Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdził, że w miejskiej przychodni w Piasecznie pod Warszawą ośmioro pacjentów było przyjmowanych przed osobami zapisanymi wcześniej. Po lipcowych doniesieniach o lokalnych politykach Koalicji Obywatelskiej, którzy mieli załatwiać sobie wizyty poza kolejką, ruszyła specjalna kontrola. W następstwie tego przychodnia otrzymała negatywną ocenę i 24 620 zł kary. Politycy KO na razie nie ponieśli żadnych konsekwencji.
Co ustalił NFZ w przychodni w Piasecznie?
Jak opisała Wirtualna Polska, kontrolerzy NFZ przeanalizowali dokumentację medyczną i historię świadczeń pacjentów, którzy zostali wskazani we wcześniejszym artykule serwisu odnośnie tej sprawy. Zestawiono terminy wizyt polityków KO z kolejnością zgłoszeń innych pacjentów Miejskiego Centrum Medycznego SPZOZ w Piasecznie (MCM).
Okazało się, że spośród 222 świadczeń w aż 59 przypadkach termin zapisu nie pokrywał się z kolejnością zgłoszeń. NFZ wskazuje, że świadczy to o specjalnym traktowaniu części pacjentów. Szczegółowej weryfikacji poddano 88 świadczeń z lat 2024-2025 w trzech placówkach MCM.
Opisane działania świadczeniodawcy naruszają podstawową zasadę równego traktowania pacjentów w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
Narodowy Fundusz Zdrowia, wystąpienie pokontrolne cytowane przez WP
Fundusz potwierdził priorytetowe traktowanie ośmiorga pacjentów. Raport nie zawiera nazwisk, ale – jak podaje WP – kontrola objęła dokumentację osób, które zostały wskazane w lipcowym tekście o radnych KO.
Ilu pacjentów ominęli działacze KO?
Liczby z raportu mówią same za siebie. Jeden z pacjentów skorzystał nawet z 20 porad. W siedmiu przypadkach czekał krócej niż inni zapisujący się tego samego dnia. Raz zdołał wyprzedzić nawet 12 osób, a innym razem jeszcze więcej, bowiem ominął aż 20 osób, które czekały w kolejce przed nim.
W filiach przychodni w Głoskowie i Złotokłosie kontrolerzy znaleźli kolejnego pacjenta, który w pięciu przypadkach czekał krócej niż inni. Łącznie udało mu się ominąć w ten sposób 44 osoby. Następny „pacjent” trzykrotnie trafił do lekarza w trybie przyspieszonym i wyprzedził 13 osób, a sama przychodnia przyznała, że nie pojawiły się jakiekolwiek wskazania, aby traktować priorytetowo jego przypadek. Zwykli pacjenci, którzy zapisali się rano, byli w tym czasie przesuwani na późniejsze godziny albo na kolejne dni.
Jak tłumaczyła się przychodnia?
Placówka przekonywała, że chodziło o względy medyczne. Wskazano na konieczność zachowania ciągłości leczenia przewlekłego czy kończące się zapasy leków. Dyrekcja tłumaczyła również, że w podstawowej opiece zdrowotnej nie obowiązuje żadna kolejka, która decyduje o terminie wizyty.
NFZ nie przyjął jednak tych tłumaczeń. Fundusz stwierdził, że przychodnia nie udowodniła, że przyjmowanie tych pacjentów poza kolejką wynikało z nagłego zagrożenia zdrowia. Tłumaczenia placówki zostały uznane przez kontrolerów za „próbę usprawiedliwienia” nierównego traktowania pacjentów. NFZ powołuje się przy tym na art. 68 Konstytucji, który gwarantuje obywatelom równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych.
Kontrola zakończyła się wystawieniem negatywnej oceny i nałożeniem kary w wysokości 24 620 zł. Przychodnia nie odwołała się od tego i zapłaciła już całą kwotę.
NFZ nie zdołał jednak sprawdzić jednej rzeczy. Chodzi bowiem o nagrania rozmów lokalnych polityków z rejestracją, podczas których mogło dochodzić do powoływania się przez nich na pełnione funkcje. Zapisy tych rozmów po prostu przepadły. Przychodnia tłumaczyła to tym, że przechowywała je tylko przez 90 dni i nie wykupiła dłuższej opcji archiwizacji.
Kim są politycy KO z Piaseczna?
W lipcu WP informowała, że kilkoro lokalnych działaczy Koalicji Obywatelskiej miało dzwonić do kierownictwa przychodni oraz na rejestrację i domagać się szybszych terminów, recept i skierowań „na cito”. Część spraw załatwiano za pośrednictwem SMS-ów. Personel miał składać zapewnienia w stylu „jesteśmy do waszej dyspozycji o każdej porze”, a pracownicy mówili portalowi, że byli dla polityków „jak prywatna służba zdrowia”. Była recepcjonistka Agnieszka Krzaczek potwierdziła pod nazwiskiem, że polecono jej zapisywać wizyty radnych bez kolejki.
Wśród osób, które miały korzystać z nieformalnego kanału, WP wymieniła Katarzynę Wypych, przewodniczącą Rady Miejskiej w Piasecznie, Krzysztofa Kasprzyckiego, przewodniczącego Rady Powiatu Piaseczyńskiego, Piotra Sędziaka, radnego miejskiego (byłego radnego KO, od lutego w nowym kole).
Cała trójka zasiadała w Radzie Społecznej przychodni, czyli organie, który ma wpływ na wydawanie opinii dotyczących działalności placówki. Wszyscy zaprzeczyli, jakoby mieli wykorzystywać swoje stanowiska do omijania kolejek. Wypych tłumaczyła, że kontaktowała się z sekretariatem, bo nie mogła dodzwonić się do rejestracji, ale prosiła tylko o dostępny termin. Kasprzycki wyjaśniał natomiast, że zdarzyło mu się jedno szybsze przyjęcie, gdy doznał urazu po upadku na lodzie.
Czy politycy KO poniosą konsekwencje?
Na razie nic na to nie wskazuje. Przychodnię nadzoruje burmistrz Piaseczna Daniel Putkiewicz, który jest jednocześnie szefem lokalnych struktur KO. W lipcu zapewniał, że partia czeka na wyniki kontroli NFZ. Teraz, gdy ta zakończyła się oceną negatywną, burmistrz stwierdził, że nie przesądza ona o winie partyjnych kolegów.
Z góry przyjęta teza o rzekomym uprzywilejowaniu akurat radnych KO nie musi być wcale słuszna. Na podstawie wyników kontroli trudno stwierdzić, by wymuszali preferencyjne warunki obsługi.
Daniel Putkiewicz, burmistrz Piaseczna i szef KO w powiecie, w stanowisku dla WP
Burmistrz przekonuje, że odpowiedzialność za równe traktowanie pacjentów leży po stronie dyrekcji przychodni. Zapowiedział jedynie, że zwrócił się do koła KO w Piasecznie o przeprowadzenie „analizy raportu”. Nowa dyrektor placówki wprowadziła już zmiany, a przychodnia ma wprowadzić nowocześniejszy system rejestracji.
W lipcu do sprawy odniósł się nawet sam Donald Tusk. Premier mówił, że gdy takie sytuacje dotyczą polityków jego partii, to odczuwa „coś na kształt mdłości”, i zapowiadał, że będzie takie zwyczaje „wytrzebiać z całą mocą”. Grzegorz Schetyna wzywał wtedy do „twardego i definitywnego zakończenia” podobnych praktyk.
Ponad dwa miesiące później efekt jest taki, że karę zapłaciła miejska przychodnia, czyli w praktyce poszły na to pieniądze publiczne. Obciążono placówkę nadzorowaną przez burmistrza z KO, a nie kieszenie radnych. Ci natomiast w dalszym ciągu zasiadają na swoich stanowiskach, a partia czeka na „analizę”.
Należy zaznaczyć, że to nie pierwsza afera o usługach VIP dla ludzi z obozu Tuska w publicznej służbie zdrowia, która wybucha w 2026 roku. Co prawda w tym przypadku chodzi o inną sprawę na znacznie mniejszą skalę, ale dość podobny mechanizm opisywano przy aferze w warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie również pojawiały się pytania o uprzywilejowanie polityków KO.



