Stołeczna Operacja Referendalna zebrała 111 tys. podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i Rady m.st. Warszawy przed końcem kadencji. To jednak za mało, ponieważ do rozpisania głosowania potrzebne było ok. 132 tys. ważnych podpisów, czyli 10 proc. uprawnionych mieszkańców. Zbiórka zakończyła się w poniedziałek 28 września.
Wynik ogłosił inicjator akcji Maciej Wilk, który wcześniej zyskał rozpoznawalność dzięki inicjatywie TAK dla CPK. Podczas spotkania zorganizowanego na skwerze przed kinem Muranów przyznał, że zebrana liczba nie wystarczy. Organizatorzy od początku zakładali, że dla bezpieczeństwa konieczne jest zebranie 150-160 tys. podpisów, bowiem część z nich zostaje później odrzucona przy weryfikacji.
Jak przebiegała zbiórka podpisów?
Zbiórka ruszyła 30 lipca, w szczycie sezonu urlopowego, i trwała ustawowe 60 dni. Z relacji organizatorów wynika, że już po czterech dniach udało się zebrać 15 tys. podpisów. Natomiast w połowie sierpnia była to już liczba 40 tys., a na początku września 82 tys. Próg 100 tys. udało się przekroczyć w dniu 14 września. W ostatnich dwóch tygodniach przybyło już jedynie ok. 11 tys. podpisów.
Wilk szacował, że wolontariusze przepracowali przy zbiórce ok. 15 tys. godzin. Wśród osób wspierających inicjatywę byli m.in. Jan Śpiewak, Bronisław Wildstein i Rafał Ziemkiewicz. Inicjator nie krył również rozczarowania, że jego akcji nie wsparło mocniej Prawo i Sprawiedliwość. Zapewnił jednak, że wysiłek „nie pójdzie na marne”. Jak stwierdził, sama zbiórka zmobilizowała już Trzaskowskiego do większej aktywności.
Dlaczego warszawiacy chcieli odwołać Trzaskowskiego?
Bezpośrednim impulsem do zbiórki była czerwcowa afera w Szpitalu Południowym. Media opisywały m.in. wysokie dochody koordynatora szpitalnego oddziału ratunkowego, radnego KO z Ursusa Dawida Kacprzyka, oraz doniesienia o przyspieszonym przyjmowaniu polityków. Miasto zleciło audyt, rozwiązało umowy z Kacprzykiem, odwołało zarząd i radę nadzorczą spółki oraz złożyło zawiadomienia do prokuratury. Kacprzyk wystąpił z KO i złożył mandat. Prokuratura sprawdza m.in., czy prezydent wiedział o nieprawidłowościach wcześniej. Trzaskowski zaprzeczał, by rozmawiał z Kacprzykiem o funkcjonowaniu szpitala. W obiegu są jednak zdjęcia z kampanii, na których obaj występują razem.
Jak jednak wynika z ustaleń portalu Zero.pl i relacji byłego ordynatora Emila Jędrzejewskiego, prezydent dostawać sygnał o sytuacji w szpitalu w lipcu 2025 r. Prezydent Warszawy bronił się, że prywatna wiadomość nie jest formalnym zgłoszeniem, a fakt jej wysłania nie oznacza, że została odczytana.
To nie wszystko, bowiem organizatorzy referendum szybko rozszerzyli listę zarzutów wobec ośmiu lat rządów Trzaskowskiego. Wskazywano m.in. na partyjne nominacje w miejskich spółkach, rozrost urzędu do ponad 9 tys. etatów, deficyt budżetu na 2026 r., który sięga 3,7 mld zł, awarie oczyszczalni Czajka, wieloletni remont Sali Kongresowej, opóźnienia budowy linii tramwajowej na Wilanów oraz brak uchwały krajobrazowej. Swoje hasło streścili w czterech słowach: „partyjniactwo, nieudolność, bezwład, brak wizji”.
Czy Trzaskowskiego w ogóle dało się odwołać?
Nawet gdyby podpisów wystarczyło, odwołanie prezydenta byłoby zasadniczo trudne. Referendum byłoby ważne, gdyby wzięło w nim udział co najmniej 3/5 liczby osób, które głosowały w wyborach prezydenta w 2024 r., czyli ok. 467 tys. warszawiaków. Trzaskowski wygrał wtedy już w pierwszej turze, zdobywając 444 tys. głosów (57,41 proc.).
W historii Warszawy przeprowadzono jedno takie referendum. W październiku 2013 r. mieszkańcy głosowali w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Była prezydent utrzymała jednak swoje stanowisko, ponieważ frekwencja okazała się zbyt niska.
Źródła: Gazeta Wyborcza Warszawa, Stołeczna Operacja Referendalna, Onet, wPolityce, Urząd Statystyczny w Warszawie, Portal Warszawski; opracowanie: Nasza Polska






