Polska
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny
Z DR. SŁAWOMIREM CENCKIEWICZEM, HISTORYKIEM, BYŁYM PRACOWNIKIEM IPN, ROZMAWIA
ROMAN MOTOŁA
– Jak ocenia Pan założenia projektu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci
Narodowej, autorstwa PO?
– Ten projekt zabiera to, co jest istotą funkcjonowania Instytutu, czyli
niezależność od bieżącej polityki. Dotyczy to także niezależności prezesa, który
obecnie jest wskazywany przez Kolegium IPN parlamentowi i przezeń wybierany, a –
jeśli nowa ustawa wejdzie w życie – ma być wyłaniany zwykłą sejmową większością
głosów. Rada, która po zmianach zastąpi Kolegium, sprawować ma nadzór nad
wszystkimi działaniami Instytutu Pamięci Narodowej, lecz w szerszym niż
dotychczas rozumieniu. Będzie kreować całą jego pracę. Funkcja oraz działalność
prezesa IPN, a także szefów poszczególnych pionów merytorycznych zostanie w
decydującej mierze podporządkowana radzie. Do tej zaś, na podstawie nowelizacji
będą delegowane osoby wyłonione nie tylko przez Krajową Radę Sądownictwa oraz
prezydenta, ale też i przez władze wyższych uczelni, a wiadomo przecież, jakie
panuje na nich nastawienie w odniesieniu do Instytutu Pamięci Narodowej, któremu
są totalnie niechętne, nie tylko ze względu na agenturalną przeszłość wielu
ludzi pracujących na uniwersytetach, ale też z uwagi na swego rodzaju zazdrość.
Instytut dysponuje bowiem dziś największymi środkami na prowadzenie badań
naukowych i, jeśli chodzi o skalę prowadzonych badań oraz liczbę wydawanych
publikacji, bije na głowę wszystkie instytuty historii razem wzięte.
– O tym, kto znajdzie się we władzach instytucji zajmującej się lustracją, znów
będą decydować środowiska niezlustrowane?
– Tak, dokładnie. Odniosę się też do prasowych doniesień, że za treścią
nowelizacji stoją Paweł Machcewicz i Andrzej Friszke. Obaj historycy
skompromitowali się swoimi „recenzjami” książki IPN o Lechu Wałęsie. Ich
artykuły świadczyły o emocjonalnym podejściu do tej publikacji, a rzeczowa
krytyka została zastąpiona agitką. Są to też ludzie, którzy w okresie
funkcjonowania IPN za kadencji Leona Kieresa robili dużo, by niewyjaśnionych
pozostało wiele kontrowersyjnych historii z lat 70. czy też 80., na przykład
dzieje utworzenia Wolnych Związków Zawodowych. Nie powstały wówczas książki na
ten temat, historycy blokowali prawdę o Lechu Wałęsie, o infiltracji podziemia
solidarnościowego przez Służbę Bezpieczeństwa, ale nie tylko. Praktycznie nie
prowadzono żadnych badań dotyczących wywiadu. Powstał swoisty model
komisarycznego zarządzania historią, wytworzony przez ludzi związanych z
rządzącą dzisiaj partią. Jest to paradoks, bo przecież Paweł Machcewicz
krytykował autorów książki „SB a Lech Wałęsa” za to, że są rzekomo „PiS-owskimi
historykami”, a materiałów do publikacji dostarczała im ABW. Dzisiaj ten nasz
krytyk ma status doradcy premiera Tuska i podaje jako swój korespondencyjny
adres siedzibę Urzędu Rady Ministrów. Na tym polega „niezależność” tego typu
historyków. Wszystko to pachnie wielką polityczną próbą zawłaszczenia IPN. Muszę
przyznać zresztą, że to przewidywałem. Uważam, iż żaden z polityków PO nie
będzie chciał likwidacji Instytutu, lecz jego przejęcia po to, by za rok, dwa
lata pod znakiem orła w koronie w logo IPN mogły ukazywać się książki o
wielkości Bronisława Geremka, o tym, że KOR tworzył Wolne Związki Zawodowe na
Wybrzeżu itp., itd.
Przeczytaj artykuł o tym, Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”
– Bardzo łatwo będzie odwołać szefa IPN, z kolei związane ręce będzie miał
prezydent, który powoływać będzie „swoich” członków Rady IPN tylko spośród osób
wskazanych przez Krajową Radę Sądownictwa…
– Prezydent powołuje tylko dwóch członków na jedenastu, więc ich wpływ na prace
tego gremium jest symboliczny. Zresztą poprzedni personalny wybór prezydenta
mogę poprzeć tylko w 50 procentach, mam tu na myśli osobę pani prof. Barbary
Fedyszak-Radziejowskiej, natomiast wprowadzenie do Kolegium z ramienia
prezydenta pana Andrzeja Urbańskiego jest kompletnym nieporozumieniem. Wracając
do meritum, nie uważam, że Instytut funkcjonuje w sposób idealny, jednak projekt
nowelizacji szykowany przez obóz rządzący jest niezwykle groźny nie tylko dla
tej instytucji, ale w ogóle dla wolności badań naukowych. Choćby poprzez fakt
możliwości utajnienia części materiałów. Cofa nas to w przeszłość i oddala
realizację fundamentalnej potrzeby rozliczenia historii, poznania związków
niektórych ludzi, przede wszystkim genezy zastosowanego w Polsce sposobu
przeprowadzania transformacji ustrojowej. Przecież to są najważniejsze kwestie,
które także za kadencji pana prof. Kurtyki nie zostały opisane. IPN skupiał się
natomiast na wyjaśnianiu spraw z lat 40. czy 50., z dzisiejszego punktu widzenia
drugo- bądź trzeciorzędnych.
Więcej na ten temat w tekście: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?
– Zahamowaniu mogą ulec toczące się śledztwa IPN, jak Pan uważa, czego może
obawiać się w tym kontekście obóz rządzący czy też stojące za nim środowiska?
– Być może tutaj pana zaskoczę, gdyż jestem zwolennikiem likwidacji Komisji
Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Uważam, że ona tak naprawdę nie
jest już w stanie w żadnej istotnej sprawie doprowadzić do końca postępowanie,
ustalić i osądzić sprawców. Uważam, że pion śledczy jest z punktu widzenia IPN
zupełnie niepotrzebny, powinien zostać albo ze struktury Instytutu wydzielony,
albo jego kompetencje winny być przeniesione do wydziału prokuratury
powszechnej. Komisja w ogóle nie spełniła swoich zadań dotyczących prawnego
rozliczenia z PRL.
– W czyim interesie jest, według Pana, projekt PO?
– Jest on na rękę lobby, czy też grup interesów dążących do tego, by pewne fakty
nie ujrzały światła dziennego. Przecież nie chodzi o środowisko Humera i jego
kumpli, bo o obronie takich ludzi, stalinowców, nie myśli już nawet SLD.
Projekt, o którym mówimy, wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniu grup zagrożonych
ujawnieniem materiałów z ostatnich lat. W sensie prawno-karnym tym ludziom nic
nie grozi, poza osobami decydującymi np. o zabójstwach, ale chodzi o ukazanie
mechanizmów grabieży majątku narodowego, sposobów nielegalnego transferowania
pieniędzy (np. Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego oraz działania wywiadu
wojskowego polegające na bezprawnym przejmowaniu majątku po osobach bezpotomnie
zmarłych na Zachodzie). Są to sprawy leżące w kompetencjach IPN i – zapewniam
pana – materiały na ten temat istnieją. I to są, jak myślę, naprawdę poważne
kwestie, nie tylko grożące interesom pewnych konkretnych osób, ale odsłaniające
całe mechanizmy, przez ukazanie których poznalibyśmy modus operandi
transformacji w jej aspekcie gospodarczym. Oczywiście transformacji
przeprowadzonej w 1989-1990 r. i latach wcześniejszych, bo do całej operacji
władze komunistyczne przygotowywały się już uprzednio.
Sprawdź także: Kim są maślarze i kim są harcerze
– Proszę jeszcze odnieść się do pomysłów SLD, chcącego wprawdzie likwidacji IPN,
natomiast deklarującego zamiar zachowania wolności naukowych badań nad aktami z
obecnych zasobów Instytutu.
– Jest to akurat formacja, której propozycji za bardzo nie chcę komentować ze
względu na to, że wyrasta ona wprost z organizacji założonej przez Józefa
Stalina, PZPR. Są to ludzie przez pół wieku zaprawiani do walki z
niepodległościowymi aspiracjami Polaków i będą robili wszystko, żeby taką
instytucję jak IPN zlikwidować. Jestem jednak w stu procentach przekonany, że
oni poprą projekt Platformy Obywatelskiej dlatego, że – zgodnie z pradawną
doktryną komunistyczną – jest im na rękę wszystko to, co zmierza w dobrym z ich
punktu widzenia kierunku, czyli w tym przypadku w stronę ograniczenia zakresu
funkcjonowania i roli IPN w odsłanianiu przeszłości. Projekt całkowitej
likwidacji Instytutu nie jest z kolei w interesie ludzi, którzy nami obecnie
rządzą. Jak już wspomniałem, dla nich jest ważne, żeby taka instytucja działała
i by z takim samym orłem, jaki widnieje na okładce książki „SB a Lech Wałęsa”
publikowane były pozycje o tym, „jakim Lech Wałęsa wielkim człowiekiem był”. A
także jak wywalczyli nam wolność, negocjując z Jaruzelskim, Bronisław Geremek,
Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń i Adam Michnik.
NASZA POLSKA NR 37/2009



