Putin powtarza narrację Hitlera z 1939 roku. W chwili napaści na Polskę Hitler też mówił: „Nasi rodacy są prześladowani”

8 min. czytania

Adrian Kłos

28 września 2026 r.

Adolf Hitler i Władimir Putin na tle mapy regionu Morza Bałtyckiego z Estonią, Łotwą i Litwą

8 min. czytania

Adrian Kłos

28 września 2026 r.

25 września 2026 roku w Sankt Petersburgu, podczas XII Międzynarodowego Forum Zjednoczonych Kultur, Władimir Putin po raz kolejny mówił o Rosjanach i ludności rosyjskojęzycznej żyjącej poza granicami Federacji Rosyjskiej. Tym razem jego wypowiedź dotyczyła państw bałtyckich. Rosyjski prezydent stwierdził w rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami, że prawa rosyjskojęzycznej ludności są tam łamane, po czym dodał, że Moskwa „wie, jak reagować” i „wypracowała określone podejście”.

Można uznać te słowa za kolejną odsłonę rosyjskiej propagandy. Można też otworzyć książkę do historii i zobaczyć, że tymi samymi technikami posługiwał się Adolf Hitler, i to nie tylko podczas napaści na Polskę w 1939 roku.

1 września 1939 roku, Hitler: „nasi rodacy są prześladowani”

Kiedy Adolf Hitler przemawiał tego dnia przed Reichstagiem, niemiecka napaść na Polskę już trwała. Mimo to nie przedstawiał III Rzeszy jako państwa rozpoczynającego wojnę. Budował zupełnie inną historię: Niemcy miały być stroną cierpliwą, długo szukającą pokojowego rozwiązania, a Polska miała prześladować niemiecką mniejszość, odrzucać propozycje porozumienia i dopuszczać się kolejnych prowokacji.

Niemieccy żołnierze zrywają godło z orłem z polskiego szlabanu granicznego 1 września 1939 roku
Żołnierze Wehrmachtu zrywają polskie godło ze szlabanu granicznego, 1 września 1939 r. Fot. Hans Sönnke / domena publiczna

Nie był to pierwszy raz, kiedy Hitler wykorzystywał sytuację niemieckiej mniejszości poza granicami Rzeszy jako argument dla swojej polityki ekspansji. Rok wcześniej centralnym punktem konfliktu z Czechosłowacją stali się Niemcy mieszkający w czeskich Sudetach. Nazistowska propaganda przedstawiała ich jako ofiary dyskryminacji i ucisku, a sam Hitler mówił o konieczności udzielenia im pomocy przez Rzeszę (Putin też mówił, że „pomaga” Rosjanom w Donbasie). Kwestia mniejszości niemieckiej stała się jednym z głównych argumentów służących uzasadnieniu żądań wobec Czechosłowacji.

Kilka miesięcy później, w marcu 1939 roku, Hitler złamał wcześniejsze zobowiązania, wojska niemieckie zajęły ziemie czeskie, a państwo czechosłowackie przestało istnieć. We wrześniu tego samego roku przyszedł czas na Polskę.

W przemówieniu z 1 września Hitler ponownie sięgnął po motyw prześladowanej niemieckiej mniejszości. Mówił o „terrorze i ucisku naszych niemieckich rodaków”, zapewniał, że próbował rozwiązać konflikt pokojowo, a Polskę przedstawiał jako stronę, która odrzucała propozycje, eskalowała napięcie i atakowała Niemcy. Wreszcie oznajmił, że polscy żołnierze mieli ostrzelać niemieckie terytorium, a Niemcy od tej chwili jedynie „odpowiadają ogniem”.

Fragmenty przemówienia Hitlera z 1 września 1939 roku zestawione z wypowiedzią Putina z 25 września 2026 roku:

Propagandowy schemat był prosty: nasi rodacy są prześladowani, my chcieliśmy pokoju, przeciwnik eskaluje, więc jesteśmy zmuszeni reagować.

Tyle że w chwili wygłaszania tych słów niemiecka armia już atakowała Polskę. Jak opisuje United States Holocaust Memorial Museum, III Rzesza rozpoczęła 1 września niesprowokowaną inwazję, a oskarżenia o prześladowanie etnicznych Niemców były jednym z propagandowych argumentów mających tę agresję usprawiedliwić.

Co więcej, aby opowieść o niemieckiej „odpowiedzi” wyglądała bardziej wiarygodnie, dzień wcześniej przygotowano prowokację.

Gliwice: najpierw stwórz agresora

31 sierpnia 1939 roku Niemcy przebrani w mundury polskiej armii upozorowali atak na niemiecką radiostację w Gleiwitz na terenie Niemiec (obecnie Gliwice). Nie byli to polscy żołnierze, lecz Niemcy udający Polaków, a celem operacji było stworzenie wrażenia, że to Polska rozpoczęła działania wojenne przeciwko III Rzeszy.

Następnego dnia nazistowska propaganda przedstawiała wkroczenie Wehrmachtu jako odpowiedź na polskie „ataki”. Niemieckiej prasie polecono wręcz unikać przedstawiania działań Rzeszy jako rozpoczęcia wojny i budować obraz Niemiec jako państwa odpierającego polską agresję.

Mechanizm był więc czytelny: stwórz pretekst, przedstaw przeciwnika jako agresora, siebie pokaż jako ofiarę, a własne działania nazwij odpowiedzią.

Tu pojawia się analogia z historią Rosji pod rządami Putina. Nie dlatego, że prowokacja gliwicka i późniejsze działania Rosji były identycznymi operacjami, bo nie były. Chodzi o to, że jednym z wykorzystywanych narzędzi ponownie stało się ukrycie lub zamazanie tożsamości rzeczywistych uczestników operacji i wykorzystanie powstałego chaosu informacyjnego.

Krym, 2014 rok: najpierw „to nie nasi żołnierze”

Pod koniec lutego 2014 roku na Krymie pojawili się świetnie wyposażeni i uzbrojeni ludzie w wojskowych mundurach pozbawionych oznaczeń. Zajmowali strategiczne obiekty, blokowali ukraińskie jednostki wojskowe i bardzo szybko zaczęto ich nazywać „zielonymi ludzikami”.

Uzbrojony żołnierz w mundurze bez oznaczeń na Krymie w 2014 roku obok portretu Władimira Putina
Żołnierze bez oznaczeń na Krymie, 2014 r., i Władimir Putin, który najpierw zaprzeczał, a potem przyznał, że byli to rosyjscy wojskowi

4 marca Putin został zapytany wprost, czy działający na Krymie uzbrojeni ludzie są rosyjskimi żołnierzami, i zaprzeczył, przedstawiając ich jako lokalne siły samoobrony. Gdy pytano go o wyposażenie przypominające rosyjskie, argumentował, że podobne mundury i sprzęt można kupić.

Zaledwie kilka tygodni później oficjalna wersja uległa zasadniczej zmianie. 17 kwietnia Putin przyznał, że za krymskimi „siłami samoobrony” stali rosyjscy wojskowi, którzy działali, jak to określił, profesjonalnie i zdecydowanie. Oficjalny zapis Kremla zawiera również jego przyznanie, że Rosja wykorzystała swoje siły zbrojne i specjalne formacje do stworzenia warunków, w których przeprowadzono referendum na Krymie.

Gliwice i Krym oczywiście różniły się metodą. W 1939 roku Niemcy przebrali własnych ludzi za Polaków, aby upozorować agresję przeciwnika. W 2014 roku rosyjscy wojskowi działali bez oznaczeń, co pozwalało Moskwie początkowo zaprzeczać bezpośredniemu udziałowi własnych sił. W obu przypadkach pojawia się jednak wspólny element: zamazanie tożsamości rzeczywistego uczestnika operacji i wykorzystanie niepewności do narzucania własnej wersji wydarzeń.

Sudety i Krym. Problem nie zawsze kończy się na pierwszym terytorium

Hitler przedstawiał swoje żądania przez pryzmat sytuacji niemieckiej ludności żyjącej w Czechosłowacji i zapewniał, że chodzi o rozwiązanie konkretnego problemu. 26 września 1938 roku w berlińskim Sportpalast nazwał Sudety swoim ostatnim żądaniem terytorialnym w Europie. Pół roku później Czechosłowacji już nie było, a we wrześniu 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę, wywołując II wojnę światową.

Adolf Hitler w płaszczu przechodzi przed szpalerem żołnierzy Wehrmachtu na dziedzińcu Zamku Praskiego
Adolf Hitler na Zamku Praskim po zajęciu ziem czeskich, marzec 1939 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Z Krymem było podobnie w jednym, bardzo konkretnym sensie: jego zajęcie nie zakończyło rosyjskiego użycia siły wobec Ukrainy. Konflikt trwał dalej na wschodzie kraju, a 24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę.

Oba przypadki pokazują coś istotnego: deklaracja, że chodzi wyłącznie o konkretną mniejszość, konkretny region albo konkretny problem, nie jest gwarancją, że na tym zakończą się działania państwa prowadzącego ekspansję.

„Musimy chronić ludzi”. Ten argument Putina wrócił również w 2022 roku

Motyw ochrony ludności związanej z Rosją powrócił także w uzasadnieniu działań przeciwko Ukrainie. Kreml przedstawiał mieszkańców Donbasu jako ludzi wymagających rosyjskiej ochrony, a Putin używał tego argumentu jako jednego z uzasadnień rosyjskiej polityki wobec Ukrainy.

Grupę do ochrony Rosja wcześniej sama sobie przygotowała. W 2008 roku, atakując Gruzję, Moskwa tłumaczyła, że broni swoich obywateli w Osetii Południowej, którym wcześniej masowo wydawała rosyjskie paszporty. W kwietniu 2019 roku Putin podpisał dekret upraszczający wydawanie rosyjskich paszportów mieszkańcom okupowanych części obwodów donieckiego i ługańskiego. Najpierw rozdaje się paszporty, potem „broni się obywateli Rosji”.

W państwach bałtyckich taka grupa już istnieje. Według spisu powszechnego z 2021 roku, przeprowadzonego przez estoński urząd statystyczny Statistikaamet, w Estonii mieszkało 81 695 obywateli Rosji. Na Łotwie Urząd ds. Obywatelstwa i Migracji (PMLP) podał, że na koniec 2024 roku zezwolenia na pobyt miało około 41 tys. obywateli Rosji.

Znów widzimy podobną konstrukcję narracji: istnieje grupa przedstawiana jako pokrzywdzona, państwo przypisuje sobie rolę jej obrońcy, podkreśla własne pokojowe intencje, a późniejsze działania przedstawia jako konieczną odpowiedź na zachowanie przeciwnika.

Dlatego słowa, które Putin wypowiada dziś pod adresem państw bałtyckich, zasługują na szczególną uwagę.

Historia jest cykliczna

Historia niemal nigdy nie powtarza się dokładnie: zmieniają się państwa, technologie, sojusze i metody prowadzenia konfliktów.

Powtarzać mogą się jednak mechanizmy.

Hitler wykorzystywał temat niemieckiej mniejszości najpierw w Czechosłowacji, a później w Polsce. Nazistowska propaganda przedstawiała Niemców jako ofiary, Rzeszę jako stronę poszukującą pokojowego rozwiązania, a przeciwnika jako odpowiedzialnego za eskalację. W przypadku Polski do tej narracji dołożono jeszcze prowokację gliwicką, podczas której Niemcy przebrani za Polaków mieli stworzyć „dowód” polskiej agresji.

W przypadku Rosji widzieliśmy zajęcie Krymu przez żołnierzy pozbawionych oznaczeń, początkowe zaprzeczanie ich rosyjskiej tożsamości, a później publiczne przyznanie przez Putina, że rosyjscy wojskowi rzeczywiście tam działali.

Dziś ponownie słyszymy z ust rosyjskiego prezydenta, że za granicami Rosji istnieje rosyjskojęzyczna ludność, której prawa są rzekomo naruszane, a Moskwa „wie, jak reagować”.

W tym sensie historia jest cykliczna. Wszystko nie wydarza się drugi raz dokładnie tak samo, ale wracają sprawdzone wcześniej konstrukcje propagandowe:

„Nasi rodacy są prześladowani”.
„My chcemy pokoju”.
„To przeciwnik prowokuje”.
„Jesteśmy zmuszeni reagować”.

A czasami również:

„To nie nasi żołnierze”.

Wtedy Goebbels i radio, dziś internet

Metody się nie zmieniły. Zmienił się sposób ich podawania.

W 1939 roku propagandą III Rzeszy kierowało ministerstwo Josepha Goebbelsa, a jej głównym narzędziem było radio. Przemówienie Hitlera szło w eter o określonej godzinie i słyszał je ten, kto miał odbiornik i akurat go włączył.

Dziś Kreml nie potrzebuje ani odbiornika, ani godziny emisji. Jego przekaz trafia do telefonu w kieszeni, po polsku, między zdjęciem znajomych a wiadomością od rodziny. Nie ma podpisu „ministerstwo propagandy”. Przychodzi jako krótki film, komentarz pod artykułem, wpis „zwykłego Polaka” albo portal udający niezależne medium. Rosja wydaje na ten przekaz miliardy dolarów, a w Polsce działa on na masową skalę.

Treść jest ta sama, tylko przepakowana: Rosja jest rozsądna i skrzywdzona, Europa słaba, zepsuta i wroga, Ukraina sama jest sobie winna, a Polska powinna się trzymać z daleka od „nie swojej wojny”. Kto przez miesiące czyta, że Europa kłamie, a Rosja tylko się broni, ten w dniu kolejnej „odpowiedzi” Moskwy uzna ją za logiczną konsekwencję.

To czyni dzisiejszą propagandę groźniejszą od tej sprzed 87 lat. Goebbels przemawiał głównie do własnego narodu. Kreml mówi dziś bezpośrednio do Polaków, Litwinów, Łotyszy i Estończyków, w ich językach, na ich ekranach, codziennie i praktycznie do każdego.

Zdania o „prześladowanych rodakach” i „wymuszonej odpowiedzi” trzeba rozpoznawać wtedy, gdy przewijamy ekran, a nie dopiero wtedy, gdy za słowami pójdą czołgi.

Historia nie mówi nam, co wydarzy się jutro. Pokazuje nam za to, jak zaczynały się historie, których zakończenie już znamy.

Źródła: United States Holocaust Memorial Museum, Kancelaria Prezydenta Federacji Rosyjskiej, Statistikaamet, Urząd ds. Obywatelstwa i Migracji Łotwy (PMLP), Interia, RMF FM, Onet.
Opracowanie: Nasza Polska.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Kosowo aresztuje Serbów, Belgrad grzmi o „czystkach etnicznych”

Czy migranci dostaną prawo głosu? We wtorek głosowanie w Zgromadzeniu Rady Europy

Były szef ukraińskiego MSZ wzywa rodaków do ukrainizacji Europy

Netanjahu w ONZ. Delegaci wyszli, premier nazwał ich tchórzami

AfD chce zamknąć Ukrainie drogę do UE. „Korupcyjna studnia bez dna”

Prezydent Finlandii do Putina: Nie wygracie tej wojny

UE stawia Ukrainie warunki. Zełenski usłyszał, co musi zrobić, by dostać kolejne miliardy

Od imperialnej Rosji, po zagrożenia ze strony AI. Mocne przemówienie Nawrockiego w ONZ

Inne kategorie

Czytaj także