Koszty nawozów i paliwa stały się dla polskich rolników tak wysokie, że rząd musiał uruchomić dla nich nadzwyczajną pomoc. W tym samym czasie z Polski na Ukrainę trafiają miliardy litrów paliwa i setki tysięcy ton nawozów, chociaż dane z ministerstw wskazują na bardzo niskie wartości tych dostaw. Krajowa Rada Izb Rolniczych zażądała teraz wyjaśnień od premiera Donalda Tuska. Orlen i Grupa Azoty twierdzą, że porównywanie tych liczb z cenami w Polsce to manipulacja.
Czego KRIR chce od premiera?
Krajowa Rada Izb Rolniczych 7 października 2026 roku wysłała pismo do Donalda Tuska. Samorząd rolniczy wskazał w nim na zestawienie ogromnych wolumenów eksportu paliw i nawozów, które trafiają na Ukrainę oraz ich niskie „wartości statystyczne” w porównaniu z wysokimi kosztami, które ponoszą polscy rolnicy. KRIR domaga się od premiera wyjaśnienia, dlaczego wartość statystyczna eksportu nie jest zbieżna z wartością handlową, oraz z czego wynikają różnice między cenami nawozów kierowanych na Ukrainę a stawkami, które płacą krajowi rolnicy.
Ile paliwa trafiło z Polski na Ukrainę?
Z odpowiedzi Ministra Finansów i Gospodarki na zapytanie poselskie z 5 maja 2026 roku wynika, że w 2025 roku wywieziono z Polski na Ukrainę ponad 2,43 mld litrów oleju napędowego i benzyny. Ich wartość statystyczna wyniosła około 7,16 mld zł, co daje średnio około 2,94 zł za litr.
Resort zastrzegł jednak, że wartość statystyczna nie jest tym samym co wartość transakcyjna ani faktyczna kwota zapłacona przez ukraińskiego odbiorcę. Ministerstwo Aktywów Państwowych zapewniło z kolei, że Orlen nie przekazywał paliwa za darmo, a koszty transportu ponosił koncern i były one wliczone w cenę.
Ile nawozów wyjechało na Ukrainę?
W odpowiedzi na interpelację z 21 września 2026 roku Ministerstwo Rozwoju i Technologii wskazało, że w 2025 roku Polska wysłała na Ukrainę 785,2 tys. ton nawozów. W pierwszym półroczu 2026 roku było to 364,1 tys. ton, czyli około jednej czwartej całego polskiego eksportu nawozów. Polska w tamtym czasie była największym dostawcą nawozów na Ukrainę, a w 2025 roku odpowiadała za około 31 proc. wartości ukraińskiego importu. Ponadto w przypadku samych nawozów azotowych w pierwszej połowie 2026 roku na Ukrainę trafiło około 153 tys. ton o wartości 60 mln euro. Średnio daje to około 1700 zł za tonę.
Co twierdzi Orlen?
Orlen twierdzi, że zestawianie 2,94 zł za litr z cenami na polskich stacjach, które sięgają 7-8 zł, to manipulacja. Zauważmy, że cena eksportowa nie zawiera polskich podatków i opłat w postaci akcyzy, opłaty paliwowej, emisyjnej ani VAT.
Według koncernu polska cena hurtowa bez uwzględniania tych danin, wyliczana na tych samych zasadach, wynosiła około 2,84 zł za litr, a więc mniej niż w eksporcie. Wychodzi na to, że według Orlenu po odjęciu podatków paliwo w Polsce było w hurcie tańsze niż to, które było sprzedawane na Ukrainę. Koncern zapewnia, że sprzedaż za naszą wschodnią granicę stanowiła zwykłą działalność handlową opartą na światowych notowaniach, kosztach logistyki i marży. Firma podkreśla również, że na tych transakcjach zarabiała, a nie traciła.
Co odpowiada Grupa Azoty?
Grupa Azoty zwróciła jednak uwagę, że nie należy łączyć średniej wartości eksportu całej grupy nawozów azotowych z ceną mocznika. Chodzi bowiem o to, że jest to najdroższy nawóz w tym zestawieniu, a jego udział w eksporcie na Ukrainę wynosi około 20 proc.
Spółka zapewnia też, że ceny, które uzyskiwała na Ukrainie, w analizowanych okresach były zdecydowanie wyższe niż w sprzedaży w Polsce. Według Grupy Azoty eksport uzupełnia sprzedaż krajową, zwłaszcza poza sezonem, i nie odbywa się kosztem polskiego rynku.
Dlaczego nie znamy prawdziwych cen?
Szczegółowe ceny transakcyjne w eksporcie są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa i nie trafiają do publicznego wglądu. Oficjalnie dostępne są wyłącznie wartości statystyczne, które ministerstwa uznają za nieporównywalne z faktycznymi cenami. I właśnie z tego powodu rolnicy domagają się jasnej odpowiedzi od rządu.
Konkurencja ze strony ukraińskiego rolnictwa to gorący temat, który dotarł już do Brukseli. Komisja Europejska proponuje, by ograniczyć Ukrainie dostęp do unijnego rynku rolnego nawet po wejściu do UE, na co nie zgadza się ukraiński minister rolnictwa.




