Wiosną 1990 r. minister edukacji narodowej Henryk Samsonowicz powołał czterosobowy zespół badawczy do zapoznania się ze stanem archiwów MSW – jako jedyny czynny polityk znalazł się w nim Adam Michnik, poseł OKP i redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Paweł Siergiejczyk rekonstruuje kulisy „komisji Michnika” na podstawie wspomnień Jerzego Holzera, raportu posła Mariusza Kamińskiego z 1998 r. i odpowiedzi ministra Janusza Pałubickiego – z których wyłania się obraz „dzikiej lustracji” u progu III RP.
Kilkanaście dni temu zmarł prof. Andrzej Ajnenkiel, niegdyś jeden z czołowych historyków najnowszych dziejów Polski, w ostatnich latach wyraźnie już zapomniany. Przed ćwierćwieczem był on uczestnikiem gremium, które przeszło do historii jako „komisja Michnika”, a którego działalność do dziś stanowi jedną z wielkich tajemnic okresu narodzin III RP.
Temat kontynuujemy w artykule: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?
Sejm kontraktowy, UOP i ostatnie dni Kiszczaka
6 kwietnia 1990 roku Sejm „kontraktowy” uchwalił ustawy, na mocy których nastąpiło przekształcenie Milicji Obywatelskiej w Policję oraz utworzenie – w miejsce likwidowanej Służby Bezpieczeństwa – Urzędu Ochrony Państwa. Miało to miejsce z górą pół roku od powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego, w którym MSW kierował (do 6 lipca 1990 r.) generał Czesław Kiszczak. Ostatni komunistyczny minister miał zatem dużo czasu, by odpowiednio przygotować swój resort do nieuchronnych zmian. Tym bardziej, że „solidarnościowy” premier zupełnie nie ingerował w jego działalność. Potwierdził to po latach ówczesny poseł Jan Rokita: „Zacząłem coraz wyraźniej zauważać, że coś się dzieje nie tak. Otrzymałem informacje, że z MSW są wynoszone i palone akta. Dotarłem do premiera, co dla zwykłego posła OKP nie było łatwe, ale Mazowiecki dał mi radę absurdalną: żebym poinformował o tym Kiszczaka, tego samego, który na palenie akt co najmniej zezwalał” („Alfabet Rokity”, Kraków 2004, s. 97).
Skład „komisji Michnika” – Ajnenkiel, Holzer, Kroll, Michnik
Równocześnie jeszcze na początku kwietnia 1990 roku minister edukacji narodowej Henryk Samsonowicz powołał zespół badawczy, który miał się zapoznać ze stanem archiwów MSW. W skład zespołu weszły cztery osoby: wspomniany Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer, Bogdan Kroll i Adam Michnik. Dwaj pierwsi byli historykami, Kroll od roku 1980 do 1994 był dyrektorem Archiwum Akt Nowych, zaś Michnik – mimo formalnego wykształcenia historycznego – był wówczas czynnym politykiem: posłem OKP i redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej. Taki skład zespołu z pewnością nie był przypadkowy. Zarówno minister Samsonowicz, jak i powołani przez niego naukowcy należeli do tego samego pokolenia warszawskich historyków, urodzonych na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych, a zatem wspólnie studiujących w okresie stalinizmu i wspólnie dokonujących kolejnych życiowych wyborów: najpierw wstąpienia do PZPR, a potem związania się z lewym skrzydłem „demokratycznej opozycji”, której głównym ideologiem był Adam Michnik.

Zespół działał od 12 kwietnia do 29 czerwca 1990 roku, czyli jeszcze w okresie, gdy resortem kierował gen. Kiszczak. W tym czasie odbyło się osiem formalnych spotkań, a na pierwszym zdecydowano, że koordynatorem prac zostanie Bogdan Kroll jako specjalista od archiwów. „Najmniej pilnym członkiem komisji był Michnik, najbardziej przecież z nas zapracowany – w sejmie i w gazecie. Jeżeli określać komisję nazwiskiem, to byłaby to komisja Krolla, czyli rzeczywiście przewodniczącego i inicjatora niemal wszystkich działań. Sprawozdanie końcowe przygotował również Kroll” – pisał Jerzy Holzer, który jako jedyny z członków tego zespołu opublikował swoje wspomnienia (J. Holzer, „Historyk w trybach historii”, Kraków 2013, s. 262).
Końcowe sprawozdanie zawierało wnioski, w których postulowano objęcie większą kontrolą archiwów resortu zarówno w centrali, jak i w województwach, zatrudnienie w MSW cywilnych archiwistów itp. Czy to wszystko mogło zatrzymać proceder niszczenia i wynoszenia dokumentów z resortu? Raczej wątpliwe, skoro brakowało woli politycznej ze strony premiera i jego otoczenia.
Dostęp do teczek SB i „dzika lustracja”
Jednak oficjalna działalność komisji to tylko część prawdy o jej istnieniu. „Komisja miała ograniczone pole działania. Założono, że nie będziemy mieli wglądu w teczki personalne funkcjonariuszy i tajnych współpracowników oraz akta Departamentu I, a więc wywiadu i kontrwywiadu. Nie otrzymaliśmy inwentarzy ani też spisów akt. Po naszych spotkaniach, z wyjątkiem pierwszego i być może ostatniego, w których nie uczestniczyłem, schodziliśmy indywidualnie do archiwum, zawsze w towarzystwie jego pracownika. Mogliśmy na chybił trafił wyjąć z półki teczkę i rzucić okiem na jej zawartość. Wybór był przypadkowy” – wspominał Holzer (tamże, s. 262–263).
Jednak ten sam historyk pisał dalej, że „przypadkowo” wyciągnął teczkę z inwigilacji swojego przyjaciela, Władysława Bartoszewskiego, a także teczkę z inwigilacji swojej własnej osoby w roku 1968, gdy w oczach SB uchodził za „syjonistę”. Innych nazwisk Holzer nie wymienił, ale już te informacje pozwalają powątpiewać w „przypadkowość” archiwalnej kwerendy. A skoro tak, to możemy się domyślać, z jakim zapałem rzucił się na te dokumenty Adam Michnik, którego temperament polityczny i kontakty towarzyskie były przecież znacznie większe niż innych uczestników zespołu.
Krótko mówiąc, komisja powołana przez ministra Samsonowicza uzyskała dostęp do teczek SB, jakiego nikt wcześniej – oprócz pracowników najważniejszego w PRL resortu – nie posiadał. Był to ewidentny przykład „dzikiej lustracji”, o którą do dziś środowisko Michnika oskarża ludzi prawicy. W dodatku lustracji, która mogła być wykorzystana politycznie, skoro w zespole znajdował się jeden z najważniejszych graczy parlamentarnych owego czasu, a inni pozostawali z nim w towarzyskiej komitywie.
Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Wyciek danych żołnierzy z Zegrza. PESEL-e 392 wojskowych na ogólnodostępnym dysku

Oczywiście nie wiemy, jakie teczki przeglądali wówczas członkowie zespołu. I zapewne już nigdy się nie dowiemy, bo ze wspomnianej czwórki żyje tylko szef „Gazety Wyborczej”: Kroll zmarł w roku 1999, Holzer – 14 stycznia br., Ajnenkiel – 10 kwietnia br. A trudno przypuszczać, by Michnik pozwolił sobie na szczere wspomnienia dotyczące tego tajemniczego epizodu.
Sprawdź także: Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”
Interpelacja Mariusza Kamińskiego z 1998 r.
Jedyną jak dotąd próbą wyjaśnienia tej bulwersującej sprawy była interpelacja złożona pod koniec 1998 roku przez ówczesnego posła AWS Mariusza Kamińskiego (dziś wiceprezesa PiS). Odpowiedział na nią w styczniu 1999 roku minister Janusz Pałubicki, koordynator służb specjalnych w rządzie Jerzego Buzka. Kamińskiego interesowało, czy działalność komisji była zgodna z obowiązującym prawem, do jakich materiałów mieli dostęp jej członkowie, czy i jak kontrolowano ich poruszanie się po archiwum, czy mogli sporządzać kopie, odpisy albo wynosić materiały SB. Ostatnie pytanie Kamińskiego brzmiało: „Czy w związku z publikacją w […] z dnia 14–15 listopada 1998 r. artykułu można wykluczyć tezę, że opisane w artykule przykłady osób uwikłanych we współpracę z SB to efekt wiedzy, jaką posiadł red. Michnik w trakcie prac komisji?”.
Na wstępie odpowiedzi Pałubickiego zaznaczono, że jej udzielenie wymagało „przeprowadzenia czynności, które okazały się ogromnie pracochłonne”. Jednak sama odpowiedź była mocno rozczarowująca. Pałubicki pisał, że „w zbiorach archiwalnych UOP nie natrafiono na dokumenty wskazujące na podstawy działalności” komisji, „w związku z czym nie jest możliwa ocena zgodności działalności komisji z obowiązującym wówczas prawem”. Minister stwierdził też, że „nie odnaleziono dokumentów ani zapisków pozwalających na ustalenie katalogu materiałów, z jakimi zapoznali się członkowie komisji, a z relacji funkcjonariusza, który wówczas pracował w wydziale archiwalnym, wynika, że członkowie komisji mieli dostęp do teczek tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa. Według relacji, członkowie komisji zapoznawali się z materiałami archiwalnymi w obecności funkcjonariusza. Do magazynów wprowadzani byli również przez ówczesnego dyrektora biura i naczelnika wydziału archiwalnego. Wówczas szeregowi pracownicy biura nie towarzyszyli członkom komisji. Funkcjonariuszowi, który wówczas pracował w wydziale archiwalnym, nie są znane przypadki wynoszenia materiałów poza pomieszczenia archiwum”. Na ostatnie pytanie Kamińskiego odpowiedź okazała się – zdaniem Pałubickiego – niemożliwa „z uwagi na brak wykazu materiałów archiwalnych, które zostały udostępnione członkom komisji”.
Paweł Siergiejczyk
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Pawła Siergiejczyka pt. „Pierwsi lustratorzy III RP” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 16 (1014) z dnia 21 kwietnia 2015 roku, s. 13. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Paweł Siergiejczyk / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 16 (1014)/2015, s. 13.



