Nikt nie odpowie za rosyjskie drony, które we wrześniu 2025 roku wtargnęły nad Polskę. Prokuratura Okręgowa w Lublinie umorzyła śledztwo w sprawie nocnego nalotu, ponieważ nie udało się ustalić, kto personalnie wydał rozkaz przeprowadzenia nalotu i nim kierował. Śledczy nie przedstawili również żadnych zastrzeżeń do wojska, które strzelało do maszyn z myśliwców F-35. Co więcej, z ustaleń wynika, że w części dronów znajdowały się polskie karty SIM. Większość akt w tej sprawie pozostaje tajna.
Dlaczego prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie rosyjskich dronów?
Decyzję o umorzeniu ujawnił 8 października 2026 roku rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie prokurator Marcin Kozak. Śledztwo dotyczyło nocy z 9 na 10 września 2025 roku, gdy granicę Polski nielegalnie przekroczyło kilkadziesiąt obcych dronów. Śledczy potwierdzili, że doszło do naruszenia granicy, ale nie zdołali wskazać konkretnych osób, które były bezpośrednio odpowiedzialne za przeprowadzony nalot. Sprawę oficjalnie umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.
Śledztwo umorzono, ponieważ nie wykryto sprawcy przestępstwa polegającego na naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i sprowadzeniu tym samym zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego
Marcin Kozak, Prokuratura Okręgowa w Lublinie
Większość akt, w tym uzasadnienie decyzji, objęto klauzulami „tajne” i „ściśle tajne”.
Czy wojsko złamało prawo, strzelając do dronów?
Prokuratura uznała, że żołnierze, którzy otworzyli ogień, nie popełnili przestępstwa. Ten wątek również umorzono z powodu braku znamion wystąpienia czynu zabronionego.
Chodzi o decyzję, którą wydał dowódca operacyjny, aby z myśliwców F-35 wystrzelić rakiety powietrze-powietrze do trzech dronów, które zagrażały bezpieczeństwu państwa. Jak podaje portal Lublin24, chodzi o holenderskie F-35 z misji Enhanced Air Policing. Elementy rakiet finalnie nie trafiły w cele i spadły na teren działek rolnych oraz leśnych w okolicach Choin, Krzywowierzby-Kolonii, Cześnik i Wyhalewa. Ponadto doszło w tym obszarze do detonacji materiału wybuchowego, a na ziemię spadły także elementy napędowe i naprowadzające. Według prokuratury wojsko działało w stanie wyższej konieczności i nie doszło do przekroczenia uprawnień służbowych.
Co wiadomo o samym nalocie?
Drony wleciały nad Polskę ze wschodu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, chodziło o ponad 30 maszyn typu Gerbera, których szczątki znaleziono potem w 27 miejscowościach. Według gazety przeprowadzona przez ekspertów analiza toru lotu dronów wykazała, że maszyny wystartowały z mobilnych platform, które znajdowały się na terenach obwodów briańskiego, kurskiego i biełgorodzkiego.
Liczba dronów od początku budziła dość duże kontrowersje. Premier Donald Tusk mówił 10 września 2025 roku o 19 namierzonych obiektach. Podkreślił wtedy jednak, że nie jest to ostatecznie stwierdzona liczba. Kancelaria Prezydenta niedługo później doprecyzowała, że chodziło o 21 naruszeń.
Dodatkowe zamieszanie wywołała wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, która w debacie na Kanale Zero mówiła o około stu rosyjskich dronach. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał później, że Sobkowiak-Czarnecka się pomyliła, i odesłał do oficjalnych raportów wojska.
Jak w rosyjskich dronach pojawiły się polskie karty SIM?
To jedno z najbardziej zaskakujących ustaleń tego śledztwa. W części dronów znajdowały się polskie karty SIM. Prokuratura nie ujawniła jednak, czy zostały skradzione, czy kupione nielegalnie. Ten fragment sprawy również objęto tajemnicą.
Co ze sprawą domu w Wyrykach-Woli?
W całej sprawie wiele mówiło się również o uszkodzeniu domu w Wyrykach-Woli, wokół którego toczyło się osobne śledztwo. Tę sprawę lubelska prokuratura umorzyła już 10 września 2026 roku. Chodzi o to, że rakieta AIM-9X Sidewinder Block II wystrzelona z F-35 przypadkowo trafiła w dach domu. Śledztwo umorzono z powodu braku znamion przestępstwa. W uzasadnieniu stwierdzono, że działania wojska mieściły się w granicach uprawnień służbowych.
Pozostaje jednak sporo pytań
W całej tej sprawie pozostaje wciąż jednak sporo znaków zapytania. Nie ujawniono bowiem publicznie, kto wydał rozkaz nalotu na Polskę. Nie ma też oficjalnych danych o liczbie zestrzelonych dronów, poza tym, że rakiety wystrzelono w kierunku trzech maszyn. Uzasadnienie decyzji o umorzeniu pozostaje niejawne, więc wiele szczegółów tej sprawy prawdopodobnie długo nie wyjdzie na światło dzienne.
Tymczasem drony stwarzają coraz większy problem dla bezpieczeństwa naszego kraju i coraz częściej pojawiają się w pobliżu polskich granic i nad polskim terytorium. We wrześniu pisaliśmy m.in. o rosyjskim dronie, który uderzył w pociąg około dwóch kilometrów od granicy z Polską, oraz o nieuprawnionym dronie w pobliżu bazy USA w Redzikowie.




