Kryzys państwa, kryzys władzy

7 min. czytania

Redakcja

06 czerwca 2012 r.

7 min. czytania

Redakcja

06 czerwca 2012 r.

Polska

Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

Z KRZYSZTOFEM PUTRĄ, WICEMARSZAŁKIEM SEJMU (PIS), ROZMAWIA KAJA BOGOMILSKA

– Czy po ujawnieniu afer hazardowej i stoczniowej mamy do czynienia z kryzysem
państwa, kryzysem władzy, a może z jednym i drugim?
– Owszem, jest to kryzys państwa, kryzys władzy, a postawiłbym jeszcze tezę, że
mamy w Polsce dodatkowo kryzys przyzwoitości. I to jest bardzo niebezpieczne.
Wydaje mi się, że jest tak, iż rządzący zatracają poczucie, co to jest racja
stanu, co to jest racja zwykłych obywateli. Chodzi o to, dokąd zmierza Polska i
dokąd oraz przez kogo są prowadzeni obywatele Rzeczypospolitej. Uważam, że po 20
latach polskiej demokracji nastąpił czas, kiedy warto się bardzo poważnie nad
tym zastanowić. To jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi, a powinno być
bardzo mocno stawiane i to z kilku powodów.
To, co jest związane z aferami, czyli właśnie kryzys państwa i kryzys władzy, to
jedna sprawa, a sposób, w jaki wychowujemy i uczymy młode pokolenie, to kolejny
problem. Jestem pewien, że jest nad czym się zastanowić i co robić. Mówię to
jako polityk i jako ojciec.
Kompromitacją klasy politycznej w czasie tego dwudziestolecia jest fakt
sprowadzenia do bardzo niskiego poziomu zawodu wychowawcy i nauczyciela.
Nauczyciel jest bardzo słabo wynagradzany, nie ma pozycji mistrza, przestał być
autorytetem dla uczniów, ale także i dla rodziców. Jest zachwianie między
prawami ucznia i prawami nauczycieli. Jednym z głównych powodów jest to, że
wszystko dzieje się w gigantycznym tempie, że toniemy w powodzi słów deklaracji,
z której nic by nie zostało, gdyby się to wszystko mocno ścisnęło. Obawiam się,
że dziś osiągnęliśmy mistrzostwo w propagandzie. Dużo mówimy, dużo obiecujemy, a
niewiele realizujemy.

– Dlaczego premier Tusk poinformowany przez ministra Kamińskiego o aferze
hazardowej przez prawie miesiąc nie robił w tej sprawie nic?
– Tutaj jest dla mnie sprawa oczywista. Musiał nastąpić przeciek. Kto go
dokonał, musi stwierdzić niezależna komisja sejmowa i odpowiednie organy
państwa. Nie mam wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z przeciekami, bo nagle
urwały się rozmowy między tymi biznesmenami i politykami na temat tego
konkretnego projektu. Z natury rzeczy nie mogę mówić o szczegółach, bo te
materiały są tajne i nie została zdjęta klauzula tajności.

– Dlaczego? Przecież od tych wydarzeń upłynęło kilkanaście dni, a premier na
początku zapowiedział, że ta klauzula zostanie zdjęta.
– A teraz ani on, ani prominentni politycy Platformy nie zająkną się na ten
temat ani słowem. Dziś prokurator generalny – minister sprawiedliwości nie mówi
o zdjęciu klauzuli. Jest lawina słów, ale nie na ten temat. Nastąpiło
przesunięcie środka ciężkości z tego, co rzeczywiście wydarzyło się w trakcie
procedowania ustawy hazardowej na obciążenie winą szefa CBA za wszystko, co się
stało. Sytuacja jak z anegdoty o złodzieju, który wzywa do łapania przestępcy,
żeby odwrócić od siebie uwagę. Obawiam się, że w trakcie afery hazardowej
przeciek nastąpił właśnie na szczytach władzy.

Sprawdź także: Anna Kanigowska, informatorka Onetu, która w kampanii uderzała w Nawrockiego, trafiła do więzienia

– Przecież niezależnie od informacji od ministra Kamińskiego, premier mógł
zacząć działać już wtedy, gdy minister Drzewiecki zrezygnował z dopłat na rzecz
skarbu państwa ze strony właścicieli urządzeń do uprawiania hazardu…
– No właśnie. Zastanówmy się, czy ta władza szanuje swoje państwo. Można
postawić taką tezę, być może jest ona zbyt śmiała, że to nie państwo, tylko
prywatny folwark, w którym zasady obowiązują, ale nie wszystkich. Działanie
nastąpiło przecież dopiero wtedy, gdy wszystko wyszło na jaw w
„Rzeczpospolitej”. Wtedy nastąpiły dymisje i różnego rodzaju oświadczenia, ale
po tym wszystkim koalicjanci mówią, że właściwie nic się nie stało, że to było
ustawione, że nastąpiła próba zamachu na rząd.

– Czy te dymisje były tylko widowiskiem, które miało odwrócić uwagę opinii
publicznej?
– Oczywiście, że one niczego nie załatwiły. Premier pokazał tylko, że jest
twardy i potrafi zdymisjonować swoich. Dymisje odsuwają te osoby, ale przecież
nie o nie chodzi, tylko o to, co w tej sprawie zostało zrobione. I o to, czy
zostaną wyciągnięte konsekwencje wynikające z obowiązujących w Polsce przepisów
prawa, czy wszyscy, którzy zawinili, poniosą konsekwencje, jakie – to już zależy
od decyzji odpowiednich organów sądowych. Muszą być też wyciągnięte konsekwencje
polityczne. W normalnych demokracjach tak się dzieje, gdy zaistnieje patologia,
że posłużę się przykładem afery Watergate, która kosztowała utratę władzy
prezydenta. Tak jak w technice, gdy coś się dzieje, włącza się zawór
bezpieczeństwa, tak w polityce takim zaworem bezpieczeństwa są konsekwencje
polityczne.

– Uważa Pan, że sytuacja do tego stopnia stała się niebezpieczna, że cały rząd z
premierem na czele powinien podać się do dymisji?
– Jeśli komisja śledcza potwierdzi zarzuty to w ustroju demokratycznym nie ma
innego wyjścia niż podanie się całego gabinetu do dymisji. Tego wymaga zwykła,
elementarna przyzwoitość.
To nie jest sytuacja analogiczna, ale za poprzedniego rządu, gdy targały nim
rozmaite patologie, a to wicepremier Andrzej Lepper, a to minister Lipiec,
poprzedni premier nie bał się sformułować wniosku o samorozwiązanie Sejmu i
demokratyczne wybory.

Sprawdź także: Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”

– Może politycy Platformy są przyspawani do foteli?
– Może nie tyle do foteli, co do takiego fortelu, który się nazywa PR,
propaganda. Ciągle badają, czy opinia publiczna jest plastyczna, czy nie. Czy da
się od siebie odwrócić uwagę i przerzucić winę na kogoś innego. Na razie ten,
który wykrył nieprawidłowości, został uznany za winnego patologii, a nie ten,
który w niej uczestniczył. To jest coś niebywałego. Wygrywa ten, który jest
silniejszy, który ma więcej sprytu, a przecież nie o to chodzi.

– Proszę ocenić projekt Platformy dotyczący funkcjonowania komisji badającej
aferę hazardową.
– Jeśli Platforma rzeczywiście chce przyzwoitości w życiu publicznym, to musi
wziąć po uwagę, że Sejm zawsze bada patologię, która nastąpiła tu i teraz. Jeśli
ten okres zostanie zbadany i wyjaśniony, to nie wykluczamy, że należy się
przyjrzeć temu, co było wstecz. Zwykły zdrowy rozsądek nakazuje, żeby badać
dokładnie. Sprawa jednak nie dotyczy historii, tylko złapania na gorącym uczynku
nieprawidłowości i one powinny być przede wszystkim wyjaśnione. Platforma chce
badać historię hazardu od króla Ćwieczka. To jest niedopuszczalne. My się na to
nie godzimy.

– Kto powinien kierować pracami komisji?
– Na pewno powinien być to przedstawiciel opozycji w myśl starej zasady prawa
rzymskiego, głoszącej, że nie można być sędzią we własnej sprawie. W wielu
krajach w interesie rządzących specsłużbami kierują politycy opozycji. Wtedy
jest autentyczne patrzenie na ręce. Gdyby Platforma miała czyste intencje,
wzięłaby na szefa tej komisji kogoś z opozycji. Ale Platforma tego nie chce. W
jednym z portali internetowych czytam wypowiedź przewidzianego na to stanowisko
pana Sekuły, który mówi, że może dobrze, żeby to był ktoś z opozycji, ale jeżeli
będzie to polityk PiS-u, to okaże się… nieobiektywny. Już na starcie ocenia
się niewyznaczonego jeszcze polityka. Co za potężna doza arogancji. W moim
przekonaniu, Platforma chce zamieść sprawę pod dywan, rozmydlić. W tej lawinie
słów w ciągu 5-6 miesięcy z tej sprawy jak z balonu może uciec powietrze.

Przeczytaj również: Wyciek danych żołnierzy z Zegrza. PESEL-e 392 wojskowych na ogólnodostępnym dysku

– Dlaczego nie mówi się nic o powołaniu komisji w sprawie równie groźnej afery
stoczniowej?
– Zapoznałem się z jednymi i drugimi dokumentami. W moim przekonaniu afera
stoczniowa jest jeszcze bardziej groźna. Jeśli chcemy, żeby Polska się
rozwijała, musimy funkcjonować w prawdzie. Sprawę sprzedaży stoczni wykorzystano
dla celów sensu stricto politycznych. Donald Tusk chciał mieć sukces podczas
kampanii wyborczej do parlamentu europejskiego i wyraźnie o tym mówił. Nie można
osiągać celu poprzez fałszywe przedstawianie rzeczywistości. A rzeczywistość
była taka, że nigdy nie było tego inwestora, nie był on sprawdzony. Dowodem jest
to, że po tych wszystkich rozstrzygnięciach nie ma prywatyzacji stoczni, jest
natomiast utrata całego sektora polskiej gospodarki. Przemysł stoczniowy ma w
Polsce duże tradycje. Może to zabrzmi pompatycznie, ale w okresie komuny
robotnicy i ich doradcy właśnie ze stoczni dali impuls, by w Polsce zaistniała
demokracja. Teraz używa się tego do takiej socjotechniki. Nawet Goebbels, by nie
wymyślił takiego chwytu propagandowego, którego użył Tusk. Jestem załamany, do
jakiego stanu można doprowadzić demokrację. Lepsza jest najgorsza prawda niż
fałsz.

– Dzień po otrzymaniu materiałów w sprawie stoczni powiedział Pan, że były one
porażające…
– Użyłem takiego sformułowania, dodając, że jest to „waga ciężka”. Tworzy to
splątanie wątków kryminalnych i politycznych i kontekst, że przecież stamtąd
przyszła wolność. Wprawdzie stocznia gdańska jeszcze funkcjonuje, ale jest
jedyną, która za poprzednich rządów premiera Kaczyńskiego została jako tako
sprywatyzowana.
W swoim inauguracyjnym, długością porównywalnym z wystąpieniami Fidela Castro,
przemówieniu Donald Tusk 44 razy użył słowa „zaufanie”, wielokrotnie mówił o
miłości, wielokrotnie mówił o nowych standardach, wielokrotnie mówił o prawdzie.
Stawiam więc pytanie, jak to się ma do sprawy stoczni, jak to się ma do afery
hazardowej? Jak to się ma do kontekstu podsłuchiwania dziennikarzy i
wykorzystywania materiałów z tych podsłuchów przez jednego z szefów ABW w
prywatnym procesie?
W kampanii wyborczej Platforma zapewniała, że stworzy rzeczywistość jak piękny
kwitnący sad – i Polacy dali się na to nabrać. Ale jest pytanie: kto z tego sadu
zbiera owoce i czy są one dla wszystkich? 
NASZA POLSKA NR 43/2009

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Zełenski wzywa Ukraińców do powrotu. „Potrzebujemy 9,5 miliona ludzi”

Ukraińscy żołnierze będą szkolić Polaków w prywatnej akademii dronowej. Drony lecą na Kreml w spocie promocyjnym

Pomysłodawca roku UPA z zakazem wjazdu do Polski. Szeremeta przez 5 lat nie wjedzie do strefy Schengen

8 lat więzienia za śmierć trzech osób. Sebastian Majtczak skazany, ale wyrok budzi oburzenie

Publikujemy nagranie z firmy od surogacji. Płeć dziecka w VIP, dopłata za bliźnięta, Black Friday. Europoseł Śmiszek: „Europa idzie do przodu”.

800 plus bez corocznych wniosków? Tusk ogłasza koniec biurokracji, ale jest haczyk

Żołnierz z ukraińskim obywatelstwem zatrzymany za szpiegostwo. Miał przy sobie telefony, pieczątki i złoto

Ukraińcy wyjeżdżają z Polski? Największy spadek w UE. Ekspert ostrzega przed skutkami dla gospodarki

Inne kategorie

Czytaj także