Domeny Polska.pl i Poland.pl należą do najbardziej rozpoznawalnych, najstarszych i najcenniejszych adresów internetowych związanych z naszym krajem. To właśnie pod takimi nazwami cudzoziemcy, turyści, inwestorzy czy dziennikarze mogliby szukać oficjalnych informacji o Polsce. Tym większe zdziwienie budzi fakt, że oba serwisy zostały wydzierżawione prywatnej spółce Agora SA, wydawcy „Gazety Wyborczej”.
Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że państwowy instytut NASK, dotychczasowy dysponent domen, nie ogłosił otwartego, publicznego przetargu. Informacja o możliwości dzierżawy miała trafić jedynie do wybranych podmiotów, a szczegóły zawartej umowy do dziś pozostają niejasne. W tle pojawia się także postać byłego pułkownika ABW, który kierował NASK w czasie, gdy zapadały decyzje dotyczące najważniejszych internetowych adresów związanych z Polską.
Najcenniejsze domeny o Polsce trafiły do prywatnej spółki
Serwisy Polska.pl i Poland.pl, warte według wielu ocen miliony złotych, nie są już administrowane bezpośrednio przez państwową Naukową i Akademicką Sieć Komputerową. NASK zdecydował się wydzierżawić je prywatnej firmie – Agorze SA. Tym samym wydawca „Gazety Wyborczej” otrzymał dostęp do adresów, które z oczywistych powodów mają ogromne znaczenie wizerunkowe i promocyjne dla państwa polskiego.
Instytut uznał, że taka operacja nie wymaga przeprowadzenia przetargu. Zamiast publicznie poinformować rynek o możliwości dzierżawy, NASK miał zaprosić do rozmów jedynie wybrane przez siebie grupy medialne i internetowe. Pozostałe podmioty, które mogłyby być zainteresowane udziałem w postępowaniu, w praktyce nie miały szansy złożyć własnej oferty.
Przeczytaj artykuł o tym, Wyciek danych żołnierzy z Zegrza. PESEL-e 392 wojskowych na ogólnodostępnym dysku
NASK tłumaczył później, że jedyną satysfakcjonującą propozycję przedstawiła Agora. W rezultacie od 2 grudnia spółka ta figuruje w bazie Whois jako abonent domen Polska.pl i Poland.pl. Daje jej to możliwość zarządzania ruchem, kierowania użytkowników na własne serwisy i budowania na tych adresach projektów komercyjnych. Podobny los spotkał już subdomeny wideo.polska.pl oraz literatura.polska.pl.
Trudno nie zadać pytania: czy domeny będące cyfrową wizytówką państwa powinny trafiać do prywatnej spółki medialnej, zwłaszcza tak jednoznacznie kojarzonej politycznie i ideowo?
NASK, domeny narodowe i dziwna bierność państwa
Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa jest instytutem badawczym, który pełni funkcję krajowego rejestru domen internetowych z końcówką „.pl”. To właśnie NASK uczestniczył w 1991 roku w podłączaniu Polski do Internetu i do dziś odpowiada za funkcjonowanie krajowego systemu nazw internetowych.
Na świecie standardem jest, że domeny strategiczne z punktu widzenia promocji państwa pozostają pod kontrolą instytucji publicznych. Nazwy takie jak Polska.pl i Poland.pl nie są zwykłymi adresami internetowymi. To naturalne, intuicyjne punkty dostępu do informacji o kraju. Powinny więc służyć przede wszystkim promocji Polski, a nie interesom jednej grupy medialnej.
Tymczasem w Polsce instytut nadzorowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przekazał najatrakcyjniejsze domeny prywatnej spółce. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zabezpieczyło natomiast jedynie adresy polska.gov.pl i poland.gov.pl. Są one dłuższe, mniej naturalne i zdecydowanie mniej atrakcyjne niż Polska.pl i Poland.pl.
Stanowisko resortu nauki także trudno uznać za przekonujące. Rzecznik ministerstwa Bartosz Loba zapewniał, że według wiedzy ministerstwa właścicielem domen pozostaje NASK jako autonomiczny instytut badawczy. Formalnie można taką odpowiedź uznać za poprawną, ponieważ domena „.pl” nie staje się własnością abonenta w takim sensie jak nieruchomość. Jednak w praktyce to abonent domeny zarządza nią, administruje i może publikować na niej treści albo przekierowywać ruch.
Innymi słowy: Agora może sprawić, że osoba wpisująca adres www.polska.pl zostanie przeniesiona na serwis należący do wydawcy „Gazety Wyborczej”. Ministerstwo zapowiedziało jedynie, że będzie przyglądać się dalszemu zarządzaniu domenami, które powinny służyć jak najlepszej promocji Polski. Tylko czy w takiej sprawie państwo powinno ograniczać się do „przyglądania”?
ABW w tle decyzji NASK
Sprawie dodatkowego kolorytu nadaje historia kierownictwa NASK. W czerwcu 2009 roku ujawniono, że instytut inwestował w opcje walutowe i stracił na tych operacjach około 14 milionów złotych. W konsekwencji odwołano ówczesnego dyrektora Macieja Kozłowskiego. Tymczasowo zastąpił go prof. Krzysztof Malinowski.
Następnie przyszedł czas na nowego szefa. 16 listopada 2009 roku stanowisko dyrektora NASK objął płk Michał Chrzanowski, były dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Teleinformatycznego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Był więc człowiekiem wywodzącym się z największej polskiej służby specjalnej, podległej wówczas kierownictwu Krzysztofa Bondaryka.
Chrzanowski wygrał konkurs ogłoszony przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a na stanowisko powołała go minister Barbara Kudrycka. Warto jednak zauważyć, że w komisji konkursowej zasiadał Piotr Durbajło – były kolega Chrzanowskiego z ABW, a nawet jego zastępca w okresie pracy w Agencji. Później Durbajło był również doradcą szefa ABW.
Obecność byłego oficera służb specjalnych na czele najważniejszej instytucji zajmującej się polskim Internetem sama w sobie mogła budzić pytania. Decyzja o wydzierżawieniu domen Polska.pl i Poland.pl Agorze sprawia, że pytania te stają się jeszcze bardziej zasadne. Zwłaszcza że w tym samym czasie rząd przygotowywał zmiany ustawowe zwiększające możliwości służb specjalnych w zakresie kontroli i inwigilacji Internetu.
Czy jest przypadkiem, że najważniejsze domeny promujące Polskę trafiły do spółki kojarzonej ze środowiskiem Adama Michnika i Wandy Rapaczyńskiej właśnie za czasów byłego pułkownika ABW? To pytanie samo się narzuca.
Swoi swoim, czyli komu oddano cyfrową wizytówkę Polski
Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której główna strona internetowa polskiej gminy zostałaby przekazana jednej lokalnej gazecie, popierającej tylko jedną grupę polityczną w radzie miasta. A jednak w skali państwa wydarzyło się coś podobnego. Najważniejsze domeny związane z nazwą kraju trafiły do spółki wydającej gazetę, która od lat aktywnie wspiera określone środowiska polityczne i jednocześnie zwalcza polską prawicę oraz tradycyjny katolicyzm.
Tak ocenia sprawę Łukasz Sobierajski, zajmujący się tworzeniem stron internetowych. Jego zdaniem przekazanie Agorze adresów Polska.pl i Poland.pl jest wydarzeniem trudnym do zaakceptowania, jeśli spojrzeć na nie z perspektywy interesu publicznego.
Podobne wątpliwości zgłasza Adrian Kłos, właściciel kilku tysięcy domen, specjalista od pozycjonowania i reklamy internetowej, związany z firmą Skuteczni.pl. Zwraca on uwagę, że transakcja odbyła się bez poinformowania opinii publicznej. Domeny nie pojawiły się na żadnej giełdzie, nie było otwartej licytacji ani transparentnego postępowania.
Jego zdaniem problemem jest nie tylko sam tryb dzierżawy, ale również pytanie podstawowe: czy domeny z nazwą państwa powinny w ogóle trafiać do prywatnych podmiotów? Zdaniem Kłosa powinny raczej funkcjonować jako dobro narodowe i służyć jako oficjalne serwisy informacyjne oraz promocyjne Polski, najlepiej prowadzone przez instytucje państwowe.
Ekspert przypomina także, że domeny regionalne z nazwami miejscowości, takie jak Warszawa.pl czy Szczecin.pl, należą do NASK i zwykły obywatel albo firma nie może ich sobie po prostu zarezerwować. Domeny gminne również mogą być rejestrowane tylko przez upoważnione podmioty, na przykład urzędy. Skoro taki porządek obowiązuje przy nazwach miast i gmin, tym bardziej powinien obowiązywać przy domenach z nazwą kraju.
Tajna umowa i pytania o komercyjne wykorzystanie domen
Zagadką pozostaje również to, że ani NASK, ani Agora wcześniej nie poinformowały jasno o zawartej umowie. Nie da się łatwo znaleźć informacji o przetargu, zaproszeniu do składania ofert czy warunkach dzierżawy domen Polska.pl i Poland.pl. Sprawa wyszła na jaw dopiero wtedy, gdy zaczęto sprawdzać wpisy w bazie Whois.
Daniel Dryzek, od dziesięciu lat zajmujący się branżą domen i hostingiem, zwraca uwagę właśnie na ten wpis. Skoro w bazie jako abonent widnieje Agora, a nie NASK, oznacza to realną zmianę w administrowaniu domenami. Według informacji przekazanych mu przez Jolantę Jędrysek z biura prasowego Agory, od grudnia 2011 roku serwisy Polska.pl i Poland.pl miały zostać uwzględnione w grupie serwisów spółki, a ich ruch i zasięg miały zostać doliczone do wyników Agory.
To oznacza, że sprawa ma nie tylko wymiar wizerunkowy, ale także biznesowy. Jeśli pod domenami powstaną komercyjne projekty, z reklamami podobnymi do tych z serwisów gazeta.pl, sport.pl czy plotek.pl, Agora może uzyskać ogromne korzyści. Domena Poland.pl w szczególności może stać się wyjątkowo cenna w kontekście Euro 2012, gdy tysiące kibiców i turystów z zagranicy będą szukać informacji o Polsce właśnie pod takim intuicyjnym adresem.
Pytanie brzmi więc: czy portale zachowają charakter promocyjny i informacyjny, czy zostaną podporządkowane celom biznesowym albo politycznym Agory? Niezależnie od deklaracji spółki, samo przejęcie tych domen może okazać się dla wydawcy „Gazety Wyborczej” prawdziwą kurą znoszącą złote jaja.
Państwowe domeny, prywatny interes
Sprawa Polska.pl i Poland.pl pokazuje coś więcej niż tylko kontrowersje wokół dwóch adresów internetowych. Pokazuje sposób myślenia o majątku publicznym, w którym strategiczne dobro państwa można przekazać prywatnej spółce bez szerokiej debaty, bez przejrzystego postępowania i bez jasnego wyjaśnienia opinii publicznej, dlaczego wybrano właśnie tego partnera.
Domeny narodowe nie są zwykłym towarem. Są cyfrowym odpowiednikiem szyldu państwa. To pod nimi naturalnie szuka się informacji o kraju, jego kulturze, gospodarce, turystyce, historii i instytucjach. Oddanie ich prywatnej firmie medialnej, na dodatek tak silnie zaangażowanej w spory ideowe, jest decyzją, której nie da się sprowadzić do zwykłej umowy biznesowej.
Jeśli państwo nie potrafi zadbać nawet o własną nazwę w Internecie, trudno oczekiwać, że skutecznie będzie prowadzić politykę informacyjną i promocyjną na świecie. A jeśli najcenniejsze adresy trafiają do wybranych podmiotów bez otwartego przetargu, opinia publiczna ma prawo pytać: kto podjął tę decyzję, na jakich warunkach i w czyim interesie?



