Czy władza będzie mogła zamrozić nasz majątek bez wyroku sądu pod pretekstem „manipulacji informacyjnej”? Przed takim scenariuszem ostrzega w mediach społecznościowych europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik. Chodzi o rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających, czyli druk 3003. Sprawdziliśmy, jakie zapisy rzeczywiście pojawiają się w projekcie.
Co zakłada druk 3003
Projekt przygotowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a rząd przyjął go jeszcze na początku sierpnia 2026 r. Natomiast pismo kierujące projekt do Sejmu pochodzi z dnia 6 sierpnia. Formalnie ustawa ma wdrożyć unijną dyrektywę 2024/1226, która nakazuje karać za łamanie sankcji Unii Europejskiej. Według rządu ustawa ma również uporządkować przepisy o sankcjach, które dziś są rozrzucone po różnych ustawach.
Sęk w tym, że projekt nie ogranicza się wyłącznie do sankcji unijnych. Tworzy także krajowy system środków ograniczających. Za taką listę osób i firm objętych tego typu ograniczeniami ma odpowiadać minister spraw wewnętrznych i administracji. Wpis może więc oznaczać:
- zamrożenie pieniędzy i innych zasobów gospodarczych
- zakaz udostępniania wpisanej osobie lub firmie pieniędzy i zasobów
- wpis cudzoziemca do wykazu osób, których pobyt w Polsce jest niepożądany
- wykluczenie z zamówień publicznych
Zamrożenie majątku za „manipulację w środowisku informacyjnym”
Najwięcej emocji budzi art. 4 tego projektu. Wskazuje, wobec kogo można zastosować krajowe sankcje. Obok osób finansujących państwa objęte sankcjami czy łamanie praw człowieka pojawia się nowa kategoria. Chodzi tutaj o osoby i podmioty „bezpośrednio lub pośrednio wspierające obcą ingerencję i manipulację w środowisku informacyjnym”, która jest wymierzona w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy i pozycję międzynarodową Polski.
Oficjalnie chodzi o ingerencję ze strony krajów objętych sankcjami Unii Europejskiej, czyli przede wszystkim Rosji i Białorusi. W pierwszej wersji tego projektu pojęcia „obcej ingerencji” i „manipulacji” nie zostały dokładnie wyjaśnione. Uwagę na to zwrócili m.in. Związek Banków Polskich i NSZZ „Solidarność”, które uznały te pojęcia za zbyt szerokie. W sprawozdaniu komisji z 21 października (druk 3251) dopisano definicję tego terminu, ale opozycja i część ekspertów wciąż uważa ją za zbyt szeroką.
Na obecny moment decyzję o wpisie na listę miałby wydawać minister, z własnej inicjatywy albo na wniosek jednej z 15 instytucji. W składzie wymienionych podmiotów pojawiają się m.in. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Prokurator Krajowy i szef Krajowej Administracji Skarbowej. Decyzja miałaby być wykonywana natychmiast i niemożliwe byłoby złożenie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy. Minister mógłby także ograniczyć jej uzasadnienie „ze względu na bezpieczeństwo państwa lub porządek publiczny”.
Wpisany podmiot mógłby natomiast złożyć skargę do sądu administracyjnego. Sankcje zaczynałyby działać jednak od chwili publikacji decyzji, a ta miałaby obowiązywać do czasu prawomocnego wyroku. Sąd oceniałby więc sprawę dopiero wtedy, gdy majątek zostałby już zamrożony.
12 lat więzienia i 20 mln zł kary. Za co?
W dyskusji dotyczącej tego projektu często pojawiają się wątki kary do 12 lat więzienia i 20 mln zł. W projekcie pojawia się wzmianka o karach, ale nie grożą one za samo bycie wpisanym na listę. Dotyczą natomiast łamania lub obchodzenia sankcji, np. udostępniania pieniędzy osobom objętym sankcjami, niezamrożenia ich środków czy ukrywania majątku. Kara do 12 lat więzienia grozi tylko za najcięższe naruszenia, takie jak nielegalny handel bronią z naruszeniem sankcji.
Jeżeli chodzi zaś o kary administracyjne, to do 20 mln zł dla osób fizycznych ma nakładać naczelnik urzędu celno-skarbowego. Jedna z nich dotyczy nadawania lub umożliwiania rozpowszechniania treści podmiotów objętych sankcjami. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwraca uwagę, że te przepisy mogą uderzyć również w media.
To próba uderzenia w wolność słowa.
Agnieszka Glapiak, przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wrzesień 2026 r.
Glapiak podkreśla także, że projekt nie był na żadnym etapie prac konsultowany z KRRiT.
Opozycja chce wykreślenia przepisu o manipulacji
Projekt spotkał się z ostrą krytyką ze strony opozycji. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji mówi, że przepisy są zbyt ogólne. – Kto ma to oceniać i na jakiej podstawie? – pytał.
Zajączkowska-Hernik twierdzi natomiast, że projekt mógłby dać władzy nowe narzędzie do uderzania w przeciwników politycznych.
Troje posłów PiS, w tym Małgorzata Wassermann, złożyło w komisjach wnioski mniejszości. Zaproponowano w nich wykreślenie z art. 4 przesłanki o manipulacji informacyjnej. W wersji łagodniejszej chcą dopisać, że korzystanie z wolności słowa, prasy i działalności dziennikarskiej nie może być uznane za wspieranie obcej ingerencji. Złożone wnioski przewidują również, że wpis na listę wymagałby „konkretnych, obiektywnych i wiarygodnych dowodów”.
Lista sankcyjna MSWiA działa od 2022 r.
Zauważmy jednak, że samo zamrażanie majątku na mocy decyzji ministra nie jest w Polsce czymś nowym. Od 2022 r. działa lista sankcyjna MSWiA, która została utworzona na podstawie ustawy z 13 kwietnia 2022 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego. Trafiają na nią osoby i firmy wspierające Rosję i Białoruś. Wpis również oznacza m.in. zamrożenie środków i wykluczenie z zamówień publicznych. Taką listę publikuje Biuletyn Informacji Publicznej MSWiA. Natomiast zupełną nowością w druku 3003 jest stały, ogólny system krajowych sankcji i przesłanka dotycząca działań w sferze informacji. Dotychczasowe przepisy skupiały się na wspieraniu agresji Rosji na Ukrainę.
Druk 3003 wrócił do komisji
Projekt nie jest jeszcze ustawą. Pierwsze czytanie odbyło się 3 września 2026 r. Niedługo potem, 21 października, trzy komisje sejmowe przyjęły sprawozdanie w sprawie projektu (druk 3251): Administracji i Spraw Wewnętrznych, Finansów Publicznych oraz Gospodarki i Rozwoju. Po drugim czytaniu, 23 października, projekt wrócił do tych samych komisji. Po uchwaleniu przez Sejm zajmie się nim jeszcze Senat, a następnie trafi do prezydenta Karola Nawrockiego.




