W Szwajcarii jest nas około pięćdziesięciu tysięcy z polskim paszportem, a osób urodzonych w Polsce mieszka tam jeszcze więcej – blisko pięćdziesiąt siedem tysięcy. Polonia w Szwajcarii podwoiła swoją liczebność w ciągu jednej dekady, choć ten kraj nigdy nie był głównym kierunkiem polskiej emigracji. Zostawiliśmy tu za to ślad, jakiego nie ma nigdzie indziej w Europie: górskie drogi w Alpach, które do dziś oficjalnie nazywają się Polenweg. Wykuli je żołnierze 2. Dywizji Strzelców Pieszych, internowani po przekroczeniu granicy w czerwcu 1940 roku.
Ile Polaków mieszka w Szwajcarii?
Szwajcarskie dane trzeba czytać w dwóch kolumnach. Sekretariat Stanu do spraw Migracji liczy cudzoziemców według obywatelstwa i wykazuje ponad pięćdziesiąt tysięcy obywateli polskich. Federalny Urząd Statystyczny podaje osobno liczbę osób urodzonych w Polsce – ta jest wyraźnie wyższa. Różnica, blisko siedem tysięcy osób, to nasi rodacy, którzy przyjęli już szwajcarski paszport. Ilu Polaków mieszka w Szwajcarii łącznie z drugim i trzecim pokoleniem, dokładnie nie wiadomo – ani placówki dyplomatyczne, ani urzędy nie prowadzą takiego rejestru.
| Wskaźnik | Dane | Źródło |
|---|---|---|
| Obywatele polscy | 50 132 | Sekretariat Stanu ds. Migracji (SEM) |
| Osoby urodzone w Polsce | 57 122 | Bundesamt für Statistik |
| Największy kanton | Zurych – 11 302 osoby | SEM |
| Polonia łącznie z potomkami | dokładne statystyki nie są znane | brak oficjalnych szacunków |
Po Zurychu najliczniejsze skupiska tworzą kantony Argowia, Berno, St. Gallen i Turgowia. W części francuskojęzycznej najwięcej rodaków mieszka w kantonie Vaud, znacznie mniej w samej Genewie. Włoskojęzyczne Ticino to zaledwie kilkaset osób. Urzędy publikują dane w podziale na kantony, nie na miasta – powtarzane w polskich mediach szacunki „dwadzieścia kilka tysięcy Polaków” są po prostu nieaktualne.
Nasza społeczność jest rozproszona i to jej główna cecha. Polaków mieszkających w Szwajcarii spotkamy w każdej z trzech części językowych kraju: najwięcej w niemieckojęzycznej, mniej w francuskojęzycznej, najmniej we włoskojęzycznym Ticino. Żaden kanton nie skupia większości z nas, dlatego polskie życie zbiorowe organizuje się lokalnie, wokół pojedynczych miast, nie wokół jednego centrum.
Skąd wzięli się Polacy w Szwajcarii?
Pierwsi przyszli pieszo przez Jurę. W kwietniu 1833 roku, po nieudanym zamachu frankfurckim, około pięciuset polskich żołnierzy i oficerów Wielkiej Emigracji przekroczyło granicę i dostało azyl w kantonie Berno. Mniej więcej jedna trzecia z nich została na stałe. Rok później część emigrantów wzięła udział w wyprawie sabaudzkiej – 1 lutego 1834 roku oddział pod dowództwem Girolama Ramoriny miał uderzyć na Sabaudię, ale wypłynąwszy z Nyonu, dryfował i wylądował pod La Belotte, gdzie Polaków aresztowano. W genewskich archiwach zachowało się sto dziewięćdziesiąt nazwisk.
To środowisko wydało coś trwalszego niż nieudana wyprawa. 15 kwietnia 1834 roku w Bernie powstała Młoda Europa, a niecały miesiąc później, 12 maja, Młoda Polska. Wśród sygnatariuszy było pięciu Polaków. W Bernie pracował wtedy Jan Paweł Lelewel, inżynier kantonalny – brat Joachima, któremu udział w tych wydarzeniach bywa mylnie przypisywany.
W czerwcu 1839 roku do Lozanny przyjechał Adam Mickiewicz. Z początkiem października objął w tamtejszej Akademii katedrę literatury łacińskiej. Wykładał krótko: w 1840 roku wyjechał do Paryża, gdzie zaczął słynne prelekcje o literaturach słowiańskich w Collège de France. Kilka dekad później w Genewie zmarł Józef Ignacy Kraszewski – przyjechał tam leczyć się, nie mieszkał w Szwajcarii na stałe.
Osobny rozdział otwiera 1915 rok. W styczniu w Lozannie powstał Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce; miesiąc później przeniósł się do Vevey. Prezesem był Henryk Sienkiewicz, wiceprezesem Ignacy Jan Paderewski, wśród współzałożycieli znaleźli się Erazm Piltz i Antoni Osuchowski. Przez cztery lata Komitet zebrał blisko dwadzieścia milionów franków na pomoc dla ziem polskich. Sienkiewicz zmarł w Vevey 15 listopada 1916 roku, w Hôtel du Lac; trumnę złożono tymczasowo w krypcie kościoła Notre-Dame, a prochy wróciły do Warszawy 27 października 1924 roku. W ogrodzie hotelu stoi dziś pomnik dłuta Gustawa Zemły, odsłonięty w 2006 roku. Paderewski mieszkał niedaleko, w posiadłości Riond-Bosson pod Morges, aż do 1940 roku – willi już nie ma, wysadziło ją wojsko w 1965 roku, ale w Morges działa poświęcone mu muzeum.
Emigracja do Szwajcarii miała więc od początku charakter polityczny i intelektualny, nie zarobkowy – przyjeżdżali tu wygnańcy, studenci i profesorowie, a dopiero powojenne dekady dołożyły do tego zwykłe losy rodzinne i zawodowe.
Książka zamiast karabinu – 2. Dywizja Strzelców Pieszych
W nocy z 19 na 20 czerwca 1940 roku, osłaniając odwrót Francuzów w rejonie Clos du Doubs, granicę szwajcarską przekroczyło ponad dwanaście tysięcy polskich żołnierzy i cywilów. Dowodził nimi generał Bronisław Prugar-Ketling. Przechodzili przez jurajskie przejścia w Goumois, Epiquerez, Brémoncourt i Chaufort. Neutralna Szwajcaria musiała ich internować – i wtedy stała się rzecz bez precedensu.
We wrześniu 1940 roku władze zgodziły się, by internowani studiowali. Od listopada ruszyły trzy obozy uniwersyteckie: w Winterthurze, w Grangeneuve pod Fryburgiem i w Sirnach, przeniesiony potem do Herisau i Gossau. Polacy zapisywali się na politechnikę i uniwersytet w Zurychu, na uniwersytet we Fryburgu oraz do wyższej szkoły handlowej w St. Gallen. Bilans zależy od źródła: od 410 do 452 dyplomów i 91 doktoratów. Osobno działał obóz licealny, przeniesiony z Oberburga do Wetzikonu, w którym zdano 185 polskich matur.
Wojna odebrała im broń, więc sięgnęli po indeksy – i wrócili do Polski z dyplomami zamiast odznaczeń.
Nie wszyscy siedzieli w ławkach. Większość internowanych pracowała fizycznie, przede wszystkim przy budowie górskich dróg, osuszaniu terenów i wznoszeniu mostów. Roboty trwały od 1941 roku do grudnia 1945. Według wyliczeń przywoływanych w literaturze przedmiotu Polacy zostawili po sobie 227 kilometrów dróg, 63 mosty i 686 hektarów osuszonych gruntów. Szwajcarzy nazwali te trasy po prostu Polenweg – drogami Polaków – i nazwa została w oficjalnej topografii. Można je dziś przejść w Gryzonii (Safiental, przełęcz Tomül, Passugg, Hinterrhein, Trin), w Obwaldenie i Nidwaldenie (Sachseln, Alpnach, Giswil, Glaubenberg), w Thalheim, pod Näfels oraz na zuryskim Uetlibergu.
Ci, którzy nie doczekali powrotu, leżą rozproszeni po całym kraju. Największa kwatera znajduje się w Leysin – dwadzieścia osiem grobów. Kolejne są w Bernie-Bremgarten, Wiesendangen, Biel i na cmentarzu Rosenberg w Winterthurze, gdzie stoi Polendenkmal. Pojedyncze mogiły rozsiane są od Alpnach po Saignelégier. Sam generał Prugar-Ketling wrócił po wojnie do Polski, w 1947 roku awansował na generała dywizji i spoczął na Powązkach Wojskowych.
Drugim wielkim polskim adresem w Szwajcarii jest Rapperswil. Muzeum Polskie otwarto tam 23 października 1870 roku, w zamku wydzierżawionym na dziewięćdziesiąt dziewięć lat; założycielem był Władysław Ewaryst Broel-Plater, urodzony w Wilnie. Dwa lata wcześniej, w setną rocznicę konfederacji barskiej, stanęła obok Kolumna Barska z napisem MAGNA RES LIBERTAS. Od 1895 roku przechowywano tu serce Tadeusza Kościuszki, przewiezione do Warszawy w 1927 roku razem z czternastoma wagonami zbiorów – te ostatnie zniszczyli w stolicy Niemcy. Po petycji mieszkańców z 2012 roku i referendum z października 2020, w którym 72 procent głosujących poparło remont zamku bez polskich zbiorów, muzeum opuściło zamek 1 maja 2022 roku. Działa dziś w kamienicy Burghof przy Hauptplatz 8.
„MAGNA RES LIBERTAS” – „Wielka rzecz wolność”. Napis na Kolumnie Barskiej w Rapperswilu, odsłoniętej 16 sierpnia 1868 roku.
Życie polonijne dziś
Polonia w Szwajcarii nie ma organizacji dachowej – działa przez kilkanaście lokalnych stowarzyszeń, dwie instytucje muzealne i rozbudowaną sieć duszpasterską. Najważniejsze adresy wyglądają tak:
– Muzeum Polskie w Rapperswilu, najstarsza polska instytucja muzealna poza krajem, dziś w kamienicy Burghof
– Muzeum Kościuszki w Solurze, w domu, w którym Naczelnik spędził ostatnie lata życia
– Klub Polski w Bernie, Polskie Towarzystwo „Zgoda” w Zurychu, Polenverein Winterthur
– Association Polonia w Genewie oraz Association des Polonais de Lausanne
– Polsko-Szwajcarski Instytut Kultury i Edukacji w Zurychu, organizator pierwszego Forum Organizacji Polonijnych w Szwajcarii
– Zespół Pieśni i Tańca „Piast”
– Szkoła Polska imienia Aleksandra Ładosia przy Ambasadzie RP w Bernie, imienia Marii Skłodowskiej-Curie w Zurychu oraz imienia Wacława Micuty w Genewie
– Polska Misja Katolicka Szwajcarii z siedzibą w Marly pod Fryburgiem, prowadząca msze po polsku w ponad dwudziestu ośrodkach, między innymi w Bazylei, Bernie, Genewie, Lozannie, Lucernie, Lugano, St. Gallen, Winterthurze, Zugu i Zurychu
– Ambasada RP przy Elfenstrasse w Bernie oraz konsulaty honorowe w Bazylei i Lugano
– Stałe Przedstawicielstwo RP przy Biurze Narodów Zjednoczonych w Genewie
– media polonijne: portale polacyszwajcaria.com i poloniaszwajcarska.ch oraz biuletyn misji katolickiej
Wieloletnia „Nasza Gazetka”, wydawana od lat siedemdziesiątych, zakończyła działalność w 2021 roku. Jej archiwum z blisko pięćdziesięciu roczników jest dostępne w internecie i stanowi najlepsze źródło do dziejów powojennej Polonii nad Renem i Lemanem.
Osobnym filarem tego życia jest język polski. W szkołach sobotnich w Bernie, Zurychu i Genewie oraz w ośrodkach Polskiej Misji Katolickiej dzieci uczą się czytać i pisać po polsku, bo na co dzień w szkole publicznej mówią po niemiecku, francusku albo włosku. Dwujęzyczność drugiego pokolenia bywa nierówna: rozumienie zwykle zostaje, swobodne pisanie wymaga pracy. Dla Polonii w Szwajcarii te lekcje są sprawą wspólnotową, nie prywatną. Wokół szkół i parafii organizują się polskie święta, a kalendarze wydarzeń krążą dziś głównie online.
Pracujemy tu najczęściej w zawodach, w których liczy się formalne uznanie kwalifikacji – szwajcarski system weryfikuje dyplomy branża po branży, więc spełnienie tych wymagań bywa dla nas dłuższą drogą niż samo znalezienie pracodawcy. Starszy ślad naszej pracy widać gdzie indziej: nazwa Polenweg wciąż figuruje na mapach i drogowskazach, choć niewielu przechodniów wie, skąd się wzięła.
Polacy w Szwajcarii – najczęstsze pytania
Czy Szwajcarzy lubią Polaków?
Nastawienie jest raczej życzliwe i wolne od uprzedzeń, jakie znamy z niektórych krajów Europy Zachodniej. Polacy nie są w Szwajcarii grupą na tyle liczną, by stać się tematem debaty publicznej, a jednocześnie mają opinię dobrze wykształconych i solidnych. Historia pomaga: pamięć o internowanych żołnierzach, którzy budowali alpejskie drogi, jest w kantonach górskich żywa. Krótko mówiąc, w Szwajcarii lubią Polaków, choć jest to sympatia raczej cicha niż demonstracyjna.
Gdzie w Szwajcarii mieszka najwięcej Polaków?
Zdecydowanie najwięcej w kantonie Zurych – ponad jedenaście tysięcy osób z polskim obywatelstwem. Kolejne są Argowia, Berno, St. Gallen i Turgowia, czyli niemieckojęzyczna część kraju. We francuskojęzycznej Szwajcarii największym skupiskiem jest kanton Vaud, a w samej Genewie mieszka nas niewiele ponad tysiąc czterysta osób.
Czy w Szwajcarii jest praca dla Polaków?
Tak, choć rynek jest znacznie bardziej wymagający niż w Niemczech czy Holandii. Szwajcaria nie należy do Unii Europejskiej, lecz umowa o swobodnym przepływie osób daje obywatelom polskim prawo do pracy i pobytu. W praktyce liczy się znajomość niemieckiego lub francuskiego oraz uznanie kwalifikacji – wiele zawodów jest tu regulowanych. Polacy pracują najczęściej w budownictwie, przemyśle precyzyjnym, opiece zdrowotnej i branży farmaceutycznej wokół Bazylei.
Ilu polskich żołnierzy internowano w Szwajcarii podczas II wojny światowej?
Granicę przekroczyło ponad dwanaście tysięcy żołnierzy i cywilów 2. Dywizji Strzelców Pieszych generała Bronisława Prugara-Ketlinga. Przez obozy uniwersyteckie przewinęło się około siedmiuset osób, które zdobyły od 410 do 452 dyplomów i 91 doktoratów. Pozostali pracowali przy budowie dróg i osuszaniu terenów w Alpach. Wielu zostało w Szwajcarii po wojnie, tworząc trzon powojennej Polonii.
Gdzie dziś działa Muzeum Polskie w Rapperswilu?
Od maja 2022 roku muzeum mieści się w kamienicy Burghof przy Hauptplatz 8 w Rapperswilu, a nie w zamku, który zajmowało przez ponad sto pięćdziesiąt lat. Powodem była decyzja mieszkańców gminy: w referendum 72 procent głosujących poparło remont zamku według koncepcji bez polskich zbiorów. Kolumna Barska z 1868 roku stoi na dawnym miejscu, a instytucja nadal gromadzi pamiątki polskiej emigracji.



