Wielowieyska z „Wyborczej” uderzyła w Stanowskiego. Zapomniała o Michniku

5 min. czytania

Adrian Kłos

21 lipca 2026 r.

Dominika Wielowieyska i zrzut jej wpisu na X o Krzysztofie Stanowskim i Kanale Zero

5 min. czytania

Adrian Kłos

21 lipca 2026 r.

Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej” postanowiła odmówić Krzysztofowi Stanowskiemu prawa do nazywania się dziennikarzem. Twórca Kanału Zero to według niej „youtuber, celebryta i przedsiębiorca”, bo – jak napisała na platformie X – dziennikarz „nie kandyduje na prezydenta” i „nie reklamuje osobiście produktów”. Problem w tym, że tą samą definicją Wielowieyska trafiła prosto we własną redakcję. Bo skoro dziennikarz nie startuje w wyborach, to kim był Adam Michnik, założyciel i redaktor naczelny „Wyborczej”, gdy zasiadał w Sejmie? Pani Dominiko, czasy, w których „Gazeta Wyborcza” wydawała licencje dziennikarskie, a Adam Michnik podpisywał pozwolenia, już minęły.

Najważniejsze fakty
– Dominika Wielowieyska z „Wyborczej” napisała na X, że Krzysztof Stanowski „nie jest dziennikarzem”
– twórca Kanału Zero to według niej youtuber, celebryta i przedsiębiorca, bo dziennikarz „nie kandyduje na prezydenta”
– jej wpis z 22 lipca 2026 roku zebrał ponad 740 tysięcy wyświetleń i falę krytyki
– internauci przypomnieli, że Adam Michnik, szef „Wyborczej”, był posłem na Sejm w latach 1989-1991
– Stanowski odpowiedział ironicznie, że sam apeluje, by nie zaliczać go do tego samego zawodu co dziennikarzy „GW”

Wielowieyska odmawia Stanowskiemu tytułu dziennikarza

Wszystko zaczęło się od wpisu, który Dominika Wielowieyska opublikowała 22 lipca 2026 roku na platformie X. Znana dziennikarka „Gazety Wyborczej” i Radia TOK FM postanowiła uporządkować pojęcia. „Krzysztof Stanowski odniósł wielki sukces, budując Kanał Zero. Nie jest jednak dziennikarzem. Jest youtuberem, celebrytą i przedsiębiorcą” – napisała. Jako koronny argument podała, że „dziennikarz nie kandyduje na prezydenta, nie reklamuje osobiście żadnych produktów ani usług”.

W dłuższym wywodzie Wielowieyska przekonywała, że chodzi o „kluczowe rozróżnienie w dobie mediów społecznościowych” i o obronę „standardów tradycyjnych mediów”. Dziennikarze – jej zdaniem – ponoszą osobistą odpowiedzialność, są weryfikowani i nie angażują się w konflikty interesów, podczas gdy celebryci i influencerzy „publikują treści bez weryfikacji”. Wpis szybko stał się viralem: zebrał ponad 740 tysięcy wyświetleń. Tyle że zamiast pouczyć internet, publicystka „Wyborczej” ściągnęła na siebie lawinę kpin.

Definicja, która obraca się przeciwko „Wyborczej”

Kłopot Wielowieyskiej polega na tym, że jej definicja dziennikarza jest jak bumerang. Skoro „dziennikarz nie kandyduje”, to co zrobić z Adamem Michnikiem – twórcą i wieloletnim redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” – który w latach 1989-1991 zasiadał w Sejmie jako poseł Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego? Człowiek, który przez dekady był symbolem „GW”, startował w wyborach i zdobył mandat, nie przestając kierować gazetą. Według kryterium samej Wielowieyskiej należałoby więc odebrać tytuł dziennikarza również jemu.

To właśnie na tę niekonsekwencję natychmiast zwrócili uwagę internauci, przypominając parlamentarną kartę Michnika. I trudno o lepszą ilustrację tego, jak bardzo środowisko „Wyborczej” przywykło do rozdawania cenzurek. Bo pod szlachetnie brzmiącą troską o „właściwą terminologię” kryje się prosty odruch: to my decydujemy, kto jest dziennikarzem, a kto tylko „youtuberem”. Pani Dominiko, czasy, w których „Gazeta Wyborcza” dawała licencję dziennikarską, a Adam Michnik wydawał pozwolenia, naprawdę już minęły.

Zrzut ekranu wpisu Dominiki Wielowieyskiej na platformie X o Krzysztofie Stanowskim
Wpis Dominiki Wielowieyskiej z 22 lipca 2026 roku. Fot. X / @DWielowieyska.

Riposta Stanowskiego i siła Kanału Zero

Sam zainteresowany nie pozostał dłużny i odpowiedział z charakterystyczną dla siebie ironią. Zamiast bronić swojego tytułu, obrócił atak w żart, sugerując, że wcale nie zależy mu na byciu zaliczanym do tej samej grupy zawodowej co publicyści „Wyborczej”.

„Ja również apeluję o to, aby nie klasyfikować nas jako osoby wykonujące ten sam zawód”.– Krzysztof Stanowski, twórca Kanału Zero, w odpowiedzi na wpis Dominiki Wielowieyskiej

W tej ripoście kryje się coś więcej niż złośliwość. Kanał Zero w krótkim czasie zbudował zasięgi, o jakich „Gazeta Wyborcza” może dziś tylko pomarzyć – z milionami subskrybentów i widownią, która przy pojedynczych materiałach bije rekordy oglądalności tradycyjnych mediów. Prezydencki start Stanowskiego, ochrzczony „Dziennikarskim Zero”, nie był ucieczką od dziennikarstwa, lecz eksperymentem, który od środka pokazał kulisy kampanii, finansowania i mediów. Trudno o bardziej dziennikarskie przedsięwzięcie niż wejście z kamerą tam, gdzie inni tylko komentują z zewnątrz.

O co naprawdę chodzi „Wyborczej”

Cała ta awantura o „terminologię” nie jest bowiem sporem o słowa. To reakcja starego świata mediów na to, że stracił monopol. Przez lata to redakcje takie jak „Gazeta Wyborcza” ustalały, kto ma prawo głosu, a kto jest tylko „celebrytą”. Dziś niezależne kanały w internecie docierają do milionów Polaków bez pośrednictwa dawnych autorytetów – i właśnie dlatego budzą taką irytację.

To zresztą nie pierwsze starcie Wielowieyskiej ze Stanowskim. Publicystka „GW” i Radia TOK FM już wcześniej ścierała się z twórcą Kanału Zero – między innymi wtedy, gdy stawała w obronie dziennikarki TVP Doroty Wysockiej-Schnepf po głośnej debacie. W tle nieustannie wraca zarzut, że Kanał Zero to rzekomo narzędzie prawicy bliskie PiS. Tyle że Stanowski zaprasza do siebie polityków wszystkich stron, a w internetowych sporach wypominano mu równie chętnie dawny epizod współpracy z TVP z czasów Jacka Kurskiego – co akurat kłóci się z tezą o jednoznacznym „obozie”.

Zarzut o „brak weryfikacji” i uleganie „trollom” brzmi zresztą wyjątkowo odważnie w ustach przedstawicielki gazety, która sama przez lata bywała stroną politycznych sporów. Widzowie Kanału Zero nie potrzebują niczyjego pozwolenia, by uznać Stanowskiego za dziennikarza – wystarczy im to, co widzą na ekranie. A rozróżnienie na „prawdziwych” dziennikarzy z licencją „GW” i całą resztę coraz częściej wywołuje już tylko uśmiech politowania.

FAQ

Co napisała Dominika Wielowieyska o Krzysztofie Stanowskim?

Na platformie X 22 lipca 2026 roku Wielowieyska napisała, że Stanowski „nie jest dziennikarzem”, lecz „youtuberem, celebrytą i przedsiębiorcą”, ponieważ dziennikarz „nie kandyduje na prezydenta” i „nie reklamuje osobiście produktów”.

Dlaczego wpis Wielowieyskiej wywołał krytykę?

Internauci zwrócili uwagę, że jej definicja uderza we własną redakcję. Adam Michnik, założyciel i redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, w latach 1989-1991 był posłem na Sejm, a więc według kryterium Wielowieyskiej sam „nie byłby dziennikarzem”.

Jak odpowiedział Krzysztof Stanowski?

Stanowski zareagował ironicznie, stwierdzając, że również apeluje, by nie zaliczać go do tego samego zawodu co publicystów „Wyborczej”.

Czym jest Kanał Zero?

To założony przez Krzysztofa Stanowskiego niezależny kanał medialny działający głównie w internecie, który w krótkim czasie zdobył milionową widownię, konkurując zasięgami z tradycyjnymi mediami.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

„Agresywny kraj to dobry kraj”. Korwin-Mikke chwali Rosję i pozdrawia z Moskwy

Rząd chce zwiększyć zadłużenie z SAFE? „Na stole leży” 20 mld euro

Kompromitacja PSL i koniec marzeń o wiecznych wójtach. Pełczyńska-Nałęcz odchodzi z rządu

Kwaśniewski staje w obronie Tuska. Były działacz PZPR uczy Nawrockiego, jak patrzeć na Rosję

Sejm przegłosował dekryminalizację aborcji. Zdecydowały cztery głosy

Sondaż CBOS: tylko cztery partie w Sejmie. Koalicjanci Tuska pod progiem, prawica z przewagą

Francja płonie, a dziennikarka Newsweeka wskazuje na Rosję. Wpis Długosz wywołał falę drwin

Sok z Buraka profil na Facebooku: kto z polityków płacił i kto zamawiał treści?

Inne kategorie

Czytaj także