Nauczyła się trzech języków, by ratować Polskę. Misja Urszuli Ledóchowskiej w Skandynawii

5 min. czytania

Piotr Jaroszyński

25 marca 2014 r.

Różaniec i mapa Skandynawii z gazetami, ilustracja do tekstu o Urszuli Ledóchowskiej

5 min. czytania

Piotr Jaroszyński

25 marca 2014 r.

Urszula Ledóchowska, dziś święta, w czasie I wojny światowej na prośbę Henryka Sienkiewicza zaangażowała się w akcję ratowania Polski w miejscu dość nietypowym, bo w Skandynawii. Piotr Jaroszyński przypomina, że po wybuchu wojny w 1914 r. Polacy wcieleni do armii zaborców musieli strzelać do siebie, a Sienkiewicz z Ignacym Janem Paderewskim powołał w szwajcarskim Vevey komitet pomocy ofiarom wojny. Matka Urszula w ciągu trzech i pół roku objechała wszystkie znaczniejsze miejscowości krajów skandynawskich i wygłosiła około 90 odczytów o Polsce po francusku, angielsku, niemiecku, szwedzku, duńsku i norwesku, ucząc się trzech ostatnich języków specjalnie w tym celu. Powstał nawet Szwedzko-Polski Komitet dla Cierpiących Nędzę w Polsce. Autor pokazuje, jak w tradycji polskiej świętość łączyła się z głębokim patriotyzmem.

Między wierszami

W tradycji polskiej świętość często wiązała się z głębokim patriotyzmem. Nie był to przypadek, ponieważ wiara obejmuje nie tylko miłość do Boga, ale również miłość do ludzi. I ma tu miejsce pewien porządek: jak rodzice w ramach miłości do ludzi najpierw odpowiedzialni są za własne dzieci, tak jako Polacy odpowiedzialni są najpierw za Polskę.

Gdy w roku 1914 wybuchła wojna, Polacy nie posiadali własnego państwa, lecz różne jego części były okupowane przez zaborców. To oznaczało, że polscy żołnierze wcieleni do wrogich sobie armii będą do siebie strzelać i nawzajem się zabijać, a Polski nie będzie komu bronić, wskutek czego ucierpi ludność cywilna, zniszczony zostanie majątek narodowy. Wobec tak przerażającej perspektywy co światlejsi Polacy zaczęli podejmować najrozmaitsze akcje, skierowane do ludzi sumienia całego świata pod hasłem: ratujcie Polskę! Do grona tak wspaniałych patriotów zaliczyć trzeba Henryka Sienkiewicza, który – choć z powodu wieku i choroby opadał już z sił – powołał do istnienia w Szwajcarii (w Vevey) Generalny Komitet dla Ofiar Wojny w Polsce. Komitet ten skupił wiele znakomitości, takich jak choćby Ignacy Jan Paderewski. Wykorzystując swój międzynarodowy autorytet, Sienkiewicz i Paderewski nadali akcji wielki rozmach.

Apel o pomoc w nieznanym języku

W tę akcję zaangażowała się również na prośbę Sienkiewicza Matka Urszula Ledóchowska, dziś święta. A zaangażowała się w miejscu dość nietypowym, bo w Skandynawii. Było tam niewielu Polaków, głównie pracownicy sezonowi, a sami Skandynawowie o Polsce nie mieli w większości zielonego pojęcia. I jak tu apelować o pomoc? A przede wszystkim w jakim języku?

Przecież z wyjątkiem nielicznych elit, miejscowi znali tylko własny język. Sytuacja wręcz beznadziejna. Niejeden chętnie z takiego zadania by się po prostu wymigał, mówiąc: „ nie wiem, nie umiem”. Ale nie święta. Tu obowiązuje inna zasada: dobro im trudniejsze, tym większym jest wyzwaniem, od którego nie można odstąpić. A więc do dzieła: „W ciągu trzech i pół lat objeżdża Matka Ledóchowska wszystkie znaczniejsze miejscowości krajów skandynawskich. Wygłasza około 90 odczytów o Polsce w językach francuskim, angielskim, niemieckim, szwedzkim, duńskim i norweskim. Zakłada miejscowy Komitet Pomocy Polsce. Płyną ze Skandynawii hojne ofiary, często od najbiedniejszych, do Vevey, a stamtąd do Polski” (M. Kujawska, „Matka Urszula Ledóchowska”, 1947, s. 72).

Przeczytaj również: Unia horodelska. Piotr Jaroszyński o traktacie miłości Polski i Litwy

Oto odpowiedź na miarę świętej: trzy pierwsze języki znała doskonale, bo taki był zwyczaj w domach arystokratycznych, że podstawowe języki trzeba znać, ale skandynawskich trzeba się było po prostu nauczyć, żeby szeroko trafić do serc. Więc się nauczyła. Przydała się też dobra znajomość historii Polski, jej kultury, jej zasług i niesprawiedliwości, jakie ją dotykały, by w sposób prosty, ale poruszający nasz los uczynić bliski tym ludom, które o nas nic albo niewiele wiedziały.

Odczyty, które poruszały Skandynawów

Matka Urszula podjęła to wyzwanie. Cierpliwie, jasno i płomiennie tłumaczyła, prosiła, apelowała. Odbywała rozliczne podróże w warunkach nawet krańcowo niesprzyjających i trudnych. Ale odzew był fantastyczny. Powstał nawet Szwedzko-Polski Komitet dla Cierpiących Nędzę w Polsce, a lokalna prasa różnych krajów bardzo życzliwie, a nawet z podziwem relacjonowała przebieg spotkań. Dziennikarze doceniali wielką kulturę, wiedzę i przepiękny głos. Oto krótki opis jednego ze spotkań: „Na estradzie ukazała się Matka Ledóchowska. Zrazu cicha emisja głosu nabierała stopniowo dźwięku, zamieniała się w kaskadę srebrzystą, dzwon coraz bardziej spiżowy […]. W audytorium zapanowała cisza, a nad nią potęga żywego słowa, głęboko przeżytego”. Mówiła o Jadwidze, o Sobieskim, o Saracenach, o przedmurzu chrześcijaństwa. Znowu cisza i głos jak grom: „Nie straciliśmy nadziei. Bóg nas uczynił narodem i narodem zostaniemy”.

Jakież to cudowne, gdy wielkość idzie w parze ze świętością. A Matka Urszula Ledóchowska była wielka nie tylko swą świętością, ale i gorącą miłością do Polski.

Piotr Jaroszyński

 


ⓘ Informacja o publikacji
Felieton Piotra Jaroszyńskiego pt. „Święta Urszula dla Polski” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 13 (960) z dnia 25 marca 2014 roku, s. 17. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Piotr Jaroszyński / „Nasza Polska”. Ilustracja: grafika poglądowa, redakcja naszapolska.pl.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Dzień Dziecka Utraconego – gdy brakuje słów, a ból staje się codziennością

Niepokojące wieści z Watykanu. Papież Leon XIV idzie do szpitala. Lekarze wykryli u niego guzek w płucu

Jacek Pulikowski: czym jest rodzina i co ją niszczy. Przez 40 lat nie spotkał pary bliskiej rozwodu, która codziennie się modli

Leon XIV stawia za wzór św. Franciszka. „Naprawił Kościół mocą wiary”

Ksiądz Marek Pieńkowski odłączony od respiratora. Ranny w Jarosławiu kapłan mówi krótkimi zdaniami

Siostra Anastazja Pustelnik nie żyje. Zakonnica od przepisów miała 76 lat

Kardynał Zuppi w Rosji. Specjalna misja wysłannika Watykanu

Ksiądz Stanisław Zbojnowicz spoczął w Grzęsce. Zginął z kluczem do tabernakulum w dłoni

Inne kategorie

Czytaj także