Rostowski w “rządzie światowym”

8 min. czytania

Redakcja

23 czerwca 2012 r.

8 min. czytania

Redakcja

23 czerwca 2012 r.

Wstęp: czym jest Grupa Bilderberg?

Nazwa Bilderberg od lat rozpala wyobraźnię tych, którzy interesują się kulisami światowej polityki. Dla jednych to jedynie coroczne spotkanie wpływowych ludzi Zachodu, dla innych – nieformalny ośrodek władzy, w którym bez kamer, protokołów i demokratycznej kontroli omawia się najważniejsze sprawy globu. Politycy, bankierzy, szefowie koncernów, ludzie mediów i przedstawiciele międzynarodowych instytucji spotykają się za zamkniętymi drzwiami, a opinia publiczna może co najwyżej domyślać się, o czym naprawdę rozmawiają.

W tym roku na liście uczestników spotkania Bilderbergu znalazł się także polski minister finansów Jacek Rostowski. Jego obecność każe postawić pytanie, czy Polska rzeczywiście ma w tych gremiach własny głos, czy raczej jej przedstawiciele pełnią funkcję wykonawców cudzych decyzji. Zwłaszcza że historia udziału ludzi związanych z III RP w podobnych zakulisowych organizacjach pokazuje dość jasno, które środowiska były tam mile widziane.

Bilderberg: nazwa znana z teorii spiskowych, ale sprawa całkiem realna

Bilderberg kojarzy się najczęściej ze światem tak zwanych teorii spiskowych. Nie oznacza to jednak, że można zbyć ten temat wzruszeniem ramion. Przeciwnie – pod tą nazwą kryje się realna, choć nieformalna struktura skupiająca ludzi o ogromnych wpływach w polityce, finansach, mediach i biznesie. Najczęściej nie są to osoby z pierwszych stron gazet, lecz tacy gracze, którzy działają skutecznie właśnie dlatego, że nie muszą codziennie występować przed kamerami.

Spotkania Grupy Bilderberg odbywają się co roku, zwykle wiosną, w wybranym miejscu Europy albo Ameryki Północnej. Pierwsze z nich zorganizowano w 1954 roku w Holandii, w hotelu Bilderberg – stąd właśnie wzięła się nazwa całej inicjatywy. Jednym z głównych organizatorów był Józef Retinger, postać niezwykle interesująca, a zarazem owiana tajemnicą. Urodzony w Polsce, w czasie wojny związany z gen. Władysławem Sikorskim, po wojnie stał się jednym z twórców Ruchu Europejskiego.

Więcej tekstów w dziale Świat…

Od tamtej pory Bilderberg pełni rolę swoistej zakulisowej międzynarodówki elit Zachodu. Krytycy nazywają ją wręcz tajnym masońskim „rządem światowym”. I choć brzmi to efektownie, nie da się zaprzeczyć, że spotkania te odbywają się poza normalnym obiegiem demokratycznej kontroli. Z nielicznych przecieków wynika, że rozmawia się tam o sprawach najpoważniejszych: globalnej gospodarce, konfliktach zbrojnych, kryzysach politycznych, przyszłości państw narodowych, systemie finansowym i relacjach między mocarstwami.

Problem nie polega więc na tym, że wpływowi ludzie rozmawiają ze sobą prywatnie. Problem polega na tym, że uczestnicy tych rozmów później wracają do swoich rządów, banków, redakcji, fundacji i koncernów, a decyzje omawiane niejawnie mogą następnie stawać się elementem oficjalnej polityki.

Komisja Trójstronna i ten sam krąg nazwisk

Bilderberg nie jest jedyną tego typu organizacją. Od 1973 roku działa także Komisja Trójstronna, czyli Trilateral Commission, założona przez Davida Rockefellera i Zbigniewa Brzezińskiego. Jej celem było skupienie przedstawicieli elit z trzech głównych obszarów Zachodu: Ameryki Północnej, Europy oraz Japonii.

Warto patrzeć na Bilderberg i Komisję Trójstronną łącznie, ponieważ personalnie środowiska te w dużej mierze się przenikają. W obu gremiach przez lata pojawiały się te same wpływowe nazwiska: David Rockefeller, Zbigniew Brzeziński, Henry Kissinger, Mario Monti czy Andrzej Olechowski. Nie są to ludzie przypadkowi. To osoby, które albo same zajmowały kluczowe stanowiska, albo miały realny wpływ na tych, którzy takie stanowiska obejmowali.

Takie organizacje nie potrzebują pieczątek, statutów znanych opinii publicznej ani demokratycznego mandatu. Ich siła polega na sieci kontaktów. Wystarczy, że w jednym miejscu spotykają się ci, którzy mają wpływ na banki, media, rządy, agendy międzynarodowe i wielkie koncerny. Reszta dokonuje się później – już nie w hotelowej sali konferencyjnej, lecz w decyzjach gabinetów, instytucji finansowych i parlamentów.

Tegoroczne spotkanie w USA i obecność Jacka Rostowskiego

Tegoroczne obrady Grupy Bilderberg odbywały się od 31 maja do 3 czerwca w Chantilly, w amerykańskim stanie Wirginia. Jak zwykle nie znamy szczegółowego przebiegu rozmów ani ustaleń, które mogły tam zapaść. Można jednak przypuszczać, że rozmawiano o najważniejszych sprawach chwili: wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, kryzysie w Europie, przyszłości strefy euro oraz możliwej wojnie z Iranem.

Wiemy natomiast, kto został zaproszony. I po raz pierwszy od kilku lat na liście uczestników znalazł się Polak – minister finansów Jacek Rostowski. Dlaczego akurat on? Najprawdopodobniej z powodu sytuacji gospodarczej w Unii Europejskiej i trwającego kryzysu strefy euro. Polska, choć formalnie nie należy do eurolandu, jest częścią unijnego układu polityczno-finansowego, a Rostowski jako minister finansów mógł być dla organizatorów użytecznym rozmówcą.

Czy jednak oznacza to, że dopuszczono go do prawdziwego centrum decyzyjnego, gdzie rozstrzyga się losy świata? Raczej nie. Bardziej prawdopodobne jest to, że potraktowano go jako wykonawcę zadań, człowieka z peryferii systemu, który ma rozumieć oczekiwania większych graczy i realizować je na swoim odcinku.

Wybór Rostowskiego nie jest zresztą przypadkowy. Przez większość życia był obywatelem brytyjskim, należał do tamtejszej Partii Konserwatywnej, wykładał na uczelniach, które współtworzyły intelektualne zaplecze współczesnego systemu finansowego. A system ten, oparty na spekulacji, długu i globalnych zależnościach, trudno uznać za zdrowy. W tym sensie Rostowski wydaje się bardziej przedstawicielem ich świata niż naszego. Jego polskość w polityce finansowej wygląda trochę tak, jak polskość marszałka Rokossowskiego w powojennym wojsku – formalnie można ją było ogłosić, ale wszyscy wiedzieli, skąd naprawdę przychodzi.

Władcy III RP w zakulisowych międzynarodówkach

Jacek Rostowski dołączył do wąskiego grona ludzi III RP, którzy mieli zaszczyt – albo przywilej – uczestniczyć w obradach jednej z zakulisowych międzynarodówek. W tym środowisku przez lata najwyżej ceniony był Andrzej Olechowski. To właśnie on przez długi czas był najważniejszym polskim nazwiskiem pojawiającym się w kontekście Bilderbergu i Komisji Trójstronnej. Ostatnio jednak, jak się wydaje, przestał być zapraszany do tego pierwszego grona.

W spotkaniach Bilderbergu uczestniczyli również, choć jednorazowo, Aleksander Kwaśniewski, Hanna Suchocka, prezes Banku Handlowego Sławomir Sikora oraz szef Polskiej Grupy Farmaceutycznej Jacek Szwajcowski. Trudno nie zauważyć, że są to osoby związane z określonym kręgiem towarzyskim i politycznym. Można przypuszczać, że ich obecność rekomendował właśnie Olechowski, bo z wieloma z nich łączyły go dobre relacje.

Były minister spraw zagranicznych od lat zasiadał także w Komisji Trójstronnej. W tym gronie towarzyszyły mu postacie doskonale znane z życia publicznego III RP: Marek Belka, Jerzy Koźmiński, były ambasador Polski w USA, Jerzy Baczyński, redaktor naczelny „Polityki”, Wanda Rapaczyńska, była szefowa Agory, Zbigniew Wróbel, były prezes Orlenu, oraz wspomniany Sławomir Sikora.

Na liście pojawiali się także bardziej zaskakujący uczestnicy, jak dominikanin o. Maciej Zięba czy Janusz Palikot. Trudno o bardziej osobliwe zestawienie. Bankierzy, politycy, redaktorzy, dawni dyplomaci, ludzie wielkiego biznesu, duchowny i polityczny prowokator – wszystko to w jednym kręgu, pod szyldem międzynarodowej debaty elit.

Czy Polska ma tam głos, czy tylko wykonawców?

Najważniejsze pytanie brzmi jednak nie to, kto był na Bilderbergu, ale po co tam był. Czy przedstawiciele Polski uczestniczą w takich spotkaniach po to, by bronić interesu państwa, czy raczej po to, by odbierać sygnały od silniejszych i bardziej wpływowych ośrodków?

Historia III RP pokazuje, że w tego rodzaju gremiach pojawiali się głównie ludzie jednego środowiska: liberalnego, kosmopolitycznego, związanego z finansami, mediami i instytucjami Zachodu. Nie widać tam reprezentantów polskiej racji stanu rozumianej jako obrona suwerenności, własnej gospodarki, tradycji i interesów narodowych. Widać raczej ludzi, którzy od początku transformacji powtarzali, że Polska musi dostosowywać się do zewnętrznych reguł gry.

Bilderberg i Komisja Trójstronna mogą być więc traktowane jako symbol szerszego problemu. Oficjalnie mamy rządy, parlamenty, wybory i debaty publiczne. Nieoficjalnie istnieją jednak sieci wpływu, w których najważniejsze sprawy omawia się bez udziału obywateli. A jeśli polscy politycy trafiają do takich gremiów, to często nie jako ci, którzy coś rozstrzygają, ale jako ci, którzy mają zrozumieć, co zostało już postanowione.

Zaproszenie Jacka Rostowskiego do Chantilly nie musi więc oznaczać awansu Polski. Może oznaczać jedynie, że w globalnej układance ktoś uznał polskiego ministra finansów za potrzebnego wykonawcę. A to zasadnicza różnica.

Zakulisowa polityka i demokracja fasadowa

Bilderberg pozostaje organizacją nieformalną, ale jej znaczenia nie sposób lekceważyć. Skoro co roku spotykają się tam ludzie mający wpływ na banki, rządy, media, instytucje międzynarodowe i wielki biznes, to trudno udawać, że jest to zwykły klub dyskusyjny. Jeśli rozmawiają o kryzysie, wojnie, energetyce czy finansach, to z tych rozmów mogą wynikać realne konsekwencje dla milionów ludzi.

Największym problemem jest brak przejrzystości. Obywatele dowiadują się co najwyżej, kto został zaproszony. Nie wiedzą, co omawiano, jakie stanowiska zajmowali uczestnicy, jakie decyzje uznano za pożądane i kto później je realizował. Tymczasem w demokracji zasadą powinno być to, że najważniejsze sprawy publiczne są przedmiotem jawnej debaty, a nie prywatnych narad za zamkniętymi drzwiami luksusowych hoteli.

Dlatego nazwa Bilderberg nie powinna być lekceważona tylko dlatego, że pojawia się w tekstach zwolenników teorii spiskowych. Czasem bowiem problem nie polega na tym, że ktoś widzi spisek tam, gdzie go nie ma. Czasem problem polega na tym, że zbyt wielu ludzi odwraca wzrok od realnych, niejawnych mechanizmów władzy.

A jeśli w tych mechanizmach pojawiają się ludzie III RP, warto pytać, czy reprezentują Polskę, czy jedynie system, który od lat uczy Polaków, że o ich losie decyduje się gdzie indziej.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Zełenski wzywa Ukraińców do powrotu. „Potrzebujemy 9,5 miliona ludzi”

Trump gotów sprzedać Ukrainę? Biały Dom naciska na Kijów, a w Europie przybywa sojuszników Moskwy

Lwów czci ludobójców Polaków. 2027 ma być rokiem UPA i Szuchewycza, w Polsce burza

Więzienie i przymusowe „leczenie”. Tak Turkmenistan traktuje osoby homoseksualne

Dron uratował rannego żołnierza. Ukraińcy przeprowadzili pierwszą w historii tego typu ewakuację z frontu

Zełenski odsunięty od negocjacji? Trump: czas, by ktoś inny negocjował za Ukrainę

Ukraiński dron eksplodował nad Litwą. Wilno wskazało na Polskę, Kijów przeprasza i obwinia Rosję

Francja w ogniu. Spłonął zabytkowy ratusz w Limoges, 1200 zatrzymanych i 150 rannych policjantów

Inne kategorie

Czytaj także