem (czyli – zło!), z drugiej – jedność, porozumienie, integracja zarówno na szczeblu lokalnym, jak i międzypaństwowym („dobro”). Ten dualistyczny podział okazuje się jednak zupełnie pozbawiony sensu, kiedy wziąć pod uwagę, że nie ma żadnej sprzeczności między unijną integracją a regionalizmem, zaś separatyzm to nie narodowy egoizm, lecz jego przeciwieństwo. To przecież współczesna UE wykreowała modę na regionalizm, rozbicie państw na regiony, przyznawanie im coraz szerszej autonomii i eliminację szczebla państwowego podziału władzy w Unii. A interes narodowy państw członkowskich polega nie na rozbijaniu państw i regionalizacji, lecz na scalaniu i obronie swoich terytoriów przed separatyzmami. Zwłaszcza inspirowanymi z zewnątrz (jak na Śląsku), które nie dążą bynajmniej do kulturowej czy językowej autonomii, ale do zmiany granic państwowych.
Michał Soska
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Michała Soski pt. „Czy europejskim państwom grozi rozpad?” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 41 (988) z dnia 7 października 2014 roku, s. 10. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Michał Soska / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 41 (988)/2014, s. 10.



