Brak prądu, awaria sieci, terminal nie może połączyć się z bankiem? Mastercard chce, żeby klient mimo wszystko mógł zapłacić kartą. Od lutego 2027 r. wszystkie nowo wydawane w Europie karty tej organizacji mają obsługiwać płatności offline. Trzy miesiące później wymóg obejmie również nowe i wymieniane terminale. Jest jednak pewien haczyk: kiedy bank nie sprawdzi transakcji na bieżąco, rachunek może nie wyglądać tak, jak powinien.
Mastercard wyznaczył terminy. Zegar już tyka
Mastercard nie zamierza czekać, aż kolejna awaria pozbawi miliony ludzi możliwości płacenia za podstawowe zakupy. Zamiast tego wyznaczył konkretne terminy.
Od lutego 2027 r. wszystkie nowo wydawane karty Mastercard w Europie mają umożliwiać płatności offline. Od maja tego samego roku funkcję tę muszą obsługiwać również wszystkie nowe i wymieniane terminale płatnicze.
Warto jednak zwrócić uwagę na jedno sformułowanie: nowo wydawane karty. Komunikat Mastercard nie wyjaśnia, co stanie się z kartami, które już znajdują się w portfelach klientów. Nie ma więc podstaw, by zakładać, że od lutego 2027 r. każda karta Mastercard w Europie automatycznie zyska taką możliwość.
Terminal bez sieci, a płatność przechodzi. Jak to możliwe?
Zasada jest stosunkowo prosta. W chipie karty zapisany zostanie limit wydatków pozwalający na zatwierdzenie transakcji bez bieżącego połączenia z bankiem. Jeśli terminal straci łączność, płatność będzie mogła zostać zaakceptowana lokalnie, bez sprawdzania rachunku w czasie rzeczywistym.
Górna granica pojedynczej transakcji ma wynosić 200 euro. Nie oznacza to jednak, że każdy klient będzie mógł wydać offline równowartość tej kwoty. Konkretny limit ustali bank wydający kartę.
Na rozliczenie przyjdzie czas później – gdy połączenie zostanie przywrócone i transakcja będzie mogła trafić do banku.
Mastercard wskazuje, że rozwiązanie ma się przydać przede wszystkim przy zakupie rzeczy, bez których trudno się obejść. Chodzi o sklepy spożywcze, stacje paliw, apteki oraz automaty biletowe. W komunikacie mowa o płatnościach z użyciem chipa i PIN-u.
Krótko mówiąc: awaria infrastruktury nie powinna automatycznie oznaczać, że klient zostanie bez możliwości zapłacenia za chleb, leki czy paliwo.
Płatność bez banku? Jest też druga strona medalu
Brzmi wygodnie, ale technologia nie sprawia, że znikają wszystkie problemy. Przeciwnie – pojawia się pytanie, co stanie się, gdy klient będzie płacił, a bank nie będzie mógł na bieżąco sprawdzić stanu jego konta.
W zwykłej transakcji autoryzacja pozwala zweryfikować, czy płatność może zostać zrealizowana. Przy płatności offline takiej bieżącej kontroli zabraknie. W rezultacie może dojść do przekroczenia dostępnego salda lub limitu kredytowego, zależnie od rodzaju rachunku i zasad stosowanych przez bank.
Zabezpieczeniem ma być limit zapisany w chipie karty, ustalany przez jej wydawcę. To ogranicza ryzyko, ale nie oznacza, że każda transakcja zostanie sprawdzona tak samo jak przy działającym połączeniu z bankiem.
Pozostaje zatem pytanie o szczegóły wdrożenia: jak poszczególne banki ustalą limity i jak będą rozliczać transakcje przeprowadzone podczas awarii. Sam komunikat Mastercard nie daje odpowiedzi na wszystkie te kwestie.
Jedna awaria wystarczyła, żeby wyciągnąć wnioski
Impulsem do wprowadzenia zmian była awaria zasilania w Hiszpanii i Portugalii w kwietniu 2025 r. Według szacunków Mastercard około 55 mln osób straciło wówczas możliwość korzystania z płatności cyfrowych.
Właśnie w takich sytuacjach widać słabość systemu, który na co dzień wydaje się niezawodny. Karta jest w portfelu, klient ma pieniądze na koncie, sklep jest otwarty, a mimo to zakupów nie da się sfinalizować, bo zawiodło zasilanie lub łączność.
Mastercard przekonuje, że w kryzysowej sytuacji ludzie nadal muszą kupować jedzenie, paliwo i leki. I trudno się z tym spierać. Nie każdy nosi przy sobie gotówkę, a nawet jeśli ją ma, nie oznacza to, że w każdej sytuacji wystarczy jej na wszystkie niezbędne zakupy.
Według koncernu płatności offline działają już w Danii, Szwecji, Estonii i na Łotwie. Przykładem są wydarzenia na Łotwie, gdzie podczas niedawnej burzy transakcje można było realizować w sklepach zasilanych z agregatów.
To właśnie odporność na awarie, a nie sama nowinka technologiczna, jest tu najważniejsza. Płatność elektroniczna ma działać nie tylko wtedy, gdy wszystko funkcjonuje zgodnie z planem, lecz także wtedy, gdy infrastruktura zawodzi.
A co z Polską? Jest zapowiedź, ale brakuje szczegółów
Polscy klienci również mogą być zainteresowani zmianami. Komunikat Mastercard obejmuje Europę, ale nie zawiera osobnego harmonogramu dla poszczególnych państw.
Portal Antyweb informuje, że rozwiązanie ma zostać rozszerzone także na Polskę. Nie oznacza to jednak, że na podstawie samego komunikatu można już przesądzić, kiedy konkretnie polskie banki udostępnią tę funkcję klientom i na jakich zasadach będą ustalać limity.
Na razie wiadomo przede wszystkim, dokąd Mastercard chce zmierzać: płatności kartą mają być możliwe także wtedy, gdy zawiedzie prąd albo połączenie z siecią.
Do pełnej odpowiedzi na pytanie, jak będzie to wyglądało w Polsce, potrzebne są jeszcze szczegóły wdrożenia. Bo możliwość zapłacenia kartą bez łączności z bankiem brzmi obiecująco. Ważne jednak, by klient wiedział nie tylko, że transakcja przejdzie, ale również na jakich zasadach zostanie później rozliczona.





